10.05.2011 – DO MANILII

 

NASTĘPNEGO DNIA RANO, SKORO ŚWIT, JUŻ O 7:00 BYLIŚMY W JADALNI NA ŚNIADANIU – BEZ REWELACJI.

JESZCZE PRZED 7:40 WYRUSZYLIŚMY, CIĄGLE W DESZCZU, W OSTATNIĄ PODRÓŻ NA FILIPINACH. KIERUNEK MANILA. Z POWODU POGODY NIE MOGLIŚMY JECHAĆ ZA SZYBKO I PIERWSZE 50 km PRZEBYLIŚMY W NIEZBYT EKSPRESOWYM TEMPIE. POTEM POGODA ZACZĘŁA SIĘ POPRAWIAĆ.

Ok. 8:10 ZATRZYMALIŚMY SIĘ NA 15 min. PRZY PRZYDROŻNYM SKUPISKU RÓŻNEGO RODZAJU STRAGANÓW HANDLUJĄCYCH ŚWIEŻYMI JARZYNAMI  Z TEGO NAJBARDZIEJ WARZYWNEGO REGIONU FILIPIN. NASZ KIEROWCA POWIEDZIAŁ, ŻE TUTAJ KUPUJE ZAOPATRZENIE DLA SWOJEJ RODZINY – WYCHODZI ZNACZNIE TANIEJ. PO CHWILI BYLIŚMY PONOWNIE W DRODZE. JADĄC DROGAMI PÓŁNOCNEGO LUZONU ZROZUMIAŁEM DLACZEGO MIMO TEGO, ŻE NIBY SĄ TUTAJ AUTOSTRADY TO PORUSZANIE SIĘ JEST DELIKATNIE MÓWIĄC OPIESZAŁE…

NAJPIERW JECHALIŚMY KENNON Rd., PÓŹNIEJ MACARTHUR H-wy. DROGI TE NIEWIELE SIĘ RÓŻNIĄ – BYĆ MOŻE MACARTHUR H-wy JEST MNIEJ KRĘTA. RUCH NA NICH JEST OGROMNY. SZCZEGÓLNIE JADĄC ARTUREM ODNOSI SIĘ WRAŻENIE, ŻE JEDZIEMY PRZEZ NIEKOŃCZĄCE SIĘ PRZEDMIEŚCIA WIELKIEGO MIASTA.

WIELE RAZY MIAŁEM WRAŻENIE, ŻE JESTEM NA BALI. OD CZASU DO CZASU MIJANE BUDYNKI BYŁY LUSTRZANYM ODBICIEM ZABUDOWAŃ INDONEZYJSKICH… DROGA – HIGHWAY POZWALA WŁAŚCIWIE TYLKO NA BARDZO SZYBKIE I ZDECYDOWANE WYPRZEDZANIE – NIE MA ZA BARDZO NA TO MIEJSCA… I TAK TO TRWA DZIESIĄTKI KILOMETRÓW.

[metaslider id=4952]

KOŁO 10:00 PRZEJEŻDŻAJĄC PRZEZ PANGASINAN PONOWNIE SIĘ ZATRZYMUJEMY NA LOKALNYM RYNKU SPOŻYWCZYM. 40 MINUT ZAJMUJE NAM ZROBIENIE ZAKUPÓW. SZCZEGÓLNIE CIESZY NABYCIE PAPRYCZKI – MAŁEJ I PIEKIELNIE OSTREJ (NIECAŁE US$ 1,5/kg); SUSZONYCH KALMARÓW, KREWETEK I RYB; ZACZYNÓW NA ZUPĘ RYBNĄ itp SPECJAŁÓW.

WRESZCIE KOŁO 12:00 WPADAMY NA PRAWDZIWĄ AUTOSTRADĘ. TERAZ ZDECYDOWANIE NASZA PODRÓŻ NABIERA TEMPA. ZBLIŻAMY SIĘ POWOLI DO MEXICO – MIEJSCA ZAMIESZKANIA NASZEGO KIEROWCY – BONGA.

ZGADZAMY SIĘ OCZYWIŚCIE BY PODRZUCIŁ DO DOMU ZAKUPY I UŚCISKAŁ ŻONĘ Z DZIEĆMI. PRZED 13:00 JESTEŚMY PRZED DOMEM. CAŁA RODZINA – WŁAŚCIWIE SAME KOBIETY JUŻ NA NAS CZEKA. WITAMY SIĘ I ZAPROSZENI WCHODZIMY DO ŚRODKA. DOM JEST NOWY, JESZCZE NIEZUPEŁNIE WYKOŃCZONY. WYGLĄDA BARDZO DOBRZE. NA PIERWSZY RZUT OKA BRAKUJE TU TYLKO TYNKÓW I JAKIEGOŚ MURKA ALBO OKALAJĄCEGO PŁOTU.

PO CHWILI DOSTAJEMY COŚ DO PICIA. ROBIMY SOBIE KILKA WSPÓLNYCH ZDJĘĆ I MUSIMY RUSZAĆ W DALSZĄ DROGĘ. SAMOLOT NIE BĘDZIE CZEKAŁ…

PRZEJEŻDŻAMY PRZEZ MEXICO I PONOWNIE ZNAJDUJEMY SIĘ NA AUTOSTRADZIE DO MANILI.

OK. 14:00 PRZEKRACZAMY GRANICE STOLICY I PORUSZAMY SIĘ W KORKACH W KIERUNKU NASZEGO LOTNISKA. JEST TO UCIĄŻLIWA I NUDNA JAZDA.

WYLOT MAMY O 18:30. TO ZNACZY, ŻE MUSIMY BYĆ NA LOTNISKU ok. 16:00 BY SIĘ ODPRAWIĆ. POWOLI PRZEBIJAMY SIĘ, PRZEZ ZATŁOCZONE ULICE. MIJAMY PIĘKNE, OGROMNE POLE GOLFOWE W SAMYM ŚRODKU MIASTA. OD CZASU DO CZASU WYRASTAJĄ Z ASFALTOWEGO POLA POZOSTAŁOŚCI HISZPAŃSKIEJ ŚWIETNOŚCI… JEDZIEMY W TŁUMIE POJAZDÓW. DOJEŻDŻAMY WRESZCIE DO LOTNISKA. JEST 16:15. ŻEGNAMY SIĘ Z NASZYM WSPANIAŁYM KIEROWCĄ – BONGIEM I IDZIEMY DO BUDYNKU PORTU. TAM ODBYWA SIĘ ZWYKŁY RYTUAŁ BOARDINGU… ZACZYNA SIĘ ON OD WAŻENIA NASZYCH BAGAŻY, ALE NIE W CZASIE, TYLKO PRZED ODPRAWĄ BAGAŻOWĄ. ODBIERAMY KARTY WSTĘPU DO SAMOLOTU, PRZECHODZIMY PRZEZ ODPRAWĘ PASZPORTOWĄ I STAJEMY W OGROMNEJ KOLEJCE DO KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA. NIE WIEM ILE JEST TU LUDZI ALE NAPRAWDĘ DUŻO… KILKASET… OD CZASU DO CZASU PRZEDSTAWICIEL LINII, KTÓREJ SAMOLOT MA NIEDŁUGO ODLECIEĆ CHODZI I GŁOŚNO PROSI PASAŻERÓW BY SZLI ZA NIM. PO 40 min. MAMY TO JUŻ ZA SOBĄ. NIESTETY NIE MIELIŚMY JUŻ CZASU NA ZAKUPY. ZACZĘTO NAS WOŁAĆ I TRZEBA BYŁO BIEC DO SAMOLOTU…

CO TAM, ZROBIMY ZAKUPY W DOHA, GDZIE MAMY PRAWIE 2 godz. CZASU.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *