11.05.2011 – WRACAMY

.

.LOT MIJA SPOKOJNIE. LĄDUJEMY PLANOWO W KATARZE. ROBIMY DROBNE ZAKUPY – KOSMETYKI MAJĄ FAJNE CENY. KOLEJNY LOT. TERAZ DO FRANKFURTU. TAM GODZINĘ PO LĄDOWANIU MAMY LOT DO KRAKOWA. ODLOT SIĘ OPÓŹNIA CO LEKKO ZACZYNA NAS NIEPOKOIĆ, BO NIE DOSTALIŚMY JESZCZE BOARDING PASSÓW NA LOT DO POLSKI… WRESZCIE WYLATUJEMY.

LĄDUJEMY W FRANKFURCIE O CZASIE. WYCHODZĄC Z SAMOLOTU NAPOTYKAMY PIERWSZĄ PRZESZKODĘ. JUŻ NA KOŃCU RĘKAWA STOI OFICER I KONTROLUJE DOKUMENTY NIEKTÓRYCH PASAŻERÓW. TO NAM NIBY NIE PRZESZKADZA, ALE JEDNAK NA KILKA MINUT ZATRZYMUJE. NIE KONTROLOWANI IDZIEMY SZYBKO DO ODPOWIEDNIEGO PUNKTU OBSŁUGI PASAŻERÓW. KOLEJNA KOLEJKA … OK. PO KILKUNASTU MINUTACH ZOSTAJEMY OBSŁUŻENI. NASZ SAMOLOT ODLATUJE ZA 40 min. NA CHWILĘ WCHODZIMY DO JAKIEGOŚ SKLEPU. MINUTĘ PÓŹNIEJ PRZECHODZIMY PRZEZ BRAMKĘ KONTROLUJĄCĄ NASZE KARTY POKŁADOWE I STAJEMY W KOLEJCE DO KONTROLI BEZPIECZEŃSTWA. W KOLEJCE JEST  PRZED NAMI ok. 40 OSÓB. PORUSZA SIĘ BARDZO POWOLI… JESTEŚMY ZANIEPOKOJENI I PYTAMY OBSŁUGĘ, CZY NIE MOŻEMY ZOSTAĆ ZAŁATWIENI POZA KOLEJKĄ … – NIE MOŻEMY… TYLKO DWA Z CHYBA SZEŚCIU PRZEJŚĆ JEST OTWARTE. KONTROLERZY PRACUJĄ NA ZWOLNIONYCH OBROTACH… SŁUCHAMY PILNIE ZAPOWIEDZI. NORMALNIE WZYWA SIĘ SPÓŹNIAJĄCYCH SIĘ PASAŻERÓW. NIE JEST ŹLE, NIKT NAS NIE WOŁA…

DOCHODZIMY DO WNIOSKU, ŻE PONIEWAŻ JUŻ PRZESZLIŚMY PRZEZ PIERWSZĄ BRAMKĘ KONTROLUJĄCĄ OBSŁUGA LOTNISKA WIE GDZIE JESTEŚMY WIĘC NIE MA SIĘ CO MARTWIĆ. WRESZCIE 45 min. PO STANIĘCIU W KOLEJCE PRZECHODZIMY, TAK JAK INNI DOŚĆ SZCZEGÓŁOWĄ KONTROLĘ I BIEGNIEMY DO NASZEGO SAMOLOTU… I TU KANAŁ – OKAZUJE SIĘ, ŻE SAMOLOT JUŻ JEST ZAMKNIĘTY I NIE MOŻEMY NIM LECIEĆ. PODOBNIE JAK CO NAJMNIEJ JESZCZE JEDEN PASAŻER. WRACAMY SIĘ DO KONTUARU LUFTHANSY. TAM INFORMUJĄ NAS, ŻE PONIEWAŻ MAMY BILETY LINII KATARSKICH, MUSIMY IŚĆ DO ICH OBSŁUGI KLIENTA, ALE  TEN PUNKT ZNAJDUJE SIĘ NA INNYM TERMINALU. TROCHĘ NAS TO DZIWI. ALE CO TAM, MAMY CZAS… TRZEBA TAM JECHAĆ BEZOBSŁUGOWYM POCIĄGIEM. WSIADAMY. JEDZIEMY… NA TYM TERMINALU OBSŁUGA PATRZY NA NAS SZEROKO OTWARTYMI OCZAMI… POWTARZAMY PO NIEMIECKU I ANGIELSKU CZEGO SZUKAMY… MUSIMY SIĘ WRÓCIĆ NA POPRZEDNI TERMINAL I TAM ZNALEŹĆ BIURO QATAR AIRWAYS. TYM RAZEM ZOSTAJEMY SKIEROWANI TAM GDZIE TRZEBA.

LECIMY, LECIMY, CZEKAMY, LECIMY ...

LECIMY, LECIMY, CZEKAMY, LECIMY …

.

WYJAŚNIAMY NA MIEJSCU CAŁE ZAJŚCIE. PYTAMY NAWET CZY CZASEM NIEMIECCY OCHRONIARZE NIE MAJĄ DZISIAJ “STRAJKU WŁOSKIEGO”. PODOBNO NIE… OBSŁUGA LINII BARDZO SPRAWNIE ROZWIĄZUJE PROBLEM. DAJĄ NAM NAWET NOTATKĘ DLA PERSONELU, DO KTÓREGO MAMY SIĘ ZGŁOSIĆ. BĘDĄ NAS USIŁOWALI JAKOŚ WYSŁAĆ NASTĘPNYM SAMOLOTEM ok. 17:30. PRZY OKAZJI OKAZAŁO SIĘ, ŻE OCHRONIARZE TO OSOBNA FIRMA.

MAMY MASĘ CZASU. TRZEBA COŚ ZJEŚĆ… JUŻ WCZEŚNIEJ ZAUWAŻYLIŚMY CIEKAWĄ RESTAURACYJKĘ WŁOSKĄ… TAM IDZIEMY. BIERZEMY COŚ DO JEDZENIA I BUTELKĘ SZAMPANA NA DOBRY POCZĄTEK… OBOK SIEDZI JAKAŚ NIEMIECKA PARA, KTÓRA NA WIDOK SZAMPANA NA NASZYM STOLE O 9:00 RANO MÓWI: FAJNIE WAM… JUŻ O 9:00 PIJECIE SZAMPANA. ODPOWIADAMY, OCZYWIŚCIE PO NIEMIECKU, ŻE Z WINY LENISTWA I BRAKU ORGANIZACJI PERSONELU NA TYM LOTNISKU MUSIMY CZEKAĆ NA NASZ LOT JESZCZE 8 GODZIN, A JUŻ MAMY ZA SOBĄ KILKANAŚCIE ZA SOBĄ… TROCHĘ ICH ZATKAŁO… CZEKAMY. CZAS SIĘ WLECZE STRASZNIE… CZYTAMY, OGLĄDAMY SKLEPY I TAK W KÓŁKO…

ZBLIŻA SIĘ GODZINA ODLOTU SAMOLOTU. NIESTETY OKAZUJE SIĘ, ŻE TYLKO DWIE OSOBY Z NASZEJ GRUPY MOGĄ LECIEĆ. NASZE BAGAŻE ZOSTAJĄ Z DRUGĄ DWÓJKĄ BO BYŁY JUŻ W MANILI DOŁĄCZONE DO NAZWISKA JEDNEJ Z OSÓB, KTÓRA TERAZ MA LECIEĆ PÓŹNIEJ. DWÓJKA ODLATUJE, DWÓJKA ZOSTAJE.

CZEKAMY NA KOLEJNY LOT ok. 1 godz. OCZYWIŚCIE ZNOWU NIE WIADOMO CZY SIĘ ZMIEŚCIMY… A NASTĘPNY LOT JEST DOPIERO NASTĘPNEGO DNIA… JEDNAK SIĘ UDAJE. PRZED WEJŚCIEM NA POKŁAD, NIE DOWIERZAJĄC OBSŁUDZE PROSZĘ BY SPRAWDZONO CZY NASZE BAGAŻE ZOSTAŁY ZAŁADOWANE. BABKA SPRAWDZA W KOMPIE I MÓWI, ŻE TAK. LECIMY NARESZCIE…

W KRAKOWIE NA LOTNISKU NIE MOŻEMY DOCZEKAĆ SIĘ NA BAGAŻ… IDZIEMY DO CZŁOWIEKA ZAJMUJĄCEGO SIĘ ZAGUBIONYM BAGAŻEM. STOJĄC W KOLEJCE – BO NIE JESTEŚMY JEDYNYMI POSZKODOWANYMI – DZWONIMY DO CZEKAJĄCEJ NA NAS PARY I DOWIADUJEMY SIĘ, ŻE ONI NA WSZELKI WYPADEK POCZEKALI ŻEBY ZOBACZYĆ, CZY CZASEM NIEMIASZKI CZEGOŚ ZNOWU NIE POMYLILI… BINGO!!! OKAZAŁO SIĘ, ŻE DWIE NASZE TORBY ZOSTAŁY WYSŁANE Z LUDŹMI KTÓRZY NIE MIELI WŁAŚCIWIE DO NICH PRAWA. DWIE NASTĘPNE ZOSTAŁY W FRANKFURCIE… DOWIEZIONO JE NASTĘPNEGO DNIA. I TU SIĘ KOŃCZY NASZA 15 DNIOWA PODRÓŻ AZJATYCKA…

(UWAGA. NIE DAJ SIĘ OSZUKAĆ!!! – TEN FACET – WSPOMNIANY TUTAJ – JEST WŁASCICIELEM KILKU ŁODZI – ARMAN V, TO JEDNA  Z NICH – JEGO FIRMA TO: ISLAND TOUR BOAT RENTAL. NAZYWA SIĘ MASEARDO R VILLARAZA; BANANGAY MASAGANA EL NIDO, PALAWAN)

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *