11.07.2013 – NEAPOLI VOION

.

11 LIPCA PO ŚNIADANIU, ZATANKOWANIU WODY, UZUPEŁNIENIU KONIECZNYCH ZAPASÓW, W TYM CHLEBA I WODY GAZOWANEJ, POŻEGNALIŚMY  CUMUJĄCYCH OBOK CZECHÓW Z PRAGI I WYPŁYNĘLIŚMY W KIERUNKU NA NEAPOLI VOION (Νεάπολη Βοιών) …

            KOMPLETNA FLAUTA. PŁYNIEMY NA SILNIKU …
PO KILKU GODZINACH TROSZKĘ ZACZĘŁO WIAĆ I POSTAWILIŚMY ŻAGLE …
.
        OKOŁO 14-tej WIDZIMY PRZED SOBĄ BAJECZNĄ ZATOCZKĘ ELEFONISI Z KILKOMA STOJĄCYMI NA KOTWICACH JACHTAMI I SPOREJ GROMADY LUDZI WYLEGUJĄCYCH SIĘ NA JAŚNIUTKIM, DROBNYM PIASKU. ZATRZYMUJEMY SIĘ NA POPŁYWANIE W TYM PIĘKNYM MIEJSCU  …
ZDEJMUJEMY PONTON I ZAKŁADAMY SILNIK, BO TRZEBA JAKOŚ DOPŁYNĄĆ DO BRZEGU Z APARATEM FOTOGRAFICZNYM W DŁONI. ZAJMUJE TO NAM DŁUŻSZĄ CHWILĘ – NIE CHCEMY UTOPIĆ SILNIKA I ROBIMY TO PO RAZ PIERWSZY NA TEJ ŁAJBIE.

NARESZCIE WODA MI ODPOWIADA – JEST RZECZYWIŚCIE CIEPŁA. KĄPIEMY SIĘ I CHODZIMY PO PLAŻY. IDĘ TROCHĘ W GŁĄB LĄDU I ODKRYWAM KILKA WSPANIAŁYCH WIDOKÓW. STRZELAM TROCHĘ FOT I WRACAM DO BARASZKUJĄCEJ NA PLAŻY ZAŁOGI. PROKTOŚ PO PŁYWANIU MA JAKIŚ PROBLEM ZE SZCZELNOŚCIĄ SWOJEGO NARĘCZNEGO WYPASU … – NAJWYRAŹNIEJ SZWAJCARZY NIE TESTUJĄ PRODUKTÓW W MORZU …

.

PLAŻA NAZYWANA PRZEZ NASZEGO KAPITANA ELEFONISI

PLAŻA NAZYWANA PRZEZ NASZEGO KAPITANA ELEFONISI

.

JAKĄŚ GODZINĘ PÓŹNIEJ PODNOSIMY ŻAGLE I DOPŁYWAMY NA NICH DO NIEDALEKIEGO PORTU – CELU NASZEJ DZISIEJSZEJ PODRÓŻY – NEAPILIS VOION

ZACUMOWAWSZY WYSZLIŚMY DO MIASTECZKA PRZEWIETRZYĆ SIĘ TROSZKĘ I PRZY OKAZJI ZROBIĆ KONIECZNE ZAKUPY. SZCZEGÓLNIE, ŻE ZBLIŻAJĄ SIĘ URODZINY WOMBATA.

MIASTECZKO TROCHĘ NUDNAWE, BEZ SPECJALNYCH ATRAKCJI. ALE NA NABRZEŻU JEST WODA I PRĄD. A TO UMOŻLIWIA NAM NAŁADOWANIE TYCH KILKU BATERII, KTÓRE MOŻNA ŁADOWAĆ TYLKO PRĄDEM 230V.

PO POWROCIE ZJEDLIŚMY PYSZNĄ KOLACJĘ NA BURCIE – RYBKA, CACYKI, A NA ZAKOŃCZENIE PIECZONY SEREK Z ŻURAWINĄ – WSZYSTKO ODPOWIEDNIO PO(D)LANE WINEM… WIECZÓR WIEŃCZY KONIACZEK I CYGARO OD KAPITANA …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *