17.02.2016 – WARANASI – KHAJURAHO

.

WSTALIŚMY JAK NALEŻY, LEKKO OTUMANIENI CIĄGŁYMI OBJAWAMI PO WCZORAJSZYM LASSI. JEŚLI CHODZI O MNIE, TO WCZORAJSZE DOŚWIADCZENIE DLA MNIE NIE BYŁO HALO. NIE MAM OCHOTY NA POWTÓRKĘ, ALE DOŚWIADCZENIE TRZEBA BYŁO ZROBIĆ. CAŁE SZCZĘŚCIE, ŻE ROBIŁEM JE W WERSJI “LIGHT” …

PAKOWANIE ZAJĘŁO CHWILĘ, BO DZIELNY WOMBAT WIECZOREM POPRZEDNIEGO DNIA WSZYSTKO PRZYGOTOWAŁ.
NASZ KIEROWCA TUK-TUKA – MONU – PRACUJĄCY DLA HOTELU ODWIÓZŁ NAS NA LOTNISKO @ 600 RUPI. DOJAZD ZAJĄŁ 50 MINUT, CHOCIAŻ CHŁOPAK JECHAŁ NAPRAWDĘ ŚWIETNIE.

TROCHĘ SIĘ WYCZEKALIŚMY NA NASZ SAMOLOT DO KHAJURAHO LECĄCY PRZEZ AGRĘ. DO AGRY LOT BYŁ PEŁEN. W AGRZE WYSIEDLI PRAWIE WSZYSCY, A WESZŁA MOŻE 1/3 SAMOLOTU.

BYLIŚMY W KHAJURAHO KOŁO 17:00. PRZED LOTNISKIEM, NA KTÓRYM NIE MA ŻADNEGO BIZNESU PREPAID TAXI STOI KILKA TAKSÓWEK I KILKANAŚCIE MOTO-RIKSZY. RYKSZARZE RZUCAJĄ SIĘ NATYCHMIAST. PYTAM O CENĘ. 300 RUPI ZA KURS DO NASZEGO HOTELU… NAWET SIĘ NIE ZATRZYMUJĘ. PODCHODZI KOLEJNY NACIĄGACZ Z PROPOZYCJĄ. TYM RAZEM 200 RUPOLI. ODPOWIADAM, ŻE  DAM 100. MÓWI, ŻE TO ZA MAŁO. GŁOŚNO RZUCAM PYTANIE DO WSZYSTKICH: KTO JEDZIE ZA 100? JEDEN ZGADZA SIĘ NATYCHMIAST. KILKU JEST ZA POWOLNYCH. ICH SPRAWA. WYJEŻDŻAMY Z LOTNISKA, A TU NOWA NIESPODZIANKA. CHCĄ BYM ZAPŁACIŁ 30 RUPI ZA PARKING. LASSI CHYBA JESZCZE ŻE MNIE CAŁKOWICIE NIE WYWIETRZAŁO, BO ZACHOWUJĘ SIĘ JAK IDIOTA I PŁACĘ ŻĄDANIE KWOTĘ.

DO PRZEJECHANIA MAMY 4 km. HOTEL “ZEN” STOI PRZY JEDNEJ Z DWÓCH GŁÓWNYCH ULIC MIASTECZKA. NIEDALEKO ZACHODNIEJ, NAJBARDZIEJ CIEKAWEJ GRUPY ŚWIĄTYŃ, NOTOWANYCH JAKO WORLD HERITAGE SITE. JEST PONOĆ BARDZO DOBRY. OCZYWIŚCIE W STOSUNKU DO PŁACONEJ CENY.

.

KHAJURAHO - ZACHODNIA GRUPA ŚWIĄTYŃ - WIDOK Z BLUE SKY RESTAURANT

KHAJURAHO – ZACHODNIA GRUPA ŚWIĄTYŃ – WIDOK Z BLUE SKY RESTAURANT

.

NASZ POKÓJ, PODOBNO “DE LUX” (KOSZTOWAŁ € 37,3 ZA DWIE DOBY) OKAZAŁ SIĘ PRZESTRONNĄ SYPIALNIĄ Z DUŻĄ ŁAZIENKĄ W KTÓREJ BYŁA TEŻ WANNA. WYPOSAŻENIE OBEJMOWAŁO KLIMĘ, LODÓWKĘ, WENTYLATOR, TV I (CO NIE JEST TUTAJ POWSZECHNE) SZAFĘ ORAZ STOLICZEK, NA KTÓRYM MOŻNA POSTAWIĆ WALIZKĘ. SZAFA CO PRAWDA NIE MIAŁA WEWNĄTRZ ŻADNEGO DRĄŻKA DO WIESZANIA, ALE BYŁA. ZGODNIE Z OPISEM Z KILKU ŹRÓDEŁ W BUDYNKU SĄ MARMUROWO-KAMIENNE POSADZKI. TO LEĶKO ZANIEDBANE MIEJSCE WYGLĄDEM PRZYPOMINA MI TROCHĘ APARTAMENT RZYMSKI W KTÓRYM MIESZKAŁEM GDY PRACOWAŁEM W HOTELU “TAORMINA” I HIPISOWSKIE CZASY. WŁAŚCICIEL MÓGŁBY ŚMIAŁO GRAĆ GŁÓWNĄ ROLĘ W FILMIE Z LAT 60-tych. NAJWAŻNIEJSZE, ŻE MIELIŚMY GORĄCĄ WODĘ. WI-FI NATOMIAST W POKOJU, W KTÓRYM BYLIŚMY PRAKTYCZNIE NIE DZIAŁAŁO. TRZEBA BYŁO WYJŚĆ NA BALKON DO CZĘŚCI WSPÓLNEJ.

ODŚWIEŻENI PO CAŁODZIENNEJ PODRÓŻY POSZLIŚMY SIĘ PRZEJŚĆ PO MIASTECZKU. ŚWIĄTYNIE BYŁY JUŻ ZAMKNIĘTE (17:00). ZNALEŹLIŚMY 2 SKLEPY Z ALKOHOLEM. JEDEN TUŻ PRZY GŁÓWNYM SKRZYŻOWANIU (TAŃSZY, MAŁY WYBÓR). DRUGI TROCHĘ DALEJ IDĄC W KIERUNKU LOTNISKA, PO PRZECIWNEJ STRONIE ULICY.
ZNALEŹLIŚMY TEŻ WODĘ SODOWĄ, NASZ PODSTAWOWY NAPÓJ.
CENY RÓŻNE. OD 20 DO 30 RUPI ZA BUTELKĘ (WARTO WIEDZIEĆ: WIELE NAPOI KONFEKCJONOWANYCH MA W INDIACH SŁABO WIDOCZNY NADRUK NA SZYJCE Z OBOWIĄZUJĄCĄ CENĄ).

WSTĄPILIŚMY TEŻ DO KILKU RESTAURACJI BY SIĘ ZORIENTOWAĆ CO I JAK.

NA KONIEC NASZ WYBÓR PADŁ NA “BLUE SKY“, LEŻĄCĄ NA WPROST NAJWAŻNIEJSZYCH ŚWIĄTYŃ. OBSŁUGA ZGODZIŁA SIĘ NA OPCJĘ BYO (PRZYNIEŚ SWÓJ WŁASNY ALKOHOL) I ZJEDLIŚMY PYSZNY OBIAD (@ 870 RUPOLI). OBŻARCI POCZŁAPALIŚMY DO DOMU…

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *