21.02.2016 – BHOPAL – JALGAON – ADŹANTA – AURANGABAD (PODRÓŻY ZE SRACZKĄ cz. II)

.

SZNELCUG OCZYWIŚCIE MIAŁ SPÓŹNIENIE. STANDARDOWE. OKOŁO GODZINY. KIEDY WRESZCIE PRZYJECHAŁ NASZ WAGON OKAZAŁ SIĘ BYĆ PRAWIE ZUPEŁNIE PUSTY. NIE ROZUMIEM TEGO SYSTEMU. MIEJSCA NA TEN PRZEJAZD REZERWOWALIŚMY PONAD MIESIĄC WCZEŚNIEJ I WTEDY DOSTALIŚMY KUSZETKI W DWÓCH OSOBNYCH WAGONACH.

ROZBILIŚMY NASZE WIGWAMY W JEDNYM Z tzw. “PRZEDZIAŁÓW”. ZOSTAWIŁEM WOMBATA ŚCIELĄCEGO KUSZETKOWE ŁÓŻKA I POSZEDŁEM DO KONDUKTORA. ZGŁOSIŁEM, ŻE ZAJĘLIŚMY DWA MIEJSCA W WAGONIE B1, ZAMIAST JEDNO W B1 I JEDNO W B3. NIE BYŁO SPRAWY.

POCIĄG RUSZYŁ. MAMY PRZED SOBĄ PRAWIE 8 GODZIN JAZDY W KOMFORTOWYCH WARUNKACH. ŁÓŻKA Z CZYSTĄ POŚCIELĄ. SPOKÓJ. WRESZCIE BĘDZIE MOŻNA ODPOCZĄĆ PO TYM FATALNYM, MĘCZĄCYM DNIU I NIEPRZESPANEJ OSTATNIEJ NOCY.

JEST TYLKO JEDNO ALE. MAM TOTALNĄ I NIEPRZEWIDYWALNĄ BIEGUNKĘ. NIC MNIE NIE BOLI. MÓJ BRZUCHOL CZUJE SIĘ ŚWIETNIE, ALE WYLEWA SIĘ ZE MNIE PRAWIE BEZZAPACHOWA BREJA. KONTROLUJĘ JĄ CAŁKOWICIE KIEDY JESTEM NA JAWIE. NIE WIEM NATOMIAST CO BĘDZIE GDY ZASNĘ …
NA WSZELKI WYPADEK ZABEZPIECZAM SWÓJ  ZADEK NA KILKA SPOSOBÓW BY NIE DOPUŚCIĆ DO TRAGEDII. TYM BARDZIEJ, ŻE NIE ZATRZYMUJEMY SIĘ W JALGAONIE, TYLKO RIKSZĄ TNIEMY PROSTO DO ADŹANTY. TAM MAMY ZWIEDZAĆ PRZEZ KILKA GODZIN SKALNE ŚWIĄTYNIE I DOPIERO STAMTĄD JECHAĆ DO ODDALONEGO O 100 km HOTELU.

CAŁY WAGON, CZYLI OKOŁO 7 OSÓB SMACZNIE ŚPI, A JA LEŻĘ I BOJĘ SIĘ ZASNĄĆ. WRESZCIE MNIE Z MOGŁO. NIE WIEM JAK DŁUGO SPAŁEM, ALE OBUDZIŁA MNIE NIEZBYT KOMFORTOWA SYTUACJA. POBIEGŁEM DO KIBLA. TRYSNĘŁA STRUGA. MOJA DUPENCJA MOGŁA BY ROBIĆ ZA ROZSIEWACZ KOMPOSTU W PŁYNIE. NIEŹLE BYM ZAROBIŁ. A TAK WSZYSTKO POSZŁO NA UŻYŹNIANIE PODKŁADÓW KOLEJOWYCH W INDIACH. TRUDNO. NA CAŁE SZCZĘŚCIE W CZYŚCIUTKIEJ KUCANCE, Z KTÓREJ KORZYSTAŁEM CHYBA TYLKO JA, SZYBKO DOPROWADZIŁEM SIĘ DO PORZĄDKU. WRÓCIŁEM DO KUSZETKOSA I PONOWNIE USIŁOWAŁEM MIEĆ KONTROLĘ NAD SWOIM CIAŁEM. BEZSKUTECZNIE. W/w SYTUACJA POWTARZAŁA SIĘ DO RANA … BYŁEM WYKOŃCZONY.
WYSIEDLIŚMY W JALGAON I OD RAZU ZACZĘLIŚMY WALCZYĆ Z RIKSZARZAMI. OSTRE TARGOWANIE DOPROWADZIŁO DO 800 RUPOLI ZA PRZEJAZD DO ADŹANTY. BAZOWANIE NA CENACH Z LONELY PLANET SPRZED DWÓCH LAT MIJA SIĘ Z CELEM…

TO DŁUGA DROGA – PRAWIE 80 km. JAZDA RYKSZĄ ZAJĘŁA NAM OKOŁO 2 godz.

PRZED JASKINIAMI ADŹANTY JEST PARKING. POZA TYM BUDKA STRAŻNIKA, W KTÓREJ MOŻNA ZOSTAWIĆ SWOJE BAMBETLE. KOSZT 50 RUPOLASÓW ZA 2 TORBY. NA PARKINGU CZEKAJĄCĄ KIEROWCY SAMOCHODÓW CHĘTNI DO ROZWIEZIENIA CIĘ GDZIE CHCESZ. DO AURANGABADU CHCIELI 3000 RUPOLI. ZGODZIŁEM SIĘ NA 2200 ZACZYNAJĄC OD 1500. CHŁOPAK OBIECAŁ CZEKAĆ DO NASZEGO POWROTU ZE ZWIEDZANIA.

.

AJANTA - ŚWIĄTYNIE WYKUTE W SKAŁACH

AJANTA – ŚWIĄTYNIE WYKUTE W SKAŁACH

.

OGLĄDANIE ADŹANTY KOSZTUJE 250 RUPOLI OD OSOBY I NIE OBEJMUJE OPŁATY ZA DOWÓZ SHUTTLE BUSEM OD WEJŚCIA DO MIEJSCA, Z KTÓREGO JUŻ NIC NIE JEŹDZI, BO NIE MOŻE. PODWIEZIENIE KOSZTUJE 20 RUPI / os. I JEST DODATKOWĄ ATRAKCJĄ DLA MIŁOŚNIKÓW DAWNEJ KOMUNIKACJI. MAJĄ ZAGWARANTOWANY CO NAJMNIEJ JEDEN ORGAZM, PLUS KILKA DODATKOWYCH ORGAŹMIĄTEK W  ZALEŻNOŚCI OD TEGO Z JAKIEGO KRAJU PRZYJECHALI I ILE MAJĄ LAT.

NA SAMO ZWIEDZANIE CAŁOŚCI TRZEBA LICZYĆ CO NAJMNIEJ 3 GODZINY. TO OPCJA DLA TYCH NAJBARDZIEJ WYSPORTOWANYCH I NIEMAJĄCYCH AMBICJI OGLĄDANIA WSZYSTKO BARDZO STARANNIE. IM JEDNAK JESTEŚ BLIŻSZY SKS-owi, TYM WIĘCEJ CZASU DODAWAJ DO TEJ BAZOWEJ PROGNOZY.

TRUDNO SIĘ PRZYZNAĆ, ALE TO WŁAŚNIE TU PO RAZ PIERWSZY ZOSTALIŚMY POKONANI PRZEZ NATURĘ. UPAŁ, NA NASZE MOŻLIWOŚCI, NIE BYŁ BARDZO DUŻY. 39°C – OCZYWIŚCIE W CIENIU, SUCHO. ALE CHODZENIE OD JEDNEJ DO DRUGIEJ ŚWIĄTYNI PO ROZPALONYCH, NICZYM NIEOSŁONIĘTYCH, DOŚĆ CIEMNYCH KAMIENIACH MĘCZYŁO. TYM BARDZIEJ, ŻE CO CHWILA TRZEBA BYŁO ZDEJMOWAĆ BUTY. DO TEGO TE WSZYSTKIE BIEGUNKOWE PERTURBACJE I NIEPRZESPANA (A RACZEJ PRZESRANA) NOC TEŻ DODAŁY SWOJĄ CZĘŚĆ DO OGÓLNEGO SAMOPOCZUCIA. W REZULTACIE ZWIEDZANIE ZAKOŃCZYLIŚMY PO 2 GODZINACH WYMĘCZENI TOTALNIE.
DOCZŁAPALIŚMY JAKOŚ DO CZEKAJĄCEGO AUTA I POJECHALIŚMY DO AURANGABADU.

NASZE SPANIE TYM RAZEM BYŁO HOTELEM Z KRWI, KOŚCI I CENY (YASH EXECUTIVE). BARDZO NAS UCIESZYŁA BIELUTKA POŚCIEL, GORĄCA WODA I KLIMA. WSZYSTKO STWARZAŁO WRAŻENIE NOWEGO, LUB PRAWIE NOWEGO I CZYŚCIUTKIEGO.
WYKĄPANI I ODŚWIEŻENI ZESZLIŚMY NA LECIUTKĄ KOLACJĘ DO RESTAURACJI PRZYHOTELOWEJ. RESTAURACJA “THE LOTUS”, PODOBNIE JAK CAŁY HOTEL SPRAWIA WRAŻENIE NOWEJ, LUB GRUNTOWNIE ZMODERNIZOWANEJ (MOŻE BYŁ TU GORDON RAMSAY ALBO GESLEROWA ?

OBSŁUGA JEST SZYBKA, MA JEDNAK MNIEJSZE LUB WIĘKSZE PROBLEMY KOMUNIKACYJNE. NIE MA ALKOHOLU, ALE MENU JEST DOŚĆ BOGATE I UWZGLĘDNIAJĄCE WSZYSTKIE GŁÓWNE NACJE.

ZJEDLIŚMY BARDZO BEZPIECZNIE TOSTY Z KURCZAKIEM POPIJAJĄC JE WODĄ SODOWĄ.

PO TYCH WSZYSTKICH PRZEŻYCIACH PADLIŚMY DO PIĘKNIE PREZENTUJĄCEGO SIĘ ŁÓŻKA W WYCHŁODZONYM DO 24°C POKOJU I NATYCHMIAST ZAPADLIŚMY SIĘ W NICOŚĆ.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *