24.02.2016 – HAJDABARD – HOSPET – HAMPI

.

PODRÓŻ POCIĄGIEM MINĘŁA SPOKOJNIE. TYM RAZEM BEZ REWOLUCJI ŻOŁĄDKOWYCH. CO CIEKAWE OPÓŹNIENIE MOŻNA BYŁO LICZYĆ NAJWYŻEJ W MINUTACH.

W HOSPECIE ZNALEŹLIŚMY SIĘ OD RAZU W OGNIU WALKI O CENĘ DOJAZDU RIKSZĄ DO ODDALONEGO O JAKIEŚ 10, 12 km CELU – HAMPI. JEST TO WPISANY W ŚWIATOWY REJESTR ZABYTKÓW KOMPLEKS, NA KTÓRY BARDZO SOBIE OSTRZYMY ZĘBY, I KTÓRY MA BYĆ ZWIEŃCZENIEM TEJ MIESIĘCZNEJ PRZYGODY.
PRZETARG WYGRAŁ CHŁOPAK GODZĄCY SIĘ JECHAĆ ZA 150 RUPOLI. DOWIÓZŁ NAS PO 30 min. UMÓWILIŚMY SIĘ NA EWENTUALNE ZWIEDZANIE Z JEGO POMOCĄ ZA 1 000 RUPOLASÓW / CAŁY DZIEŃ. (CZYTAJ, ZA TYLE GODZIN ILE TY DASZ RADĘ JEŹDZIĆ RIKSZĄ I CHODZIĆ PO OKOLICZNYCH ZABYTKOSACH. BO NIE OSZUKUJMY SIĘ, CIĘŻKO JEST ZNIEŚĆ WIĘCEJ NIŻ 5, MOŻE 6 GODZIN W PYLE I 38°C UPALE, BĘDĄC NAWET LEKKO ZAAWANSOWANYM WIEKOWO  SKS-em).

GOPI GUEST HOUSE” MIAŁ ZAPEWNIĆ NAM POKÓJ TYPU TWEEN DELUXE Z WENTYLATOREM I WIDOKIEM NA ŚWIĄTYNIĘ. NICZEGO TAKIEGO JEDNAK NIE DOSTALIŚMY. JEDYNA RZECZ, KTÓRA SIĘ ZGADZA TO WENTYLATOR.
KOPNĄŁEM SIĘ DO MENADŻERA WYJAŚNIĆ SYTUACJĘ. POWIEDZIAŁEM, ŻE TO CO DOSTALIŚMY MA SIĘ NIJAK DO TEGO ZA CO ZAPŁACILIŚMY, NIEMAŁE – JAK NA INDIE – PIENIĄDZE (8 000 RUPI). PRZEPROSIŁ I OBIECAŁ NAM ZMIANĘ POKOJU NASTĘPNEGO DNIA. 🙂

POSZLIŚMY COŚ ZJEŚĆ DO NAJBARDZIEJ WYCHWALANEJ PRZEZ WIĘKSZOŚĆ PRZEWODNIKÓW RESTAURACJI “MANGO TREE“. MIEJSCE JEST OGROMNE. PODZIELONO JE NA CZĘŚCI UMOŻLIWIAJĄCE JEDZENIE PRZY STOŁACH (WTEDY MOŻNA MIEĆ OBUWIE NA NOGACH), I TAKIE, GDZIE SIEDZI SIĘ W KUCKI LUB LEŻY (WEJŚCIE TYLKO BEZ BUTÓW).

WYBRALIŚMY PIZZĘ – SPECJALNOŚĆ ZAKŁADU, BO CHCIELIŚMY POŻEGNAĆ OSTATECZNIE BIEGUNKOSY (TYM RAZEM WOMBACIK), A POZA TYM WSZYSTKIE DANIA INDYJSKIE W DŁUGIEJ I BOGATEJ KARCIE MIĘDZYNARODOWEJ BYŁY NAM ZNANE. PIZZA À LA MANGO TREE OKAZAŁA SIĘ DOBRA, NA CIENIUTKIM SPODZIE. POPILIŚMY TO WODĄ SODOWĄ, BO ALKOHOLU W CAŁEJ WIOSCE NIE UŚWIADCZYSZ. OBSŁUGA BARDZO DOBRA. ?
TROCHĘ DENERWUJĄCE JEST MENU TEJ RESTAURACJI. MAŁO CZYTELNE NAPISY PO ANGIELSKU I ROSYJSKU SUGERUJĄ DODATKOWO, ŻE TO MIEJSCE ODWIEDZAJĄ STADA TURYSTÓW ANGLO I RUSKO-JĘZYCZNYCH. FAKTYCZNIE TURYSTÓW TU W BRÓD, ALE NA PEWNO NIE MA STAD TYCH ROSYJSKO-JĘZYCZNYCH.

.

HAMPI - ŚWIĄTYNIA VIRUPAKSHA NOCĄ

HAMPI – ŚWIĄTYNIA VIRUPAKSHA NOCĄ

.

NAJEDZENI POSZLIŚMY ROZEJRZEĆ SIĘ PO OKOLICY. OGLĄDNĘLIŚMY Z ZEWNĄTRZ NAJBARDZIEJ OKAZAŁĄ ŚWIĄTYNIĘ VIRUPAKSHA, PRZESZLIŚMY PO KILKU ULICZKACH I ZAJRZELIŚMY NAD RZEKĘ.

NA KONIEC POTWIERDZIŁEM NASZEMU LOKALNEMU KIEROWCY RANNY WYPAD DO NAJLEPSZEGO JEGO ZDANIEM PUNKTU, Z KTÓREGO BĘDZIEMY MOGLI OBSERWOWAĆ “WZWÓD” KLARY.
UMÓWIENI NA 5:30 POSZLIŚMY NA KOLACJĘ. TYM RAZEM DO RESTAURACJI “CHILL OUT“. JEDZENIE WZIĘLIŚMY EUROPEJSKIE. BARDZO DOBRĄ SAŁATKĘ Z KURCZAKA I KANAPKĘ Z TUŃCZYKIEM – BEZ REWELACJI. OBSŁUGA TRAGICZNA. NIE POLECAMY. ?

TRZEBA DECZKO ODPOCZĄĆ PO TRUDACH PODRÓŻY I TROCHĘ PRZESPAĆ PRZED PORANNYM ZRYWEM…

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *