14.02.2016 – WARANASI (VARANASI)

.

DO VARANASI, FLAGOWEGO PUNKTU NASZEJ INDYJSKIEJ PRZYGODY DOJECHALIŚMY KOŁO 10:00.

WYDOSTANIE SIĘ ZE STACJI ZAJĘŁO SPORO CZASU, PRZEDE WSZYSTKIM DLATEGO, ŻE OBSKOCZYŁA NAS CAŁA CHMARA TUK-TUKOWCÓW. KAŻDY CHCIAŁ WIEDZIEĆ CZY MAMY JUŻ ZAREZERWOWANY HOTEL I CZY POTRZEBUJEMY TRANSPORTU. NIESIENI PRZEZ FALĘ PODRÓŻNYCH USIŁUJĄCYCH OPUŚCIĆ JAK NAJSZYBCIEJ DWORZEC POSUWALIŚMY SIĘ POWOLI DO WYJŚCIA, CIĄGLE OTOCZENI WIANUSZKIEM RIKSZARZY. DOŁĄCZYŁA DO NAS DZIEWCZYNKA – TUNEZYJKA Z NASZEGO PRZEDZIAŁU, PODOBNIE JAK MY ZAINTERESOWANA NAJSZYBSZYM I NAJTAŃSZYM DOSTANIEM SIĘ DO HOTELU.

PRZED BUDYNKIEM STACYJNYM W VARANASI JEST OGROMNY PLAC, NA KTÓRYM CZEKAJĄ SZNURY RIKSZ. ZORGANIZOWANY SYSTEM W JAKIŚ SPOSÓB PORZĄDKUJE POCZYNANIA RIKSZARZY. NIE ZA BARDZO MOGŁEM SIĘ ZORIENTOWAĆ JAK ON DZIAŁA,  ALE DWIE RZECZY SĄ ISTOTNE DLA PODRÓŻNYCH. PO PIERWSZE MOŻNA I TRZEBA SIĘ TARGOWAĆ, A PO DRUGIE TURYSTA NIE PŁACI ZA WYJAZD RIKSZY Z “PARKINGU”. (ZDARZA SIĘ CZASEM, ŻE PRZY WYJEŹDZIE RIKSZARZE KAŻĄ NAM, NIEDOINFORMOWANYM NAIWNYM TURYSTOM ZAPŁACIĆ ZA WYJAZD Z POSTOJU (vide: KAHJURAHO). SĄ TO ZWYKLE MAŁE KWOTY, ALE CO ZA RÓŻNICA, CZY KROJĄ CIĘ NA 1 CZY NA 100 BOKSÓW. TAK CZY TAK CIĘ KRAJĄ …)

KILKA MINUT ZAJĘŁO NAM TARGOWANIE, W WYNIKU KTÓREGO ZOSTALIŚMY DOWIEZIENI DO NASZEGO HOTELU ZA 140 RUPOLI, WYSADZAJĄC PO DRODZE TUNEZYJKĘ (60 RUPI).

NASZ HOTEL – P.G. ON GANGES GUEST HOUSE – SKŁADA SIĘ Z DWÓCH ODDZIELNYCH, NIEZALEŻNYCH BUDYNKÓW LEŻĄCYCH BLISKO RZEKI. GŁÓWNY, MIESZCZĄCY RECEPCJĘ TO DOLNA PÓŁKA. DRUGI, 50 METRÓW DALEJ MA STATUS “VIPOWSKIEGO”. TAM WŁAŚNIE MIELIŚMY NASZ APARTAMENT. BYŁ TO SPORY POKÓJ Z MALUTKIM POMIESZCZENIEM ŁĄCZĄCYM GO Z ŁAZIENKĄ. DO TEGO NIEDUŻY BALKON Z PERSPEKTYWĄ NA GANGES. INTERESUJĄCY MGLISTO-CZARODZIEJSKI, CZASEM TAJEMNICZY PEJZAŻ, CHOCIAŻ BEZ OBIECYWANYCH WIDOKÓW NA GHATY Z OGNISKAMI (NAWET BARDZO DALEKIMI). ZA TO Z MAŁPAMI SKACZĄCYMI PO OKOLICZNYCH DACHACH, TARASACH I BALKONACH.

WOMBAT NIE WYBIERAŁ SPECJALNIE HOSTELO-HOTELI LEŻĄCYCH BLISKO MIEJSC GDZIE PALI SIĘ ZWŁOKI, OBAWIAJĄC SIĘ PRZYKREGO ZAPACHU. NIE WIEM CZY SŁUSZNIE. OSOBIŚCIE BĘDĄC NAWET O KILKA KROKÓW OD POGRZEBOWYCH OGNISK NIE CZUŁEM ŻADNEGO PRZYKREGO  SMRODU.

WYKĄPANI I DOPROWADZENI DO PORZĄDKU WYSZLIŚMY NA SPACER WZDŁUŻ WYBRZEŻY – GHATÓW. PODZIWIAJĄC OGROMNĄ RZEKĘ I TOCZĄCE SIĘ NA, I PRZY NIEJ ŻYCIE,  POWOLI SNULIŚMY SIĘ W KIERUNKU GŁÓWNEGO – DASHASWAMEDH GHAT-u  ZAJĘŁO NAM TO 90 min.

.

VARANASI - ODPOCZYNEK NA GHATAH

VARANASI – ODPOCZYNEK NA GHATAH

.

STĄD RUSZYLIŚMY SZEROKĄ, BARDZO RUCHLIWĄ ULICĄ ODCHODZĄCĄ OD NABRZEŻA SZUKAJĄC JAKIEJŚ JADŁODAJNI. STOSUNKOWO SZYBKO UDAŁO NAM SIĘ TRAFIĆ NA REWELACYJNĄ, JAK POTEM STWIERDZILIŚMY RESTAURACJĘ NEW MONGA ZNAJDUJĄCĄ SIĘ W PODZIEMIACH JAKIEGOŚ BUDYNKU. JADŁO TU WIELU LOKALSÓW CO NAS NIEZMIERNIE UCIESZYŁO. PRZESTUDIOWAWSZY MENU ZAMÓWILIŚMY RÓŻNE DOBROCI. MEGA PYCHOTY. ? GORĄCO POLECAMY ✮✮✮.

OPCHANI POSZLIŚMY DALEJ. OBESZLIŚMY SPORY KAWAŁEK TEJ CZĘŚCI MIASTA ZANIM PONOWNIE NABRZEŻAMI WRÓCILIŚMY DO HOTELU.

BARDZO WYGODNE ŁÓŻKO I ZIMNE DRINKI Z LODÓWKI W NASZYM APARTAMENCIE NA 3 PIĘTRZE BŁYSKAWICZNIE ODESŁANY NAS W OBJĘCIA MORFEUSZA …

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *