04.01.2015 DZIEŃ W CAMERON HIGHLANDS

.

ZNOWU NIE MA SZANSY NA DŁUŻSZE SPANKO. MUSIMY BYĆ GOTOWI DO WYJAZDU NA WYCIECZKĘ O 8:45. PRZEDTEM TRZEBA SIĘ SPAKOWAĆ I WRZUCIĆ TORBY DO RECEPCJI. GDYBY NIE TO, ŻE BLOGUJEMY, STARAJĄC SIĘ TO ROBIĆ NA BIEŻĄCO, BYLIBYŚMY RZEŚCY I ODESPANI. ALE NIEDŁUGO WJEDZIEMY W TERENY DZIEWICZE DLA SYGNAŁU SIECI INTERNETOWYCH I DOBRZE BY BYŁO NIE MIEĆ ZALEGŁOŚCI.

PUNKTUALNIE O 8:45 PODJECHAŁY POD NASZ WIGWAM 2 AUTA TERENOWE. JEDEN JEEP, A DRUGI NIEMIECKI Z DEMOBILU. SIEDZIAŁO JUŻ W NICH MIESZANE TOWARZYSTWO MIĘDZYNARODOWE.

.

SPACER PRZEZ DZIEWICZY LAS

SPACER PRZEZ DZIEWICZY LAS

RUSZYLIŚMY. NAJPIERW W KIERUNKU DZIEWICZEGO, WYGLĄDAJĄCEGO PONOĆ TAK SAMO JAK MILIONY LAT TEMU, LASU. PO DRODZE KRÓTKI POSTÓJ W ŁADNYM MIEJSCU WIDOKOWYM, GDZIE OTRZYMALIŚMY OD NASZYCH KIEROWCÓW TROCHĘ INFO O TYM, CO ZOBACZYMY I O WIDZIANYM WŁAŚNIE MIEJSCU. 15 min. DLA FOTOGRAFÓW WYSTARCZYŁO, BO W ODDALI CIĄGLE PODNOSIŁA SIĘ PORANNA MGŁA. TA OKOLICA MA SWÓJ MIKROKLIMAT. CZUŁEM SIĘ JAK O PORANKU NP. W BRENNEJ PODCZAS NIEZBYT UPALNEGO LATA. SUPERZASTO. MIEJSCE, W KTÓRYM MIELIŚMY TEN I KOLEJNY POSTÓJ LEŻAŁO W OBRĘBIE PLANTACJI HERBATY ZAŁOŻONEJ OKOŁO 100 LAT TEMU PRZEZ JAKIEGOŚ SZKOTA, A TERAZ W RĘKACH JEGO POTOMKÓW. OTRZYMALIŚMY WIKIPEDIOWĄ INFO NA TEMAT UPRAWY HERBATY I ORGANOLEPTYCZNĄ WIEDZĘ DOTYCZĄCĄ JEJ WYGLĄDU. PRZY OKAZJI ZOBACZYLIŚMY TEŻ DOMKI CUDZOZIEMSKICH ROBOTNIKÓW TU PRACUJĄCYCH. DOWIEDZIAWSZY SIĘ DODATKOWO ILE ZARABIAJĄ I JAK PRACUJĄ SKŁONNY JESTEM DO NAZWANIA TEGO NEONIEWOLNICTWEM.
POJECHALIŚMY NASTĘPNIE NA NAJWYŻSZY PUNKT REGIONU, ALE NIE ZABAWILIŚMY DŁUGO, BO MGŁA BYŁA MAKABRYCZNA, I DO TEGO JAK TO SIĘ MÓWI, PIŹDZIŁO…. A SZKODA, BO TO WŁAŚNIE STĄD WIDOK NA CAŁĄ OKOLICĘ JEST NAJPIĘKNIEJSZY. BYŁ TEŻ OBIECANY BÓR. NAPRAWDĘ PIĘKNY, PONADCZASOWY. MÓGŁ MIEĆ 100, 500, 1000 ALBO I 500 000 LAT…

DZIAŁANIE MGŁY WIDAĆ NA KAŻDYM KROKU ...

DZIAŁANIE MGŁY WIDAĆ NA KAŻDYM KROKU …

.

KOLEJNY PRZYSTANEK – PRZYPLANTACYJNA FABRYKA. NAJWIĘKSZE WRAŻENIE ROBI PRZEJŚCIE KORYTARZEM Z JEDNYM BOKIEM OSZKLONYM WZDŁUŻ 4 POMIESZCZEŃ PRODUKCYJNYCH. WIDOCZNE TU MASZYNY SĄ JAK ROZUMIEM ALBO Z ROKU 1935, ALBO TROSZKĘ MŁODSZE. PRACUJE PRZY NICH KILKANAŚCIE OSÓB OBSŁUGI PRZENIESIONYCH ŻYWCEM Z POCZĄTKU XX WIEKU. STRASZNE. NAWET NIE WARUNKI, TYLKO TO WRAŻENIE, ŻE SĄ GDZIEŚ JESZCZE TAK WYGLĄDAJĄCE FABRYKI PRODUKUJĄCE ZNANY I PRZEZ WSZYSTKICH UŻYWANY WYRÓB.
PRZY FABRYCE JEST OCZYWIŚCIE SKLEP (MOŻNA PŁACIĆ PLASTIKIEM) I PIĘKNY, OGROMNY, ZADASZONY TARAS, NA KTÓRYM MOŻNA WYPIĆ HERBATĘ @ 3,5 RM I ZJEŚĆ COŚ (MY SPOŻYLIŚMY SANDWICZA W TYPIE TRAMEZZINO Z TUŃCZYKIEM).
DWA KOLEJNE PRZYSTANKI BYŁY DLA NAS NIECIEKAWE. PIERWSZY TO JAKAŚ FORMA ZOO Z MOTYLAMI. DRUGI – FARMA TRUSKAWEK. SĄ TO BARDZO ORYGINALNE TRUSKAWKI, ALE CHYBA TYLKO DLA AZJATÓW – SADZONKI SPROWADZONO BOWIEM Z HOLANDII.

SADZONKI TRUSKAWEK SPROWADZONO Z HOLANDII ...

SADZONKI TRUSKAWEK SPROWADZONO Z HOLANDII …

.

BYŁO ok 14:00, GDY DOJECHALIŚMY DO CENTRUM MIASTECZKA. ZJEDLIŚMY SZYBKI OBIAD W RESTAURACJI SRI BRINCHANG, ZNOWU NIE U KUMARA, CO OKAZAŁO SIĘ BYĆ PONOWNIE BŁĘDEM.
DOSZEDŁSZY DO HOTELU ODEBRALIŚMY NA SZYBKO POCZTĘ E-MAIL I Z BAGAŻEM POWOLI POWLEKLIŚMY SIĘ DO ODDALONEGO O 500 m. DWORCA AUTOBUSÓW.
NASZ POJAZD PRZYJECHAŁ NA CZAS. CZTERY GODZINY, I JEDEN 15 MINUTOWY PRZYSTANEK PÓŹNIEJ BYLIŚMY PLANOWO W NA DWORCU AUTOBUSOWYM PUDU W KUALA. OD RAZU ZACZĘLI NAS ATAKOWAĆ TAKSÓWKARZE. DO NASZEGO HOTELU wg. MAP GOOGLA BYŁO 5,4 km. ZA CO PIERWSZY TAKSÓWKARZ CHCIAŁ 45 RM, CO WYDAWAŁO MI SIĘ MOCNĄ PRZESADĄ. PODZIĘKOWAŁEM, I PODSZEDŁEM DO STOJĄCYCH 20 m DALEJ AUT PYTAJĄC O CENĘ. OSTATNI Z KOLEJKI ZGODZIŁ SIĘ NA 30 RM, CO I TAK MOIM ZDANIEM BYŁO O 10, MOŻE 15 RM ZA DUŻO, ALE NIE CHCIAŁO MI SIĘ TRACIĆ CZASU SZUKAJĄC DALEJ. KIEROWCA, JAKO TAKSÓWKARZ BYŁ BARDZO DOBRY.  JECHAŁ TAK JAK JA BYM TO ZROBIŁ. OMIJAŁ ŚWIATŁA TNĄC PRZEZ STACJE BENZYNOWE. JECHAŁ PEWNIE, ALE BEZPIECZNIE.
DOJECHALIŚMY DO NASZEGO MIEJSCA POSTOJU PO OKOŁO 15 min. HOTEL – D’GARDEN HOTEL – Z ZEWNĄTRZ WYGLĄDA OK. DZIELNICA GORZEJ. PO ZAOKRĘTOWANIU W HOTELOWEJ KLATCE (BO TRUDNO NAZWAĆ INACZEJ NASZE DORMITORIUM) WYSZLIŚMY NA WCZESNĄ KOLACJĘ – PÓŹNY OBIAD. JAK KTO WOLI.  SNUJĄC SIĘ PO OKOLICZNYCH ULICZKACH OGLĄDALIŚMY STRAGANY Z ŻARCIEM STARAJĄC SIĘ WYBRAĆ COŚ INTERESUJĄCEGO. TRAFILIŚMY NAWET NA SPORĄ JADŁODAJNIĘ Z DOŚĆ CIEKAWIE PREZENTUJĄCYMI SIĘ POTRAWAMI. OSTATECZNIE JEDLIŚMY JEDNAK TUŻ KOŁO DOMU U CHIŃCZYKA. PYSZNE.

 

KURZE ŁAPKI - PO PROSTU BOMBA !!!

KURZE ŁAPKI – PO PROSTU BOMBA !!!

.

PRZY OKAZJI POZNALIŚMY STARSZEGO WIEKIEM, DOBRZE OPERUJĄCEGO ANGIELSKIM PANA, KTÓRY BYŁ TAK UPRZEJMY, ŻE ZAOFEROWAŁ NAM NAJPIERW PIWO, A PÓŹNIEJ OBWIEZIENIE PO NOCNYM KUALA. NIE SKORZYSTALIŚMY. NA RAZIE. WRÓCIWSZY DO HOTELU RZUCILIŚMY SIĘ DO BLOGOWANIA ODKAŻAJĄC SIĘ BIRMAŃSKIM WHISKACZEM…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *