07.02.2016 – JAISALMER

.

PUNKTUALNIE OKOŁO 7 RANO DOJECHALIŚMY DO JAISALMERU. Z DWORCA WZIĘLIŚMY RIKSZĘ ZA 100 RUPII DO FORTU GDZIE MIELIŚMY HOSTEL. RIKSZA PRZEJECHAŁA PRZEZ GŁÓWNĄ BRAMĘ FORTU I ZATRZYMAŁA SIĘ NA PLACYKU. DALEJ RIKSZE MOTOROWE NIE WJEŻDŻAJĄ. WYSIEDLIŚMY NIE BARDZO WIEDZĄC, CO ZROBIĆ. WSKAZANO NAM KIERUNEK, W KTÓRYM MAMY PÓJŚĆ I ZOSTALIŚMY PRZENIESIENI W  INNY CZAS.

ŚREDNIOWIECZNA TWIERDZA. WĄZIUTKIE ULICZKI, NIEKIEDY SKRĘCAJĄCE POD KĄTEM PROSTYM. WYSOKIE MURY BUDYNKÓW CZĘSTOKROĆ ZDOBIONE. OKNA ALBO MALUTKIE ALBO NA TYLE DUŻE, ŻE MOŻNA PRZEZ NIE SWOBODNIE WYGLĄDAĆ. WĄSKIE BRAMY W MURZE DOMÓW.

SZLIŚMY PUSTYMI ULICZKAMI PYTAJĄC NIELICZNE OSOBY O DROGĘ. W KOŃCU DOSZLIŚMY DO NASZEGO HOSTELU – „GANESH GUEST HOUSE”. DRZWI BYŁY OTWARTE. PNĄC SIĘ  SCHODAMI DOSZLIŚMY NA TARAS SKĄD ROZCIĄGAŁ SIĘ WIDOK NA POBLISKIE DOMOSTWA, TWIERDZE. SŁOŃCE ZACZYNAŁO PEŁZAĆ PO DACHACH, TARASACH.

PO CHWILI ODNALAZŁ SIĘ WŁAŚCICIEL I ZAPROWADZIŁ NAS DO POKOJU. NASZE OKNA WYCHODZIŁY NA TYŁ ŚWIĄTYNI JAIN, JEJ ZWIEŃCZENIA ORAZ DACH JAKIEJŚ  RESTAURACJI. JEDNO Z OKIEN MIAŁO ŁAWECZKĘ OD STRONY POKOJU. BYŁA PRZYKRYTA PODUSZKAMI, CO UMOŻLIWIAŁO WYGODNE SIEDZENIE I WYGLĄDANIE PRZEZ OKNO. NAJWAŻNIEJSZE BYŁO JEDNAK TO, ŻE MIELIŚMY CIEPŁĄ WODĘ. WYSZOROWALIŚMY SIĘ I POSZLIŚMY ZWIEDZAĆ KOMPLEKS KRÓLEWSKI.

PRZED TYM JEDNAK KORZYSTAJĄC Z UPRZEJMOŚCI WŁAŚCICIELA HOSTELU ZADZWONILIŚMY Z JEGO TELEFONU NA LOTNISKO, GDZIE POINFORMOWANO NAS, ŻE NASZ BAGAŻ DOLECIAŁ. ZOSTANIE DOSTARCZONY  NASTĘPNEGO DNIA RANO AUTOBUSEM.

CO DO KOMPLEKSU KRÓLEWSKIEGO, KTÓRY SKŁADA SIĘ Z SZEREGU PAŁACÓW TO MOŻE NIE MA W NIM ZA DUŻO UMEBLOWANYCH SAL, ALE RÓŻNE POMIESZCZENIA, PATIA, ZDOBIENIA, MALOWIDŁA DAJĄ OBRAZ POTĘGI LOKALNYCH WŁADCÓW WZBOGACAJĄCYCH SIĘ NA ŁUPIENIU KARAWAN I PODBOJACH OKOLICZNYCH TWIERDZ. SZCZEGÓLNIE PIĘKNE SĄ TE BUDOWLE Z ZEWNĄTRZ. BALKONY, OKNA, OKIENKA Z ZACHWYCAJĄCĄ ORNAMENTYKĄ. PIĘKNY MOTI MAHAL.

WSTĘP WRAZ Z APARATEM KOSZTUJE 500 RUPII OD OSOBY I DOSTAJE SIĘ ELEKTRONICZNEGO PRZEWODNIKA. MOŻNA WYBRAĆ JĘZYK.
 PRZESZLIŚMY SIĘ TAKŻE ULICZKAMI PRZY MURACH OBRONNYCH NADAL GOTOWYCH DO OBRONY W KAŻDEJ CHWILI.
TRAFILIŚMY DO KNAJPKI O NAZWIE WOLNY TYBET (FREE TIBET). SIEDZĄC NA DACHU-TARASIE RESTAURACYJKI UŚWIADOMILIŚMY SOBIE, ŻE NIC NIE JEDLIŚMY OD KOLACJI W UDAJPURZE. PROSILIŚMY KELNERA O WYTŁUMACZENIE, JAKIE DANIA SĄ W KARCIE, Z CZEGO SIĘ SKŁADAJĄ. NIE BARDZO NAS PRZEKONYWAŁY JEGO WYJAŚNIENIA, WIEC NASZE ZAMÓWIENIE BYŁO, POWIEDZIAŁABYM, KURTUAZYJNE. TO, CO DOSTALIŚMY DO JEDZENIA BYŁO PRZECIĘTNE.

PRZESZLIŚMY SIĘ JESZCZE RAZ PRZEZ TWIERDZĘ I KRĘTYMI ULICZKAMI WYSZLIŚMY NA ZEWNĄTRZ.
 W MIEŚCIE PANOWAŁ DUŻY ULICZNY RUCH. PRZEDE WSZYSTKIM BEZUSTANNIE TRĄBIĄCE RIKSZE 
I MOTORYNKI CZYNIĄ HAŁAS NIE DO ZNIESIENIA. TRZEBA GO PRZESTAĆ SŁYSZEĆ. WSZĘDZIE PEŁNO SKLEPÓW, KTÓRYCH SPRZEDAWCY USIŁUJĄ WCIĄGNĄĆ CIĘ DO ŚRODKA, BO WTEDY JEST SZANSA NA TO, ŻE SPRZEDADZĄ COKOLWIEK.
CHODZILIŚMY ULICAMI NAPOTYKAJĄC BOGATO ZDOBIONE BUDOWLE. PRZYSTAWALIŚMY PRZED OFEROWANYMI NA ULICY TOWARAMI WYMIGUJĄC SIĘ OD JAKIEJKOLWIEK PRÓBY DOKONANIA TRANSAKCJI.

JAISALMER - SPACER ULICZKAMI ŚREDNIOWIECZNEGO FORTU

JAISALMER – SPACER ULICZKAMI ŚREDNIOWIECZNEGO FORTU

.
ZROBIŁO SIĘ JUŻ CIEMNO, BYLIŚMY ZMĘCZENI I GŁODNI.
 NA KOLACJĘ WYBRALIŚMY LOKAL WSKAZANY PRZEZ LP JAKO JEDEN Z LEPSZYCH W MIEŚCIE. NOSIŁ NAZWĘ CHANDAN SHREE RESTAURANT. KIEDY ZAJĘLIŚMY MIEJSCE PRZY STOLIKU, KU NASZEMU ZDZIWIENIU OBSŁUGA NIE DOŚĆ, ŻE NIE CHCIAŁA UDZIELIĆ INFORMACJI O POTRAWACH TO JESZCZE ZAGROZIŁA NAM ŻE, JEŻELI ZAMÓWIMY THALI, KTÓRE ZJEMY WE DWÓJKĘ TO DRUGI RAZ THALI NIE BĘDZIEMY MOGLI ZAMÓWIĆ. BYŁO TAK MAŁO SYMPATYCZNIE, ŻE PO ZJEDZENIU JEDNEGO THALI WYSZLIŚMY. THALI TO ZESTAW SOSÓW, WARZYW,CHLEBA WŁAŚCIWY DLA REGIONU. PRZEKRÓJ TYPOWYCH SMAKÓW. PODAJE SIĘ GO NA TALERZU Z PRZEGRÓDKAMI.

POSTANOWILIŚMY JEŚĆ DALEJ GDZIEŚ INDZIEJ I TRAFILIŚMY DO MAŁEJ RESTAURACJI W TYM SAMYM REJONIE.
JEDZENIE, JAK PRAWIE WSZĘDZIE WEGETARIAŃSKIE. OBSŁUGA BEZ ZARZUTU BARDZO NAM TAM SMAKOWAŁO. W WIĘKSZOŚCI KRAJÓW AZJI ZNALEZIENIE LOKALU, W KTÓRYM MOŻNA COŚ ZJEŚĆ NIE JEST TRUDNE. RZADKO SIĘ TEŻ ZDARZA PROBLEM Z OBSŁUGĄ, GDYŻ HINDUSI I W OGÓLE AZJACI SĄ UPRZEJMI.
 PÓŹNYM WIECZOREM WRACALIŚMY DO NASZEGO FORTU. ZNOWU DOZNALIŚMY PRZENIESIENIA W CZASIE. WYSOKIE MURY, STARE DOMY, CISZA, SPOKÓJ. ROZGLĄDAŁAM SIĘ WOKOŁO W NADZIEI, ŻE JAKIŚ MAHARADŻA POPRZEZ SWOJEGO ZAUFANEGO SŁUGĘ ZAPROSI MNIE NA HERBATĘ.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *