14.02.2016 – WARANASI

.

OKOŁO POŁUDNIA ZNALEŹLIŚMY SIĘ W PG ON GANGES HOTEL MIESZCZĄCYM SIĘ, PRZY JAIN GHAT, PRZED ASSI GHAT PATRZĄC OD STRONY MANIKARNIKA GHAT. POKÓJ BYŁ Z DWOMA BALKONIKAMI, Z KTÓRYCH WIDAĆ DACHY DOMÓW, A W ODDALI  GANGES. DO ŁAZIENKI WCHODZIŁO SIĘ PRZEZ POMIESZCZENIE, W KTÓRYM ZNAJDOWAŁA SIĘ SZAFA, LODÓWKA, LUSTRO Z MALUTKIM STOLICZKIEM. WSZYSTKO SPRAWIAŁO NIEZBYT CZYSTE WRAŻENIE, A LODÓWKA PO OTWARCIU, BYŁA PO PROSTU CZARNA W ŚRODKU.
ŁAZIENKA JAK ZWYKLE: PRYSZNIC, UMYWALKA, TOALETA. ALE SEDES WIEDZIE ZUPEŁNIE ODRĘBNE ŻYCIE OD MUSZLI. POWTARZA SIĘ TO NAGMINNIE WE WSZYSTKICH HOTELACH. NIE ZA BARDZO ROZUMIEM SKĄD SIĘ BIERZE BRAK DOPASOWANIA JEDNEGO DO DRUGIEGO.
JEDNO PRZEŚCIERADŁO BYŁO Z PLAMAMI. KIEDY POPROSIŁAM O CZYSTE DOSTAŁAM JESZCZE BARDZIEJ POPLAMIONE. PRZEWIDUJĄC TAKIE SYTUACJE ZABRAŁAM Z POLSKI DWA SWOJE, CZYŚCIUTKIE.
W SUMIE STANDARD POKOJU ZNAJDUJĄCEGO  SIĘ W NOWYM BUDYNKU NIE BYŁ ZA DUŻY, A JUŻ NA PEWNO NIE ODPOWIEDNI DO CENY, WYNOSZĄCEJ OKOŁO € 30 ZA NOC. PAMIĘTAM, ŻE ARGUMENTEM, KTÓRY PRZEMAWIAŁ ZA TYM HOTELEM BYŁ BALKON Z WIDOKIEM NA GANGES ORAZ JEDEN Z KREMACYJNYCH GHATÓW. GANGES OWSZEM BYŁO WIDAĆ W ODDALI, ALE ŻADNEGO KREMACYJNEGO GHATU W ZASIĘGU WZROKU.

Z NASZEGO HOTELU MOŻNA DOJŚĆ DO CENTRUM KRĘTYMI ULICZKAMI, ALE MOŻNA TAKŻE DOTRZEĆ PRZEZ GHATY.
SZLIŚMY BRZEGIEM GANGESU OD GHATU DO GHATU. MIJALIŚMY BUDOWLE PAMIĘTAJĄCE DAWNE CZASY ŚWIETNOŚCI. TERAZ BRUDNE, OPUSZCZONE, ZANIEDBANE. WIELE Z NICH TO POZOSTAŁOŚCI PAŁACY MAHARADŻÓW.

PRZEZ DASHASWAMEDH GHAT, WESZLIŚMY DO STAREGO MIASTA.
PO OBU STRONACH DOŚĆ SZEROKIEJ ULICY, SKLEPY, KRAMY. IDĄCY, W JEDNĄ LUB DRUGĄ STRONĘ, NIEKOŃCZĄCY SIĘ TŁUM LUDZI.
WESZLIŚMY DO PIERWSZEJ LEPSZEJ, PEŁNEJ LOKALSÓW JADŁODAJNI – RESTAURACJI NEW MONGA. PYSZNE JEDZENIE, NAJLEPSZY NADZIEWANY CZYMŚ KURCZAK ORAZ NALEŚNIK Z DZIURKAMI, CIENKI JAK OPŁATEK.

VARANASI - W NAMIOCIE HOLY MAN-a

VARANASI – W NAMIOCIE HOLY MAN-a

.

KIEDY WYCHODZIMY, PONOWNIE UDERZA NAS RUCH, ZGIEŁK, MASA LUDZI. MIESZAMY SIĘ Z ŻYWĄ FALĄ OGLĄDAJĄC SKLEPY, KRAMY, JADŁODAJNIE Z OLBRZYMIMI WOKAMI. ULICA JEST GŁOŚNA, KOLOROWA, RÓŻNORODNA.

DO NASZEGO POKOJU NA TRZECIM PIĘTRZE HOTELU, PRZECHODZI SIĘ PRZEZ PIĘTRO, NA KTÓRYM ZAMIESZKUJE HINDUSKA RODZINA. IDĄC, WCHODZIMY NA PARĘ SEKUND DO ICH ŻYCIA. WIDZIMY CO JEDZĄ, CO JEST W KUCHNI, W SYPIALNI. NIE REAGUJĄ NA NAS, ZUPEŁNIE JAKBYŚMY BYLI NIEWIDZIALNI. TROCHĘ TO NIEREALNE.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *