15.02.2016 – WARANASI

.

RUSZAMY POPRZEZ GHATY DO MIASTA. CHCEMY ZJEŚĆ ŚNIADANIE W REKLAMOWANEJ BROWN BREAD BAKERY. ZNALEŹLIŚMY LOKAL. ALE COŚ MI SIĘ TAM NIE PODOBAŁO. PUSTO, SZTANDAROWYCH DAŃ – W TYM RÓŻNYCH RODZAJÓW SERA, NIE MA. KUCHNIA, DO KTÓREJ WESZŁAM, BO MOŻNA BYŁO,  PRAWIE BEZ PRODUKTÓW. JEDZENIE PRZECIĘTNE. WYSZLIŚMY. PO PARU METRACH MIJAMY RESTAURACJĘ O TEJ SAMEJ NAZWIE. CO SIĘ DZIEJE? WCHODZIMY, PEŁNO TURYSTÓW, OBSŁUGA I KUCHNIA PRACUJĄ PEŁNĄ PARĄ. OKAZAŁO SIĘ, ŻE PADLIŚMY OFIARĄ PLAGIATU. JEDEN LOKAL ZAWŁASZCZYŁ NAZWĘ I MENU DRUGIEGO. NA POCIECHĘ KUPILIŚMY TROCHĘ DROGIEGO KOZIEGO SERKA. TUTAJ MENU UGINAŁO SIĘ OD WIELU RODZAJÓW SERA I PIECZYWA.

POSZLIŚMY DALEJ, DOCHODZĄC DO VISHWANATH TEMPLE, ŚWIĄTYNI DEDYKOWANEJ ŚIWIE.
DOCHODZI SIĘ DO NIEJ JEDNĄ Z ULICZEK STAREGO MIASTA. NIE SPOSÓB PRZEGAPIĆ, GDYŻ PRZED WEJŚCIEM PEŁNO ZBROJNYCH MUNDUROWYCH. OBOSTRZENIA PRZY BRAMKACH OGROMNE. NIE MOŻNA MIEĆ PRZY SOBIE APARATU FOTOGRAFICZNEGO, TORBY ANI NIC, CO STANOWIŁOBY JAKIEŚ ZAGROŻENIE. TRZEBA MIEĆ PASZPORT. PIETRUSZKA WSZEDŁ JAKO PIERWSZY A JA ZOSTAŁAM Z CAŁYM DOBYTKIEM.

ŚWIĄTYNIA TO KOMPLEKS POMIESZCZEŃ Z RÓŻNYMI BÓSTWAMI. NAJWAŻNIEJSZYM JEST SYMBOL SZIWY – LINGA. PRZY WEJŚCIU KUPIŁAM KUBEK MLEKA, KWIATY I WESZŁAM W TŁUM USIŁUJĄCY DOSTAĆ SIĘ DO MIEJSCA, W KTÓRYM STAŁA LINGA A PRZED NIĄ BYK NANDIN. OBOK SIEDZIAŁ KAPŁAN. DRUGI STAŁ I KIEROWAŁ RUCHEM. LUDZIE BARDZO SIĘ TŁOCZYLI, PRZEPYCHALI.
CEREMONIAŁ POLEGAŁ NA DOTYKANIU PROGU, CZOŁA, POLEWANIU LINGI MLEKIEM. WIDAĆ BYŁO, ŻE WIERNI BARDZO PRZEŻYWAJĄ ZETKNIĘCIE Z SYMBOLEM BOGA.
NASTĘPNIE PRZESZŁAM DO INNYCH, POMNIEJSZYCH MIEJSC KULTU, ZNAJDUJĄCYCH SIĘ WOKÓŁ.  W JEDNYM Z NICH, KAPŁAN ZAPYTAŁ CZY CHCĘ OFIAROWAĆ PARWATI POSIADANE KWIATY. ODPOWIEDZIAŁAM, ŻE TAK. ZAPYTAŁ MNIE O IMIĘ. WYJĄŁ Z MOICH RĄK NASZYJNIK Z KWIATÓW, POWTÓRZYŁ MOJE IMIĘ I ZAWIESIŁ NA POSĄGU. WSZYSTKO ODBYŁO SIĘ BARDZO SZYBKO, BO STOJĄCY ZA MNĄ TŁUM NAPIERAŁ.

POCHODZIŁAM JESZCZE TROCHĘ PATRZĄC NA MOCNO PODEKSCYTOWANYCH WIERNYCH, ORAZ TYCH, KTÓRZY SIEDZĄC W OKRATOWANYM POMIESZCZENIU LICZYLI I SEGREGOWALI DARY – BIŻUTERIĘ, PIENIĄDZE. WYSZŁAM ODDAJĄC KUBEK NA MLEKO, UISZCZAJĄC ODPOWIEDNI DATEK. BARDZO CIEKAWE PRZEŻYCIE. RELIGIJNE UNIESIENIE HINDUSÓW WYDAWAŁO SIĘ BYĆ AUTENTYCZNE.

NASTĘPNIE POSZLIŚMY DO MANIKARNIKA GHAT – MIEJSCA PALENIA ZWŁOK. PODSZEDŁ DO NAS MŁODY CZŁOWIEK I ZAPROWADZIŁ DO POBLISKIEGO BUDYNKU SKĄD WIDAĆ BYŁO STOSY. PO CHWILI PRZYSZEDŁ NASTĘPNY I ZACZĄŁ OPOWIADAĆ NAM O CEREMONII CHOWANIA ZWŁOK. OPOWIADAŁ BARDZO CIEKAWIE I PLASTYCZNIE. MÓWIŁ O ZWYCZAJACH, JAKIE TOWARZYSZĄ PRZYGOTOWANIU ZWŁOK DO SPALENIA, KTO Z RODZINY TYM SIĘ ZAJMUJE, JAK PRZYGOTOWUJE SIĘ ZWŁOKI.

ZWŁOKI SĄ GOLONE. CEREMONIĄ KIERUJE SYN ZMARŁEGO. JEŻELI GO NIE MA, WYZNACZONE OSOBY. CIAŁO POKRYWA CAŁUN PRZYBRANY WSTĄŻKAMI. ZANURZA SIĘ JE RYTUALNIE W GANGESIE. POTEM NASTĘPUJE PODPALENIE PRZEZ MISTRZA CEREMONII STOSU. KIEDY ZWŁOKI SIĘ DOPALAJĄ NABIERA ON WODĘ Z GANGESU I POLEWA NIĄ SZCZĄTKI, ABY W MYŚL WIERZEŃ UMOŻLIWIĆ DUSZY ZMARŁEGO OPUSZCZENIE CIAŁA.

“PRZEWODNIK” OPOWIADAŁ JAK TO ON I JEMU PODOBNI OPIEKUJĄ SIĘ CHORYMI I STARUSZKAMI PRZYBYWAJĄCYMI DO VARANASI ABY GODNIE UMRZEĆ TU, W ŚWIĘTYM MIEŚCIE HINDUIZMU. ZAPEWNIAJĄ IM OPIEKĘ MEDYCZNĄ, KARMIĄ, A NA KONIEC PALĄ, NA CO DAJĄ PIENIĄDZE CI, KTÓRZY JAKO PIELGRZYMI LUB TURYŚCI PRZYJEŻDŻAJĄ DO VARANASI. WSPOMOGLIŚMY TEN SZCZYTNY CEL OCZYWIŚCIE I MY.

PRZEZ KILKANAŚCIE MINUT PATRZYLIŚMY NA PŁONĄCE STOSY. POTEM IDĄC DALEJ ZOSTALIŚMY ZACZEPIENI PRZEZ MŁODEGO CZŁOWIEKA OFERUJĄCEGO ZA BARDZO DUŻĄ SUMĘ 6000 RUPII MOŻLIWOŚĆ BLISKIEGO PODEJŚCIA DO STOSÓW Z PALĄCYMI SIĘ ZWŁOKAMI CELEM ZROBIENIA ZDJĘĆ.
NORMALNIE DOJŚCIE DO NICH MA RODZINA ZMARŁEGO, A WŁAŚCIWIE TYLKO JEJ MĘSKA CZEŚĆ. NIESTETY PIENIĄDZ POTRAFI ZŁAMAĆ PRAWIE KAŻDY ZAKAZ. ZE WZGLĘDU NA CENĘ PIETRUSZKA ODMÓWIŁ. OPŁATA I CZAS ROBIENIA ZDJĘĆ SCHODZIŁY CORAZ NIŻEJ, A MĘŻCZYZNA UDAWAŁ ŻE DZWONI DO KOGOŚ, KTO PODEJMUJE DECYZJE W TEJ SPRAWIE.
W KOŃCU CHĘCI – U HINDUSA JAKIEGOKOLWIEK ZAROBKU, A U PIETRUSZKI ZDOBYCIA UNIKALNYCH UJĘĆ PRZEWAŻYŁA I TARG ZOSTAŁ DOBITY. UZGODNILI CENĘ: 15 MINUT / 1000 RUPI .

.

WARANASI - GHAT MANIKARNIKA

WARANASI – GHAT MANIKARNIKA

.

POSZŁAM ZA NIMI. Z MORALNEGO PUNKTU WIDZENIA NIE BYLIŚMY W PORZĄDKU. NARUSZALIŚMY SACRUM.
STANĘŁAM I PATRZYŁAM, USIŁUJĄC JAK NAJMNIEJ ZABURZAĆ CEREMONIĘ. ŻADEN ZE STOJĄCYCH WOKÓŁ MĘŻCZYZN NIE PROTESTOWAŁ. WSZYSCY WPATRYWALI SIĘ W PŁONĄCE CIAŁA. ALE CZY MYŚLELI O KOLEJNYCH WCIELENIACH, O UWOLNIENIU SIĘ DUSZY, CIERPIENIACH ? CZY ŚMIERĆ BYŁA TYLKO PRZEJŚCIEM DO INNEGO BYTU ?
DLA MNIE BUCHAJĄCE OGNIEM STOSY WYRAŻAŁY NIEUCHRONNE I OSTATECZNE ODEJŚCIE, NIEZALEŻNIE OD TEGO CZY ISTNIEJE WĘDRÓWKA DUSZ, INNE WCIELENIE, RAJ, PIEKŁO.
BYŁO CICHO, NIKT NIE ROZMAWIAŁ. CAŁOŚĆ TCHNĘŁA SPOKOJEM. WRAŻENIE ZDECYDOWANIE BARDZIEJ DOJMUJĄCE OD TEGO JAKIE MAMY PATRZĄC Z ODDALI NA PŁONĄCE STOSY.

IDĄC DALEJ BRZEGIEM PO OPUSZCZENIU MANIKARNIKI OBEJRZELIŚMY STUDNIĘ W MIEJSCU GDZIE SIWA TAŃCZYŁ Z PARWATI

WRACALIŚMY KRĘTYMI ULICZKAMI PRZEZ MIASTO. W OKOLICY MANIKARNIKA GHATU PAROKROTNIE MIJAŁY NAS KONDUKTY Z TRAGARZAMI NIOSĄCYMI NA RAMIONACH DO SPALENIA NOSZE Z CIAŁAMI ZMARŁYCH. NIESAMOWICIE TO WYGLĄDAŁO, ALE NIE BUDZIŁO, W MOIM ODCZUCIU, ŻADNEJ NIECHĘCI. BYŁO CZYMŚ NATURALNYM.

DOSZLIŚMY DO TĘTNIĄCEJ ŻYCIEM ULICY PROWADZĄCEJ DO GŁÓWNEGO GHATU. TO INNY ŚWIAT. ŚWIAT ŻYJĄCYCH. NIESŁYCHANIE SMAKOWICIE WYGLĄDAŁA JADŁODAJNIA ULICZNA, W KTÓREJ SERWOWANO COŚ, CO WYGLĄDAŁO JAK ZWINIĘTE ŚCIERKI. NA PŁASKĄ ROZGRZANĄ PŁYTĘ MISTRZ WYLEWAŁ CHYBA CIASTO NALEŚNIKOWE. POWSTAWAŁ Z TEGO PLACEK CIEŃSZY NIŻ NALEŚNIK, KTÓRY KUCHARZ PO MISTRZOWSKU ZWIJAŁ DODAJĄC JAKIEŚ NADZIONKO. PYCHA.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *