23.02.2016 – HAJDARABAD

.

RANO MAMY PERYPETIE Z ZAPŁATĄ RACHUNKU ZA HOTEL. NIE DZIAŁA TERMINAL I NIE MOŻEMY PŁACIĆ KARTĄ. ZAMÓWIONA TAKSÓWKA CZEKA. W PERSPEKTYWIE SAMOLOT TEŻ, A MY WALCZYMY Z URZĄDZENIEM. ROBI SIĘ CORAZ PÓŹNIEJ. W KOŃCU PRACOWNIK HOTEL PODWOZI SKUTERKIEM PIETRUSZKĘ DO NAJBLIŻSZEGO BANKOMATU. TAKSÓWKARZ USPOKAJA NAS, ŻE ZDĄŻYMY I RZECZYWIŚCIE WPADAMY DO SALI ODLOTÓW W CZASIE UMOŻLIWIAJĄCYM NADANIE BAGAŻU.

LECIMY DO HAJDARABADU A STAMTĄD NOCNYM POCIĄGIEM POJEDZIEMY DO HAMPI.
PRZESTUDIOWAŁAM PRAWIE WSZYSTKIE MOŻLIWE POŁĄCZENIE DO HAMPI Z RÓŻNYCH MIAST. ŻADNE NIE JEST DOBRE. WSZYSTKIE WYMAGAJĄ, CO NAJMNIEJ NOCY W PODRÓŻY. MAJĄC W PERSPEKTYWIE Z AURANGABADU PODRÓŻ KOMBINOWANĄ AUTOBUSEM I POCIĄGIEM TRWAJĄCĄ PÓŁTORA DNIA ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA JAZDĘ PRZEZ HAJDARABAD, TYM BARDZIEJ, ŻE CZAS PODRÓŻY UMOŻLIWIAŁ NAM SPACER PO MIEŚCIE, A KRÓTKI LOT NIE BYŁ DROGI.

NA LOTNISKU W HAJDARABADZIE CZEKAMY NA NASZ BAGAŻ. NIE MA GO. WSZYSTKIE BAGAŻE ZESZŁY Z TAŚMY, A NASZEJ TORBY JAK NIE MA TAK NIE MA. CZYŻBY POWTÓRKA Z ROZRYWKI? SPOJRZELIŚMY NA SIEBIE PRZERAŻENI. PIETRUSZKA PONAGLANY PRZEZE MNIE, POLECIAŁ DO REKLAMACJI. JA STOJĘ JAK OFIARA, A ZE MNĄ CHYBA ZE DWIE OSOBY. OKROPNE UCZUCIE STALE TRACIĆ BAGAŻ.
NAGLE PODCHODZI JAKIŚ MĘŻCZYZNA I PYTA CZY CHODZI O BAGAŻ. NA MOJE POTWIERDZENIE WSKAZUJE KIERUNEK GDZIE ZNAJDUJE SIĘ INNA KARUZELA Z BAGAŻAMI. BIEGNĘ I WIDZĘ TAŚMĘ  A NA NIEJ JEŹDZI NASZA TORBA. Z DRUGIEJ STRONY BIEGNIE PIETRUSZKA.

LOT BYŁ KRÓTKI. TERAZ TRZEBA SIĘ DOSTAĆ DO MIASTA. SĄ PRE-PAID TAXI, KTÓRE GENERALNIE W INDIACH SĄ DROGIE.

W HAJDARABADZIE MOŻNA OMINĄĆ TĄ FORMĘ TRANSPORTU I PODJECHAĆ LOTNISKOWYM SHUTTLE BUSEM DO MIEJSCA GDZIE JEST PARKING I PEŁNO RIKSZ LUB TAKSÓWEK MNIEJ LUB BARDZIEJ CHĘTNYCH DO JAZDY. NIE WIADOMO DLACZEGO TO JEST TAK ZORGANIZOWANE. MOŻE ONI NIE MOGĄ STAĆ OBOK TYCH PRE-PAID TAXI.
CENA ZA PRZEWÓZ DO MIASTA ZALEŻY OD NEGOCJACJI BO ODLEGŁOŚĆ JEST DUŻA. MY PŁACILIŚMY 600 RUPI – CHYBA POŁOWĄ TEGO CO CHCIANO PRZED LOTNISKIEM.

HAJDARABAD MA SŁYNNY CHARMINAR I PONOĆ NAJLEPSZE BRIANI W INDIACH. MA TEŻ INNE PIĘKNE RZECZY, ALE CZASOWO JESTEŚMY W STANIE  ZOBACZYĆ TYLKO CZTERY WIEŻE.

CENTRUM SZALENIE RUCHLIWE. TŁUMY LUDZI, SAMOCHODY, RIKSZE, HAŁAS, HARMIDER.

CHARMINAR JEST DUŻYM MECZETEM W FORMIE BRAMY Z CZTEREMA MINARETAMI. IDĄC DALEJ PRZECHODZIMY POD ZABYTKOWYM ŁUKIEM (CHAR KAMAN) STANOWIĄCYM KIEDYŚ WEJŚCIE DO MECZETU KRÓLEWSKIEGO. WCHODZIMY DO JAKIEGOŚ MECZETU ZNAJDUJĄCEGO SIĘ PRZY JEDNEJ Z GŁÓWNYCH ULIC. JEST NOWOCZESNY. TAKI SOBIE. WYCHODZIMY I PRZEPYCHAMY SIĘ W TŁUMIE. ZNAJDUJEMY SIĘ NA ULICY GDZIE SĄ SAME SKLEPY JUBILERSKIE. COŚ NIEPRAWDOPODOBNEGO. JEDEN SKLEP PRZY DRUGIM. PEŁNE ZŁOTA OD SUFITU PO PODŁOGĘ. SPRZEDAWCY ZAPRASZAJĄ DO ŚRODKA. WSTĘPUJEMY DO JEDNEGO. MUSIMY KUPIĆ PREZENT. WYBIERAMY KOLCZYKI. OCZYWIŚCIE NIE OBYWA SIĘ BEZ TARGOWANIA. DLA NAS BIŻUTERIA HINDUSKA JEST ZBYT ZŁOTA, ZBYT KOLOROWA, MOŻE NAWET MAŁO ELEGANCKA. ALE TO KWESTIA KULTURY.

.

HAJDARABAD - WYCISKACZE TRZCINY CUKROWEJ

HAJDARABAD – WYCISKACZE TRZCINY CUKROWEJ

.

ULICE PRZEMIERZANE DALEJ MAJĄ Z KOLEI STOISKA TYLKO Z MATERIAŁAMI, NASTĘPNE TYLKO Z MEBLAMI. TAKIE BRANŻOWE ULICE.

W TYM NATŁOKU SKLEPÓW NIE MOŻEMY ZNALEŹĆ ŻADNEJ RESTAURACJI. USIŁUJEMY KIEROWAĆ SIĘ W STRONĘ DWORCA. W KOŃCU BIERZEMY RIKSZĘ. WOKÓŁ STACJI JEST PARĘ RESTAURACJI. WYBIERAMY TAKĄ GDZIE JEST DUŻO LUDZI I KTÓRA REKLAMUJE SWOJE BRIANI.

DOSTAJEMY RYŻ Z MIĘSEM I WARZYWAMI. JEST DOBRY ALE NIE POBIJA BRIANI JEDZONEGO W WARANASI.
MIAŁAM NAZWY KILKU POLECANYCH RESTAURACJI, ALE BYŁO NA TYLE PÓŹNO, ŻE BALIŚMY SIĘ RYZYKOWAĆ JAZDĘ DO NICH.

HAJDARABAD JEST SZÓSTYM, CO DO WIELKOŚCI MIASTEM INDII. ODLEGŁOŚCI SĄ DUŻE. BYŁO WARTO SPĘDZIĆ TUTAJ PARĘ GODZIN, ALE POZOSTAŁ NIEDOSYT. WARTO BY BYŁO BLIŻEJ POZNAĆ TO MIASTO SŁYNĄCE Z BOGACTWA NIZAMÓW.

DWORCE W INDIACH TO OSOBNY ROZDZIAŁ PODRÓŻY. ZAWSZE PEŁNE LUDZI, KTÓRZY TRAKTUJĄ DWORZEC JAKO MIEJSCE DO SPANIA, JEDZENIA, ŻYCIA. RZADKO PODRÓŻUJĄ W POJEDYNKĘ. NA PERONACH ROZKŁADAJĄ KOCE, KILIMY, NARZUTY. ROZMAWIAJĄ, BAWIĄ SIĘ Z DZIEĆMI. NIEKTÓRZY PRZEBIERAJĄ SIĘ DO SNU W INNE UBRANIA. INNI OTWIERAJĄ MENAŻKI Z JEDZENIEM I ZACZYNAJĄ UCZTOWAĆ. CZĘŚĆ ŚPI. NIKOGO NIE DZIWIĄ TAKIE OBYCZAJE. POCIĄGI W INDIACH SĄ CZĘSTO SPÓŹNIONE WIĘC I MY KOCZUJEMY NA DWORCACH MAJĄC OKAZJĘ OBSERWOWAĆ HINDUSKIE ZWYCZAJE. JEST WIELU ŻEBRAKÓW. DOSTAJĄ JAŁMUŻNĘ GŁÓWNIE OD SWOICH. MY, TURYŚCI JESTEŚMY TEMU NIECHĘTNI. TUTAJ ŻEBRACTWO JEST CZYMŚ NORMALNYM, SPOSOBEM NA ZARABIANIE PIENIĘDZY. DLA NAS, W NASZYCH KRAJACH JEST CZYMŚ NIESMACZNYM, NIEWŁAŚCIWYM – ŻEBRACY TO LENIWI NIEUDACZNICY, MARGINES SPOŁECZEŃSTWA. ALE OBOJĘTNIE GDZIE – I TU I TAM ŻEBRACY CHCĄ PRZEŻYĆ.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *