27.02.2016 – HAMPI

.

WCZEŚNIE RANO IDZIEMY ZOBACZYĆ PORANNE MYCIE SŁONICY LAKSZMI. CHYBA JEDNAK WYCHODZIMY Z HOSTELU ZA PÓŹNO, BO KIEDY DOCIERAMY DO RZEKI LAKSZMI LEŻY JUŻ W WODZIE. DWÓCH OPIEKUNÓW MYJE JĄ BARDZO PORZĄDNIE. SŁONICA POTULNIE TO ZNOSI, PRZEWRACAJĄC SIĘ Z BOKU NA BOK, TAK JAK SOBIE ŻYCZĄ JEJ OPIEKUNOWIE. PRZYJEMNE WIDOWISKO. POZA SŁONICĄ KĄPIE SIĘ WIELE INNYCH OSÓB, PIORĄC PRZY OKAZJI UBRANIA.

WRACAMY DO HOSTELU NA ŚNIADANIE.
JA MAM SWÓJ ULUBIONY ZESTAW, KTÓRY ZAMAWIAM. FAJNE JEST SIEDZIEĆ W MIŁYM CIEPŁYM CIENIU PIJĄC HERBATĘ.

PONOWNIE IDZIEMY NA PRZYSTAŃ CHCĄC PRZEPRAWIĆ SIĘ NA DRUGI BRZEG, DO ZARZECZNEJ CZĘŚCI HAMPI. Z PRZYSTANI MOŻNA IŚĆ W LEWO LUB PROSTO. IDZIEMY W LEWO. PRZY DRODZE HOTELIKI, KNAJPKI, SKLEPIKI, WYPOŻYCZALNIE ROWERÓW I MOTOROWERÓW. W KOŃCU DOCHODZIMY DO CZEGOŚ, CO SPRAWIA WRAŻENIE PRZYSTANKU RIKSZ. CHCEMY JECHAĆ DO ANEGUNDI. PO WZAJEMNYM PRZEKONYWANIU SIĘ USTALAMY TRASĘ I CENĘ, ZA OKOŁO 4-5 GODZIN NA 1000 RUPII.

ANEGUNDI SPRAWIA ZANIEDBANE WRAŻENIE. OGLĄDAMY RUINY ŚWIĄTYNI RANGANATH (RANGANATH TEMPLE) ORAZ PAŁACU. PODJEŻDŻAMY POD DOŚĆ DUŻĄ GÓRĘ. TUTAJ MIEŚCI SIĘ ŚWIĄTYNIA DURGA (DURGA TEMPLE). WSPINAMY SIĘ DO GÓRY PO TO, ABY DOJŚĆ DO JASKINI, MIEJSCA KULTU WOJOWNICZEJ POSTACI DEWI. NASTĘPNIE OGLĄDAMY JESZCZE 2 INNE ŚWIĄTYNIE I STAJEMY PRZED WYZWANIEM JAKIM JEST ŚWIĄTYNIA BOGA HANUMANA – ANJANA MATHA TEMPLE, DO KTÓREJ PROWADZI 571 STOPNI.

UPAŁ JEST OKROPNY. WCHODZĘ I WCHODZĘ  A KOŃCA NIE WIDAĆ. W KOŃCU GDZIEŚ W 2/3 SIADAM NA MURKU I OGLĄDAM PANORAMĘ Z TEGO MIEJSCA.
W SUMIE ANEGUNDI NIE ZROBIŁO NA MNIE JAKIEGOŚ SPECJALNEGO WRAŻENIA.

WRACAJĄC ZATRZYMALIŚMY SIĘ PRZY JEDNYM ZE STRAGANÓW I KUPILIŚMY DWIE „PŁONĄCE ŁÓDECZKI”. PODESZLIŚMY NA BRZEG RZEKI  I PUŚCILIŚMY JE DO WODY, ZAPALONE W RÓŻNYCH INTENCJACH.

.

HAMPI - SPACER WZDŁUŻ PROMENADY HANDLOWEJ

HAMPI – SPACER WZDŁUŻ PROMENADY HANDLOWEJ

.

TO OSTATNI RYTUALNY SPACER PO SKLEPIKACH HAMPI. JEŻELI MAMY COŚ KUPIĆ TO DZIŚ, BO JUTRO WYJEŻDŻAMY. CHODZIMY I OGLĄDAMY KRAMY Z BIŻUTERIĄ I PAMIĄTKAMI. STOSUNKOWO NIEWIELE JEST SKLEPÓW Z UBRANIAMI. TUTAJ NA POŁUDNIU, NIE MA TEJ NACHALNOŚCI JAKA PANUJE NA PÓŁNOCY. W HAMPI, NIKT NIE NAMAWIA DO KUPNA CZEGOKOLWIEK. ROZMAWIASZ Z SPRZEDAJĄCYM, OGLĄDASZ JEGO PRODUKTY, WYMIENIASZ UWAGI BEZ PRESJI KUPOWANIA CZEGOKOLWIEK. WSZYSCY SIĘ UŚMIECHAJĄ, JEST SPOKOJNIE. PIETRUSZKA UTKNĄŁ W DWÓCH SKLEPACH Z BIŻUTERIĄ. PONOĆ, HAMPI SŁYNĘŁO W DAWNYCH CZASACH Z KAMIENI. JAK OPISYWALI PODRÓŻNICY TAMTYCH CZASÓW STRAGANY ZE SZMARAGDAMI KONKUROWAŁY Z TYMI Z PERŁAMI, A TE Z KOLEI Z RUBINAMI. TO BYŁY CZASY!

MAMY DZISIAJ NA KOLACJĘ KURCZAKA. W MENU NASZEJ RESTAURACJI W GOPI ZNAJDUJE SIĘ ADNOTACJA, ŻE MOŻNA NA SPECJALNE, DOKONANE WCZEŚNIEJ ZAMÓWIENIE DOSTAĆ NA KOLACJĘ KURCZAKA. POMYŚLELIŚMY, CZEMU NIE SKOSZTOWAĆ? KELNER ZAPYTAŁ NAS JAK PRZYRZĄDZONEGO CHCEMY MIEĆ. WYBRALIŚMY OCZYWIŚCIE PO INDYJSKU. KURCZAK BYŁ BARDZO DOBRY, PIKANTNY.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *