29.02.2016 – W MUMBAJU – BOMBAJU

.

W HOSPET WSIADAMY DO AUTOBUSU – SLEEPERA.  PODRÓŻ WYGODNA, BEZPROBLEMOWA, Z PRZYSTANKAMI. NAWET JEST TELEWIZOR Z INDYJSKIM FILMEM, KTÓRY OGLĄDAM.

RANO, KIEDY BYLIŚMY JUŻ NA PRZEDMIEŚCIACH MUMBAJU I AUTOBUS PRAWIE OPUSTOSZAŁ, JAKIŚ HINDUS ZAGADNĄŁ DOKĄD CHCEMY SIĘ DOSTAĆ. GDY SIĘ DOWIEDZIAŁ, POINFORMOWAŁ NAS, ŻE DO NASZEGO HOTELU Z KOŃCOWEGO PRZYSTANKU JEST BARDZO BLISKO, NIEMALŻE SPACEROWY DYSTANS. POJAZD WŁAŚCIWIE BYŁ PUSTY, KIEDY Z KOLEI O TO GDZIE WYSIADAMY, ZAGADNĄŁ NAS BIAŁAS JADĄCY JAK MY Z HOSPET. KAZANO MU TEŻ JECHAĆ DO KOŃCA, BY MÓGŁ TRAFIĆ NA DWORZEC AUTOBUSOWY Z KTÓREGO PODRÓŻOWAŁ DALEJ.

WYSIADAMY. OBLEGA NAS TŁUM RIKSZARZY I TAKSIARZY. WSZYSCY TWIERDZĄ, ŻE DO NASZEGO HOTELU JEST 60 km. NIE WIERZYMY. MUMBAJ TO TRZECIE CO DO WIELKOŚCI MIASTO ŚWIATA, ALE ŻEBY ZARAZ Z CENTRUM DO NASZEGO HOTELU BYŁO 60 km?

NASZ NOWY KOLEGA – JAK SIĘ OKAZUJE SPOD LUBLANY, JEST W TEJ SAMEJ SYTUACJI. PO NARADZIE BIERZEMY RIKSZĘ I DAJEMY SIĘ ZAWIEŚĆ NA NAJBLIŻSZY DWORZEC KOLEJOWY. STAMTĄD MAMY POCIĄG. WCHODZIMY NA PERON. LEDWO MIEŚCIMY SIĘ NA PLATFORMIE, A O WEJŚCIU DO KOLEJKI NIE MA MOWY. DZIKI TŁUM ATAKUJE DRZWI WAGONÓW. CZYNIĄ TO ZARÓWNO KOBIETY JAK I MĘŻCZYŹNI. PANDEMONIUM. STOIMY OSZOŁOMIENI I BEZRADNI. NIE MAMY ŻADNYCH SZANS W STARCIU Z MIEJSCOWYMI.

W PEWNYM MOMENCIE ZACZYNA Z NAMI ROZMOWĘ HINDUSKA, A POTEM DOŁĄCZA SIĘ HINDUS. JESTEŚMY TAK ZDEZORIENTOWANI, ŻE HINDUSOWI CHYBA ROBI SIĘ NAS ŻAL I POWIADA, ŻE WSADZI NAS DO ODPOWIEDNIEGO POCIĄGU. PONOĆ DUŻY RUCH JEST TUTAJ ZAWSZE, A TERAZ DODATKOWO MAMY GODZINY SZCZYTU. PRZEPUSZCZAMY JESZCZE PARĘ POCIĄGÓW I W KOŃCU, NIE BEZ PRZEPYCHANIA SIĘ, WSIADAMY. MIŁY HINDUS INFORMUJE KIEDY MAMY WYSIĄŚĆ. BEZ JEGO POMOCY STALIBYŚMY CHYBA DO WIECZORA NA TYM DWORCU. TO BYŁO NIESAMOWITE DOŚWIADCZENIE.

ŁAPIEMY TAXI ABY DOTRZEĆ DO HOTELU. TAKSÓWKARZ NIE WIEDZĄC DOKŁADNIE GDZIE JEST HOTEL ZATRZYMUJE SIĘ PARĘ RAZY I PYTA O DROGĘ. W KOŃCU WYSADZA NAS PRZED HOTELEM ELPHINSTONE ANNEXE. RECEPCJA, FORMALNOŚCI, I DOSTAJEMY KLUCZE DO POKOJU ORAZ INFORMACJĘ O ŚNIADANIU WLICZONYM W CENĘ, CO NAS TROCHĘ DZIWI GDYŻ, JAK REZERWOWAŁAM POKÓJ NIE BYŁO O TYM MOWY.

JEŻELI CHODZI O WIELKOŚĆ, POKÓJ PRZYPOMINA CELĘ WIĘZIENNĄ LUB ETUI NA TELEFON KOMÓRKOWY. TRZEBA JEDNAK PRZYZNAĆ ŻE JEST CZYSTY, A ŁAZIENKA BARDZO ŁADNA. POKÓJ WYCHODZI NA KORYTARZ, NA KTÓRYM USTAWIONE SĄ STOLIKI. JEST TEŻ LODÓWKA. WIDAĆ MALUTKĄ KUCHNIĘ. ROZUMIEMY, ŻE TUTAJ SERWUJE SIĘ ŚNIADANIA.

W RECEPCJI OTRZYMUJEMY MAPĘ I KIERUJEMY SIĘ W STRONĘ WRÓT INDII, CZYLI DO MORZA. PO DRODZE MIJAMY PARĘ RESTAURACJI. WYBÓR NASZ PADA NA MAŁY, TROCHĘ ZAPYZIAŁY BAR PEŁEN LOKALSÓW – MANGLORE NAAZ RESTAURANT, OBSŁUGIWANY PRZEZ UŚMIECHNIĘTEGO HINDUSA. JAK TO ZWYKLE W TAKICH MIEJSCACH JEDZENIE JEST BARDZO DOBRE.

DO MORZA JEST DOŚĆ DALEKO. MIJAMY PO DRODZE BIBLIOTEKĘ DAVIDA SASSOONA, BUDYNEK ARMY & NAVI, SĄDU, HORNBILL HOUSE. NASZ SPACER TRWA OKOŁO 70 MINUT.

.

MUMBAJ - WIDOK NA OVAL MAIDAN. W TLE BUDYNKI UNIWERSYTECKIE I SĄD NAJWYŻSZY

MUMBAJ – WIDOK NA OVAL MAIDAN. W TLE BUDYNKI UNIWERSYTECKIE I SĄD NAJWYŻSZY

DOCHODZIMY DO WIZERUNKU MUMBAJU, CZYLI DO WRÓT INDII, PATRZYMY NA MORZE, ZALICZAMY OKAZJONALNE ZDJĘCIA. PRZECHADZAMY SIĘ PO OKOLICY. OKOLICA TO BUDYNKI Z CZASÓW KOLONIALNYCH. KIERUJEMY SIĘ W STRONĘ COLABY. TUTAJ ULICE ZAJMUJĄ STRAGANY Z UBRANIEM, BUTAMI, TYSIĄCEM RÓŻNYCH RZECZY. SĄ POŁOŻONE TAK BLISKO SIEBIE, ŻE ULICY WŁAŚCIWIE NIE WIDAĆ. TŁOK OKROPNY. DOCIERAMY DO KULTOWEJ LEOPOLD CAFE. PEŁNO TAM TURYSTÓW, ALE NIEZRAŻENI SIADAMY I ZAMAWIAMY GIN Z TONIKIEM. TEN LOKAL NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z INDIAMI, MA NATOMIAST POSMAK ENKLAWY TYCH WSZYSTKICH, KTÓRZY USIŁUJĄ OBEJRZEĆ INDIE.

WRACAMY, KIERUJĄC SIĘ W STRONĘ DWORCA WIKTORII (CHHATRAPATI SHIVAJI TERMINUS). OŚWIETLONY BUDYNEK, WYGLĄDA BARDZO EFEKTOWNIE. ZACZYNAMY SZUKAĆ JAKIEJŚ RESTAURACJI. PRZYPOMINAMY SOBIE, ŻE RANKIEM MIJALIŚMY ICH WIELE. KIERUJEMY SIĘ W STRONĘ, KTÓRA JAK NAM SIĘ WYDAJE – JEST WŁAŚCIWA. NIE MOŻEMY JEDNAK ZNALEŹĆ TEGO CO WIDZIELIŚMY RANO, WIĘC NASZ WYBÓR PADA NA RESTAURACJĘ SHER-E-PUNJAB, KTÓRA WYDAJE SIĘ BYĆ JUŻ NA SAM WIDOK ZBYT PARADNA. NIE MAMY JEDNAK SIŁ ABY DALEJ SZUKAĆ. W ŚRODKU PUSTO. ZAMAWIAMY JEDZENIE. OBSŁUGA W INDIACH JEST GENERALNIE BARDZO MIŁA, USŁUŻNA. NIEKIEDY JEDNAK ZBYT SKORA DO POMOCY. TAK BYŁO I TERAZ. KELNER STAŁ PRZY NAS, CO CHWILĘ PYTAŁ CZY WSZYSTKO JEST OK, CZY COŚ JESZCZE PODAĆ. JEDZENIE NIEZŁE, NATOMIAST CENA 1600 RUPII ZDECYDOWANIE ZA WYSOKA. KLASA RESTAURACJI I SMAK NIE ODPOWIADAŁY RACHUNKOWI.

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *