13.01.2015 – OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG

.

OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG ZACZĄŁ SIĘ PONOWNIE OD PYSZNEGO ŚNIADANIA… I JAK TU SCHUDNĄĆ???

PO ŚNIADANIU POWLEKLIŚMY SIĘ DO KULTOWEGO TU BARU, “UTOPIA“. BAR JEST NAPRAWDĘ REWELKA. GŁÓWNIE CENOWA. NAJPROSTSZY SMOOTHIE STARTUJE OD 16 000, A NAZWA PRZYBYTKU POCHODZI CHYBA OD CZASU POTRZEBNEGO OBSŁUDZE NA REALIZACJĘ TWOJEGO ZAMÓWIENIA.

FAKTEM JEST, ŻE MIEJSCE JEST BARDZO DUŻE I GDYŚMY ZASZLI TAM NA DRINKA PORA BYŁA WCZESNA A LUDZI OKOŁO 30. TO WSZYSTKO USIŁOWAŁ OPANOWAĆ JEDEN KELNER I JEDNOCZEŚNIE RECEPCJONISTA, CHYBA – DWA W JEDNYM. KLIMAT TEGO BARU JEST NIESAMOWITY. MNIE PRZYPOMINA HIPPISOWSKIE CZASY. NA DREWNIANYCH PODESTACH ROZPOSTARTO MATY Z POZSZYWANYCH MATERIAŁÓW W TYPIE PATCHWORKÓW. WSZYSTKIE MAJĄ WYGODNE PODGŁÓWKI. CZĘŚĆ LEŻY W DWÓCH RZĘDACH NA ZBUDOWANEJ NAD STROMYM BRZEGIEM RZEKI, CIĄGNĄCEJ SIĘ WZDŁUŻ PLATFORMIE BEZ PORĘCZY. WSZĘDZIE SĄ TEŻ SKORUPY PO BOMBACH, STARE ODRESTAUROWANE MOTOCYKLE, MOTOROWERY itp. AŻ SIĘ CHCE ODPALIĆ …

.

BAR

BAR “UTOPIA” PRZYPOMINA HIPPISOWSKIE CZASY

.

NIESTETY, CZAS OCZEKIWANIA NA ZAMÓWIENIE DOPROWADZA CIĘ DO SZAŁU. MY NA REALIZACJĘ CZEKALIŚMY PONAD 30 min … WŁAŚCIWIE WYCHODZILIŚMY, GDY GUCIO PRZYSZEDŁ Z ZAMÓWIENIEM.

Z UTOPII PRZESZLIŚMY DO HAW KHAM – DAWNEGO PAŁACU KRÓLEWSKIEGO – DZISIEJSZEGO MUZEUM. NIESTETY OKAZAŁ SIĘ BYĆ ZAMKNIĘTY (OD 11:30 DO 13:00), CO SPOWODOWAŁO, ŻE ZACZĘLIŚMY PRZEGLĄDAĆ PLAN MIASTA (CIĘŻKO GO TU DOSTAĆ ZA FRIKO; W TOURIST INFO KOSZTUJE 10 000 KIPCIÓW) W POSZUKIWANIU MIŚNIĘTYCH CIEKAWSZYCH OBIEKTÓW. ZNALEŹLIŚMY JEDNĄ WAŻNĄ ŚWIĄTYNIĘ – WAT AHAM, I DOWIEDZIELIŚMY SIĘ, ŻE JEST ONA NIEDALEKO, GDZIEŚ KOŁO 1 km.

 

ŚWIĄTYNIA – WAT ACHAM

ŚWIĄTYNIA – WAT ACHAM

.

ZATRZYMANY TUK-TUK CHCIAŁ, 20 000 ALE ZGODZIŁ SIĘ NA 5 000. GDY DOJECHALIŚMY, OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO ŚWIĄTYNIA PRZYKLEJONA DO INNEJ. TUŻ KOŁO NASZEGO HOSTELU. RZECZYWIŚCIE JAKOŚ UMKNĘŁA NASZEMU SPOJRZENIU. PO OGLĄDNIĘCIU WRÓCILIŚMY DO MUZEUM (WSTĘP 30 000). PO PRAWEJ STRONIE PRZED BUDYNKIEM GŁÓWNYM ZNAJDZIECIE KAPLICĘ KRÓLEWSKĄ – WAT HO PHA BANG (HAW PHA BANG), GDZIE KIEDYŚ PRZECHOWYWANO SZMARAGDOWEGO BUDDĘ.

SAM PAŁAC BEZ PRZEPYCHU. WEWNĄTRZ MIEŚCI SPORO INTERESUJĄCYCH RZECZY. JEST NAWET POLONIK… DAR RZĄDU PRL DLA, ROZUMIEM, DZIELNEGO NARODU LAOTAŃSKIEGO WALCZĄCEGO ZE WSTRĘTNYM IMPERIALIZMEM AMERYKAŃSKIM. TYM DAREM JEST MINIATURKA “SZCZERBCA” WYDANA Z OKAZJI 1000-LECIA PAŃSTWA POLSKIEGO. CIEKAWE, CZY MA ONA SYMBOLIZOWAĆ POMOC MILITARNĄ PRL DLA LAOSU, CZY TEŻ WARTOŚĆ TEJ POMOCY…
Z TYŁU, ZA BUDYNKIEM GŁÓWNYM ZNAJDUJE SIĘ GARAŻ KRÓLEWSKI Z KILKOMA AUTAMI UŻYWANYMI PRZEZ KRÓLEWSKĄ PARĘ. RACZEJ NIECIEKAWE.
W MUZEUM, KAPLICY I W GARAŻU NIE WOLNO FOTOGRAFOWAĆ. TŁUMACZĄ TO OCHRONĄ DÓBR NARODOWYCH PRZED ZŁODZIEJAMI. 🙂

PO ZAKOŃCZENIU ZWIEDZANIA DAWNEJ SIEDZIBY KRÓLA POSZLIŚMY W STRONĘ NASZEGO GUESTHOUSU “SOUTICONE 2” (VISOUNNARATH RD.; Tel. (856 -71) 213 217, (020) 2398 6969) ZWIEDZAJĄC PO DRODZE KOLEJNE ŚWIĄTYNIE – WAT HUA XIANG I WAT MAHATHAT. Z DOMU ZABRALIŚMY “PODUSZECZKĘ SPRAGNIONEGO TURYSTY”, CZYLI WYJĘTY Z KARTONU Z WINEM PLASTIKOWY WOREK Z TYM ZACNYM TRUNKIEM I PODYNDALIŚMY Z POWROTEM DO CENTRUM MIASTA, DO NASZEJ ULUBIONEJ GARKUCHNI W PRZEJŚCIU-PASAŻU ODCHODZĄCYM OD SISAVANGVONG Rd. WCZEŚNIEJ JUŻ PYTALIŚMY SIĘ, CZY MOŻEMY DO JEJ PYSZNYCH DAŃ PRZYNIEŚĆ SOBIE ULEPSZACZA.

OBIAD: PIECZONA NA RUSZCIE W SPECJALNEJ BAMBUSOWEJ RAMCE SPORA RYBA DLA KAŻDEGO Z NAS PLUS MIESZANKA WARZYW DO TEGO. PROSTY, JEDNOCZEŚNIE KRÓLEWSKI POSIŁEK. OKREŚLENIE PYSZNY TO MAŁO. BAJECZNE ŻARCIE ZA 75 000 KIPOLI, CZYLI MNIEJ NIŻ US$ 10. RAZEM Z NAMI PRZY STOLIKU JADŁA PARA Z POŁUDNIOWYCH TERENÓW NIEMIEC. WYMIENIALIŚMY UWAGI DELEKTUJĄC SIĘ JEDZENIEM.

 

RYBA Z RUSZTU - PYCHOTA

RYBA Z RUSZTU – PYCHOTA

.

PO ZJEDZENIU TRZEBA BYŁO WRACAĆ DO GUESTHOUSU, ZEBRAĆ MANELE I JECHAĆ NA DWORZEC POŁUDNIOWY.
TUK-TUKA ZŁAPALIŚMY 50 m OD HOTELU. PO BARDZO KRÓTKICH NEGOCJACJACH ZAWIÓZŁ NAS ZA 20 000 KIPÓW.

.

W SLEEPERZE DO VANG VIENG

W SLEEPERZE DO VANG VIENG

.

PUNKTUALNIE O 20:30 WYJECHALIŚMY DO VIENTIANE LEŻĄC W MIARĘ WYGODNIE NA DOLNYCH LEŻANKACH W SLIPERZE. DO PRZYKRYCIA DANO NAM FAJNE LEKKIE PLEDY. PO DRODZE OK 1:30 ZATRZYMALIŚMY SIĘ NA OKOŁO GODZINĘ W JAKIEJŚ PRZYDROŻNEJ KNAJPIE-HOSTELU (SOK DEE RESTAURANT ?) PRZED VANG VIENG NA DOBRY SOLIDNY POSIŁEK BĘDĄCY W CENIE BILETU.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *