10.01.2015 – PHONSAVAN – LUANG PRABANG

.

RANO PADAŁO W DALSZYM CIĄGU. ODCZEKALIŚMY PARĘ CHWIL, A PONIEWAŻ NIE PRZESTAWAŁO, MĘŻNIE WYSZLIŚMY Z DOMU.

NA SZCZĘŚCIE NIE MIELIŚMY DALEKO DO MIEJSCA ODJAZDU AUTOBUSU. DOTARLIŚMY BŁYSKAWICZNIE DO NASZEJ KNAJPKI NA HERBATĘ. TYM RAZEM KIEŁBASKA I PLACEK ZE ŚWINKI BYŁY DROŻSZE, ALE MOŻE, DLATEGO, ŻE PADAŁO. POJAWIŁ SIĘ MINIVAN, KTÓRY ZAWIÓZŁ NAS NA DWORZEC AUTOBUSOWY. ZABAWNE BYŁO TO, ŻE MIESZKALIŚMY OBOK DWORCA I BYŁO NAM BLIŻEJ, ANIŻELI NA MIEJSCE WSKAZANE PRZEZ BIURO TURYSTYCZNE. BILETY KOSZTOWAŁY PO 120 000 KIP OD OSOBY.

JECHALIŚMY Z NADZIEJĄ, ŻE BĘDZIE CIEPŁO. I MOŻE TROCHĘ SŁOŃCA. LAŁO CAŁY CZAS A MGŁA BYŁA MOMENTAMI TAK GĘSTA, ŻE NIE BYŁO WIDAĆ DROGI. W BUSIKU 4 OSOBY. MY, NIEMIEC I LAOTAŃSKA BABCIA. KIEROWCA WEDŁUG MNIE I NIEMCA JECHAŁ ŹLE. MAŁO ODPOWIEDZIALNIE JAK NA TAKĄ POGODĘ. ZATRZYMALIŚMY SIĘ RAZ W PORZE OBIADOWEJ W PRZYDROŻNEJ JADŁODAJNI.

W LAOSIE JEST TAKA ZASADA, ŻE AUTOBUS DALEKOBIEŻNY – A W LAOSIE SĄ TYLKO TAKIE – ZATRZYMUJE SIĘ W TRAKCIE PODRÓŻY NA POSIŁEK. TO FAJNA PRZERWA W PODRÓŻY. LOKALNE INTERESY ZAPEWNIAJĄ PODRÓŻNYM TYPOWE LAOTAŃSKIE MENU. WIDAĆ, ŻE PROWADZI JE CAŁA RODZINA, KTÓRA TEŻ MIESZKA W POMIESZCZENIACH PRZYLEGAJĄCYCH DO LOKALU. PRZYDROŻNE LOKALE MAŁO SIĘ RÓŻNIĄ OD SIEBIE. RÓŻNICA POLEGA NA CZYSTOŚCI. LAOS JEST NIESTETY BRUDNY. ŚMIECI SĄ RZUCANE WSZĘDZIE, SANITARIATY POZOSTAWIAJĄ WIELE DO ŻYCZENIA. ZDARZYŁO NAM SIĘ, ŻE RĘCZNIKI W VANG VIENG  WYGLĄDAŁY JAK BRUDNE. PATRZYŁAM NA SUSZĄCE SIĘ PRANIE NA PODWÓRKACH DOMOSTW I NIE WYGLĄDAŁO NA CAŁKIEM WYPRANE. WEDŁUG MNIE PRANIE ODBYWA SIĘ RĘCZNIE LUB PRZY UŻYCIU JAKIŚ PRADAWNYCH URZĄDZEŃ. W EFEKCIE RZECZY SĄ NIEDOPRANE.

 

LAŁO CAŁĄ DROGĘ ...

LAŁO CAŁĄ DROGĘ …

.

NIESTETY PODCZAS TEJ PODRÓŻY NIE DOŚĆ, ŻE BYŁO ZIMNO I DESZCZ, TO PADLIŚMY W PRZYDROŻNYM ZAJEŹDZIE OFIARĄ BRAKU CZYSTOŚCI  DOSTAJĄC TŁUSTĄ HERBATĘ O SMAKU RYBY.

DO LUANG PRABANG DOJECHALIŚMY O CZASIE, tj. PO 4 GODZINACH, W STRUGACH DESZCZU. WZIĘLIŚMY Z NIEMCEM NA SPÓŁKĘ POJAZD BARDZO POPULARNY TUTAJ. SAMOCHÓD, KTÓRY MA Z PRZODU MIEJSCE KIEROWCY, A Z TYŁU DWIE RÓWNOLEGŁE ŁAWECZKI, BOKI ODKRYTE, ZADASZENIE – CZYLI TUK-TUK. KOSZTOWAŁO NAS TO 20.000 KIP OD OSOBY. CENY TYCH POJAZDÓW SĄ USTALANE W STOSUNKU DO ODLEGŁOŚCI, ALE ZAWSZE MOŻNA SIĘ POTARGOWAĆ.

DOJECHALIŚMY DO HOSTELU NIEMCA. POWIEDZIANO NAM, ŻE NIE MA WOLNYCH POKOI. PIETRUSZKA POŻYCZYWSZY PARASOL, BOHATERSKO W DESZCZU, POSZEDŁ SZUKAĆ POKOJU. ZNALAZŁ SPANIE BEZ PROBLEMU.
MIESZKALIŚMY NIE W SAMYM CENTRUM MIASTA ALE PARĘ ULIC DALEJ. BYŁ TO DOŚĆ DUŻY POKÓJ, POKRYTY DREWNIANĄ BOAZERIĄ. MIAŁ STOLIK, KRZESŁO, MIEJSCE NA WALIZKĘ, NOCNY STOLIK. DODATKOWĄ ZALETĄ BYŁA DARMOWA KAWA LUB HERBATA I ŻE BYŁO CICHO. PŁACILIŚMY 100 000 KIP / 2 os. NOC.

TE TYSIĄCE TUTAJ TO SZALEŃSTWO. JAK PRZELICZYĆ TĄ KWOTĘ TO JEST US$ 8,1 CZYLI OKOŁO 30 zł. TO ŚREDNIA ZA DWUOSOBOWY POKÓJ Z ŁAZIENKĄ I JEDNYM DUŻYM ŁÓŻKIEM, tzw. MAŁŻEŃSKIM. NA TYM POZIOMIE SĄ POKOJE DROŻSZE I TAŃSZE. SPRAWDZALIŚMY TO WCHODZĄC DO RÓŻNYCH HOSTELI, PYTAJĄC O POKÓJ, NIEJEDNOKROTNIE GO OGLĄDAJĄC. INNA, OCZYWIŚCIE NIŻSZA, JEST CENA POKOJU BEZ ŁAZIENKI. W LUANG PRABANG JEST NIEZLICZONA ILOŚĆ GESTHOUSÓW, HOSTELI, HOTELI I MIEJSC DO SPANIA. NA NIEKTÓRYCH ULICACH SĄ DOSŁOWNIE JEDNE OBOK DRUGICH. MOŻNA WYBIERAĆ. MNIE SIĘ WYDAJE, ŻE BRAK REZERWACJI JEST O TYLE DOBRY, ŻE POZWALA NA WYBÓR TAKIEGO POKOJU JAKI CHCEMY I W TAKIM MIEJSCU W JAKIM CHCEMY. REZERWACJA PRZEZ INTERNET JEST TROCHĘ KŁAMLIWA, GDYŻ WIDOCZNY NA ZDJĘCIU POKÓJ MOŻE BYĆ ZUPEŁNIE INNY W RZECZYWISTOŚCI.

W PIERWSZYM RZĘDZIE POSZLIŚMY COŚ ZJEŚĆ. OBOK NAS ZNAJDOWAŁA SIĘ BARDZO DOBRZE WYGLĄDAJĄCA RESTAURACJA. WYGLĄD SZEDŁ W PARZE ZE SMAKIEM. NAJFAJNIEJSZE BYŁY WODOROSTY RODEM Z RZEKI MEKONG. WYGLĄDAJĄ TAK JAK LIŚCIE NORI, W KTÓRE ZAWIJA SIĘ SUSHI TYLKO BARDZIEJ ZIELONE. SMAŻY SIĘ JE W DUŻYM WOKU. JEDLIŚMY TEŻ SAŁATKĘ Z PAPAI, SAŁATKĘ Z KREWETKAMI. CENA 70 000 KIP. JEDZENIE BARDZO DOBRE.

 

WODOROSTY Z MEKONGU W FORMIE NORI

WODOROSTY Z MEKONGU W FORMIE NORI

.

POSTANOWILIŚMY WRÓCIĆ TU WIECZOREM, BO SPODOBAŁA NAM SIĘ BĘDĄCA W MENU TEJ RESTAURACJI  KACZKA.

POMASZEROWALIŚMY DO MIASTA Z PARASOLEM OTRZYMANYM W RECEPCJI NASZEGO HOSTELU.  WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE MIASTO JEST PUSTE. PO PRZEJŚCIU PARU ULIC WESZLIŚMY W DZIELNICĘ PEŁNĄ BARÓW, KNAJPEK, GALERII SZTUKI, SKLEPIKÓW. TĘTNIŁO ŻYCIE. DOSZLIŚMY DO NOCNEGO TARGU NIE WIEDZIEĆ CZEMU KOŃCZĄCEGO SIĘ O 22-giej. PRODUKTY SPRZEDAWANE NA TARGU TO SPODNIE, SUKIENKI Z WZOREM W SŁONIE W ROŻNYCH KOLORACH, PIĘKNE SZALE, BIŻUTERIA, PAMIĄTKI, TOREBKI, BRELOCZKI.

 

TE DZIEWCZYNY ZROBIŁY SUPER KACZKĘ ....

TE DZIEWCZYNY ZROBIŁY SUPER KACZKĘ ….

.

DESZCZ PRZESTAŁ PODAĆ. WRACAJĄC, MYŚLĄC O NASZEJ KACZCE ZOBACZYŁAM WINO. CO PRAWDA W KARTONIE ALE MÓJ ULUBIONY SZCZEP. DO KACZKI PASOWAŁO JAK ULAŁ…

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *