11.01.2015 – LUANG PRABANG – DZIEŃ PIERWSZY

.

RANKIEM BYŁO NADAL CHŁODNO.
WYBRALIŚMY SIĘ NA ZWIEDZANIE NAJPIĘKNIEJSZEGO MIASTA W LAOSIELUANG PRABANG. LUANG PRABANG BYŁO JEDNYM Z TRZECH KRÓLESTW LAOSU. JEGO GRANICE SKONSOLIDOWAŁY SIĘ W 1563 ROKU I Z TĄ DATĄ UZNAJE SIĘ POWSTANIE MIASTA. DOBRE POŁOŻENIE NA HANDLOWYM SZLAKU ZAPEWNIAŁO ROZWÓJ. ALE LUANG PRABANG ZAWSZE POSTRZEGANY BYŁ JAKO CENTRUM RELIGIJNE, OŚRODEK WŁADZY. TU REZYDOWAŁ KRÓL.

MIASTO ROBI BARDZO DOBRE WRAŻENIE. ŁADNE BUDOWNICTWO, SZEROKIE ULICE, MNÓSTWO RESTAURACYJEK, KAWIARNI, ULICZNYCH SPRZEDAWCÓW JEDZENIA. MEKKA TURYSTÓW W TYM TAKŻE EUROPEJSKICH, CO SKUTKUJE SERWOWANIEM W KAWIARNIACH, RESTAURACJACH NIE AZJATYCKIEGO JEDZENIA, W TYM OCZYWIŚCIE KANAPEK. ZACZĘLIŚMY OD ULICZNEGO ŚNIADANIA W WIELKIEJ ULICZNEJ KANAPKOWNI. WYBRANY SANDWICZ SKŁADAŁ SIĘ Z AWOKADO, KURCZAKA, SAŁATY, POMIDORA, CHYBA JESZCZE BYŁO TOFU I … NIE BYŁ DOBRY. PRZEDE WSZYSTKIM BAGIETKA BYŁA GUMOWA, A SOS, KTÓRYM POLANA BYŁA KANAPKA ZAMIAST BYĆ PIKANTNYM BYŁ SŁODKO KWAŚNY. SMAK JEST RZECZĄ GUSTU, ALE WYPIECZENIE BUŁKI TO UMIEJĘTNOŚĆ PIEKARZY, ALE CHYBA W LUANG PRABANG JEJ NIE POSIADAJĄ. ZACHWYCA W LAOSIE KAWA I WSZELKIEGO RODZAJU SOKI ZE ŚWIEŻYCH OWOCÓW. KAWA, JAK I INNE JEDZENIE CZĘSTO JEST PODAWANA W PLASTIKOWYCH WORECZKACH. JAK SIĘ TO DZIEJE, ŻE NIE PRZECIEKAJĄ TEGO NIE WIADOMO.

OBEJRZELIŚMY WAT MAI, WAT VISOUN WRAZ ZE STUPĄ, OBOK KTÓREJ, ZRESZTĄ MIESZKALIŚMY.

 

WAT WISUNARAT (WAT VISOUN) W LUANG PRABANG

WAT WISUNARAT (WAT VISOUN) W LUANG PRABANG

.

WDRAPALIŚMY SIĘ PO STOPNIACH DO GÓRUJĄCEJ NAD MIASTEM ŚWIĄTYNI, PHOUSI. PO WEJŚCIU NA PIERWSZY POZIOM SCHODÓW, PO PRAWEJ STRONIE ZNAJDUJE SIĘ MAŁA PIĘKNA ŚWIĄTYNIA ZE STARYMI NAŚCIENNYMI MALOWIDŁAMI TRZEBA JE ZOBACZYĆ, SĄ CHYBA NAJCIEKAWSZE.

U GÓRY ODBYWA SIĘ JEDEN Z GORSZYCH PROCEDERÓW HANDLOWYCH. MALEŃKIE PTASZKI SĄ WIĘZIONE W MALUTKICH KLATKACH. JAK ZAPŁACISZ MOŻESZ JE UWOLNIĆ. ALE I TAK ZOSTANĄ NASTĘPNEGO DNIA ZŁAPANE.

 

KOMU PTASZKA, KOMU !!!!!

KOMU PTASZKA, KOMU !!!!!

.

SCHODZĄC DRUGĄ STRONĄ WZNIESIENIA MIJALIŚMY LICZNE POSĄGI BUDDY W RÓŻNYCH POZYCJACH. OBEJRZELIŚMY TEŻ DWA ODCISKI JEGO STOPY NADNATURALNEJ WIELKOŚCI. WCHODZILIŚMY DO KOLEJNYCH ŚWIĄTYŃ PHU SI, WAT THAM PHU. WSZYSTKIE ZACHWYCAJĄ ZDOBNICTWEM ZEWNĘTRZNYCH PORTALI, SAMYCH DRZWI. NIE PAMIĘTAM NAZW DALSZYCH ŚWIĄTYŃ JAKIE OGLĄDALIŚMY WSTĘPUJĄC DO KAŻDEJ, KTÓRĄ MIJALIŚMY.

WARTO WIEDZIEĆ, CZYM JEST BUDDYZM, JAKĄ SPUŚCIZNĘ FILOZOFICZNĄ POZOSTAWIŁ BUDDA, CO OZNACZAJĄ POZYCJE JEGO RĄK, CZYLI MUDRY. POZWALA TO LEPIEJ ZROZUMIEĆ WYMOWĘ ŚWIĄTYŃ, KRAJ, OBYCZAJE. W JEDNEJ ZE ŚWIĄTYŃ NATRAFILIŚMY NA CEREMONIĘ MODLITEWNĄ, W KTÓREJ MOŻNA BYŁO UCZESTNICZYĆ POD WARUNKIEM POZOSTANIA POZA CZĘŚCIĄ, W KTÓREJ MODLĄ SIĘ MNISI, PRZY CZYM KOBIETY MUSIAŁY SIEDZIEĆ. PRZYGLĄDALIŚMY SIĘ WRAZ Z INNYMI MŁODYM MNICHOM, RECYTUJĄCYM SOBIE TYLKO ZROZUMIAŁE SŁOWA.

 

KOT NAJWYRAŹNIEJ NIE PRZESZKADZA W MODLITWIE ...

KOT NAJWYRAŹNIEJ NIE PRZESZKADZA W MODLITWIE …

.

PÓŹNIEJ SZLIŚMY ULICAMI NAD  BRZEGIEM ROZLEGŁEGO MEKONGU. WŁAŚCIWIE TO SĄ DWIE RZEKI: MEKONG I NAM KHAM, KTÓRA DO NIEGO WPADA. SKRĘCAJĄC W STRONĘ NASZEGO DOMU WSTĄPILIŚMY DO RESTAURACYJKI CHCĄC COŚ KUPIĆ NA KOLACJĘ, BO ZOSTAŁO NAM WINO. JA ZDECYDOWAŁAM SIĘ NA MÓJ UKOCHANY MAKARON. DO TEGO WARZYWA, A PIETRUSZKA JADŁ CHYBA KALMARY W JAKIMŚ SOSIE. PŁACILIŚMY CHYBA 40 000 KIP

WIECZOREM POSZLIŚMY SIĘ JESZCZE RAZ PRZEJŚĆ TRASĄ WSZYSTKICH TURYSTÓW, CZYLI NA NOCNY MARKET. WYCHODZĄC Z NIEGO NATRAFILIŚMY PO PRAWEJ STRONIE PRZEJŚCIE PEŁNE STRAGANÓW Z JEDZENIEM OBLEGANE PRZEZ LUDZI. WYGLĄDAŁO TO JAK JAKIEŚ TARGI ŻYWNOŚCI. STAŁY STOŁY, PRZY KTÓRYCH WIELE OSÓB JADŁO. JEDZENIE PREZENTOWAŁO SIĘ NIESŁYCHANIE APETYCZNIE I RÓŻNORODNIE. BYŁO TO JEDZENIE WEGETARIAŃSKIE. OBOK NA MNIEJSZYCH STOISKACH LEŻAŁY KURCZAKI, KIEŁBASKI, INNE MIĘSO I RYBY WYGLĄDAJĄCE RÓWNIE SMAKOWICIE. BYŁY RÓŻNE FASOLKI, TOFU SOLO LUB Z JAKĄŚ JARZYNĄ, KTÓREJ NIE ROZPOZNAŁAM, KAPITALNY JASKRAWOZIELONY MAKARON, MAKARON SZKLANY, DYNIA W KILKU ODSŁONACH, CUKINIA, SMAŻONE BANANY, MARCHEWKA W SOSIE, SMAŻONE CUKINIE I INNE CUDA.

 

PASAŻYK PEŁEN STRAGANÓW Z JEDZENIEM

PASAŻYK PEŁEN STRAGANÓW Z JEDZENIEM

.

PANOWAŁA ZASADA, ŻE ZA 15 000 KIP MOŻNA BYŁO NABRAĆ TYLE WEGETARIAŃSKIEGO JEDZENIA ILE MIEŚCIŁ TALERZ LUB PUDEŁKO, JEŚLI BRAŁO SIĘ JEDZENIE NA WYNOS. ZA RYBY LUB MIĘSO CZY DRÓB PŁACIŁO SIĘ OSOBNO. NIE BYLIŚMY JUŻ W STANIE NIC ZJEŚĆ, ALE NIE MOGLIŚMY SIĘ OPRZEĆ RÓŻNORODNOŚCI TEGO JEDZENIA, WIĘC ZABRALIŚMY DO DOMU. ŚNIADANIE NASTĘPNEGO MIELIŚMY ZNAKOMITE.

PRZED TYM PRZEJŚCIEM, CO MOŻE BYĆ ZNAKIEM ROZPOZNAWCZYM, SIEDZĄ DZIEWCZYNY I SMAŻĄ KOKOSANKI. PYSZNE MAŁE PLACUSZKI. NALEWAJĄ NA ROZGRZANE PŁYTY CIASTO O KONSYSTENCJI JAK NA NALEŚNIKI I WYCHODZĄ, KOKOSANKI. TEN ZAKĄTEK POLECAM KAŻDEMU.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Komentarze :

  1. Darin

    I have read a few good stuff here. Definitely worth bookmarking for revisiting. I surprise how much effort you put to make such a magnificent informative site.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *