08.01.2015 – VANG VIENG – PHONSAVAN

.

NASZ TRANSPORT BYŁ O 8:30. NA PRZYSTANEK UDALIŚMY SIĘ WCZEŚNIEJ BY ZAJĄĆ SOBIE LEPSZE MIEJSCA I KUPIĆ ŚNIADANKOSY. JUŻ DZIEŃ WCZEŚNIEJ ZNALEŹLIŚMY KRAMIK, GDZIE SANDWICZE PREZENTOWAŁY SIĘ DOBRZE. TAM TEŻ PRZYGOTOWANO NAM BARDZO DOBRE SANDWICZE. DLA MNIE Z TOFU I WARZYWAMI. WOMBAT CHCIAŁ I DOSTAŁ Z TUŃCZYKOSEM. TRANSPORT MIAŁ LEKKIE OPÓŹNIENIE, ALE WRESZCIE RUSZYLIŚMY.

PRZYSTANEK MINIBUSÓW W VANG VIENG

PRZYSTANEK MINIBUSÓW W VANG VIENG

.

DROGI W LAOSIE TO NIE EUROPEJSKI STANDARD. CZAS PRZEJAZDU – 6 GODZIN.

PO DRODZE MIELIŚMY RÓŻNE ATRAKCJE ...

PO DRODZE MIELIŚMY RÓŻNE ATRAKCJE …

.

BUSIK ZATRZYMAŁ SIĘ NA GŁÓWNYM DWORCU AUTOBUSOWYM, PRZYPOMINAJĄCYM PRL-owskie DWORCE, W WIĘKSZYCH, ZAPYZIAŁYCH MIASTACH. NA CAŁE SZCZĘŚCIE WŁAŚNIE PRZESTAŁO PADAĆ. NATYCHMIAST DOPADŁA DO BUSIKA CHMARA TUK-TUKOWCÓW – KIEROWCÓW TUTEJSZYCH TAKSÓWEK.  WIDAĆ, ŻE NIE SĄ JESZCZE ZEPSUCI KOMERCJALIZMEM. OCENILI WZROKIEM WIELKOŚĆ BAGAŻU I POKAZALI NAM KIERUNEK, W KTÓRYM MAMY IŚĆ BY DOSTAĆ SIĘ DO HOSTELU, KTÓREGO NAZWĘ IM POKAZALIŚMY, MÓWIĄC ŻE TO BARDZO BLISKO. FAKTYCZNIE TRZEBA BYŁO PRZEJŚĆ TYLKO KILKASET METRÓW. GUESTHOUSE NAZYWA SIĘ KONG KEO I LEŻY PRZY BITEJ DRODZE, KOLORU PIASKU. DROGA – ULICA WYGLĄDA JAKBY PROWADZIŁA DO JAKICHŚ MAGAZYNÓW. PO LEWEJ STRONIE CIĄGNĄ SIĘ ODGRODZONE OD NIEJ PŁOTEM DUŻE PROSTE BUDYNKI, PO PRAWEJ, TEŻ ZA PŁOTEM RÓŻNEGO RODZAJU ZABUDOWANIA. NIE SPOSÓB NIE ZAUWAŻYĆ. KIERUJE DOŃ DUŻY SZYLD. WCHODZIMY. JESTEŚMY W SPOREJ ZAGRODZIE POSIADAJĄCEJ SOLIDNY DOM, KILKA WYGLĄDAJĄCYCH NA CHATKI DOMKÓW, DŁUGI MUROWANY BARAK I ZADASZONĄ POWIERZCHNIĘ Z KONTUAREM BAROWYM, WITRYNO-CHŁODZIARKĄ NA NAPOJE I KILKOMA MIEJSCAMI DO SIEDZENIA USTAWIONYMI WOKÓŁ SKORUPY AMERYKAŃSKIEJ BOMBY, ROBIĄCEJ ZA KOMINEK.
PODCHODZI DO NAS KOBITKA OFERUJĄC POKÓJ DLA DWOJGA Z ŁAZIENKĄ. ZA 60 000 KIPOLI BIERZEMY POKÓJ Z ŁAZIENKĄ. POŚCIEL WYGLĄDA CZYSTO. POKÓJ MA SWOJE LATA, SZCZEGÓLNIE SZAFA. ALE ILE MOŻNA WYMAGAĆ ZA US$ 7,5 I TO W CHWILI GDY ZNOWU ZACZYNA KROPIĆ…

WYCHODZIMY “NA MIASTO”. MŻAWKA USTAŁA. JEST DOBRZE. “MIASTO” TO TAK NAPRAWDĘ DWIE KRZYŻUJĄCE SIĘ POD KĄTEM PROSTYM ASFALTOWE DROGI  SZEROKOŚCI PASA STARTOWEGO.

.

20150128.205WEB

.

PONOWNIE POŁOŻENIE NASZEJ “SYPIALNI” TO STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ. WSZĘDZIE BLISKO. POZA “DWORCEM” TUŻ ZA ROGIEM MAMY MARKET, AGENCJE TURYSTYCZNE, BANK, WYMIANĘ PIENIĘDZY I KILKADZIESIĄT “RESTAURACJI”. ZACZYNAMY OD NAJWAŻNIEJSZEGO. WCHODZĄC DO KILKU AGENCJI ZNAJDUJEMY TAKĄ, KTÓRA ZROBI INTERESUJĄCY NAS OBJAZD ZA ROZSĄDNE PIENIĄDZE. CENY SĄ RÓŻNE. DECYDUJEMY SIĘ NA WYCIECZKĘ OBEJMUJĄCĄ OGLĄDANIE: SKORUPY SOWIECKIEGO CZOŁGU (DLA MNIE TO WAŻNE); GÓRĘ NA SZCZYCIE KTÓREJ JEST TUNEL WIETKONGU, A WZDŁUŻ ZBOCZA ZNAJDUJĄ SIĘ MIEJSCA GDZIE PONOĆ WYCIOSYWANO SŁYNNE KAMIENNE DZBANY; DAWNĄ STOLICĘ; STANOWISKA ARCHEOLOGICZNE NA “RÓWNINIE DZBANÓW” I PŁASKOWYŻE PODZIURAWIONE LEJAMI BOMB AMERYKAŃSKICH ZA 900 000 KIPOLI BEZ LUNCHU I WEJŚCIÓWEK. W PIERWSZEJ NAPOTKANEJ AGENCJI CHCIELI PRAWIE 100% WIĘCEJ. ALE JUŻ ZA ROGIEM, W AGENCJI TEL. 56344441 WYCHODZĄC OD 1 200 000 KIPÓW (NIECAŁE US$ 120) UZYSKALIŚMY NASZĄ CENĘ. :-O UWAGA !!! Z PÓŹNIEJSZYCH ROZMÓW Z PRZEWODNIKIEM WYNIKA, ŻE WYCIECZKI NA GÓRĘ Z TUNELEM WIETKONGU NIE SĄ POPULARNE, BO WYMAGAJĄ MASĘ WYSIŁKU FIZYCZNEGO. MŁODSZYCH TO NIE INTERESUJE – MAJĄ GDZIEŚ HISTORIĘ LAOSU. STARSZYCH TEŻ NIE – PADAJĄ ZE ZMĘCZENIA NA WIDOK SCHODÓW. ŚREDNI WIEKIEM (TO MY) 🙂 RZADKO TU ZAGLĄDAJĄ – NAJCZĘŚCIEJ MAJĄ KASĘ I WYŻSZE WYMAGANIA JEŚLI CHODZI O SERWIS – A TAKIEGO TU NIE MA. W ZWIĄZKU Z POWYŻSZYM ILOŚĆ CHĘTNYCH NA ZWIEDZANIE JEST MAŁA – JAKIEŚ DWIE GRUPY NA TYDZIEŃ. TRZEBA WIĘC ZAWSZE TARGOWAĆ CENĘ…

PO ZAŁATWIENIU BILETÓW POSZLIŚMY SZUKAĆ JEDZONKA. PRZESZLIŚMY GŁÓWNYM TRAKTEM WIEJSKO-MIEJSKIM NABYWAJĄC WHISKACZA-OGRZEWACZA-USYPIACZA, WSTRĘCIOLSTWO ZWANE JASIEM WĘDROWNICZKIEM @ 115 000 / 0,7 L I DO NIEGO JAKIEŚ POPRAWIACZE SMAKU. SPACERUJĄC WESZLIŚMY CHYBA DO KILKUNASTU KNAJP, GARKUCHNI I TUTEJSZYCH DWUKOŁOWYCH  “RESTAURACJI”. TYLKO W JEDNEJ UDAŁO MI SIĘ ZNALEŹĆ INTERESUJĄCE MNIE DANIE – WIETNAMSKĄ ZUPĘ Z WĘGORZA. IDĄC DALEJ ZOBACZYLIŚMY JESZCZE NAM NIEZNANY, CHIŃSKI SPOSÓB PODAWANIA RÓŻNYCH INTERESUJĄCYCH JEDNODANIOWYCH POTRAW W MALUTKICH BAMBUSOWYCH KOSZYCZKACH.

 

CHIŃSKIE JEDNODANIOWE POTRAWY W BAMBUSOWYCH KOSZYCZKACH

CHIŃSKIE JEDNODANIOWE POTRAWY W BAMBUSOWYCH KOSZYCZKACH

.

SPRÓBOWALIŚMY 4 (4 × 5 000) – MIĘDZY INNYMI TOFU I GRZYBÓW. ŚREDNIACTWO. POSZLIŚMY DALEJ. TRAFILIŚMY NA TYPOWE MIEJSCE DLA BIAŁASÓW,  KTÓRE OMINĘLIŚMY SZEROKIM ŁUKIEM I HINDUSKĄ KNAJPKĘ – TYCH MAMY CHWILOWO DOŚĆ (PO CAMERON HIGHLANDS).

NAJBLIŻEJ NASZEJ SYPIALNI WIDZIELIŚMY DWIE DOBRZE WYGLĄDAJĄCE GARKUCHNIE. DOSŁOWNIE. SZCZEGÓLNIE JEDNA BARDZO MI SIĘ PODOBAŁA. KŁĘBIŁ SIĘ TAM CIĄGLE TŁUM LOKALSÓW. NIESTETY WOMBAT BYŁ W OPOZYCJI I W REZULTACIE WYLĄDOWALIŚMY Z POWROTEM U WIETNAMCZYKÓW. JA NA ZUPIE Z WĘGORZYKA (BO TUTAJ WĘGORZ MA WIELKOŚĆ TROCHĘ DŁUŻSZEJ, WYPASIONEJ DŻDŻOWNICY), WOMBAT NA MAKARONIE Z MIĘSKIEM (CIEKAWE Z CZEGO?? :)) W FORMIE ZUPY, CHOCIAŻ 5 × PROSIŁA O SMAŻONY…

 

OGNISKO W SKORUPIE BOMBY

OGNISKO W SKORUPIE BOMBY

.

ZMARZNIĘCI JAK DIABLI WRÓCILIŚMY DO GUESTHOSE’U GDZIE PRZY OGNISKU W SKORUPIE BOMBY GRZALIŚMY SIĘ ZEWNĘTRZNIE OGNIEM, A WEWNĘTRZNIE JAŚKIEM Z COLĄ WYMIENIAJĄC UWAGI Z FAJNYMI LUDŹMI Z NOWEJ ZELANDII, FRANCJI I KOLUMBII. PRZY OKAZJI BUSZOWALIŚMY TROCHĘ PO NECIE, KTÓRY TU BYŁ BARDZO DOBRY. DRUGIM BONUSEM TEGO MIEJSCA JEST BARDZO GORĄCY, SUPERZASTY W TAKĄ ZIMNICĘ PRYSZNIC.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *