17.01.2015 – KUALA LUMPUR – DZIEŃ DRUGI

 

​​NASZ KOLEJNY DZIEŃ W PODRÓŻY ZACZYNA SIĘ HOTELOWYM ŚNIADANIEM, PRZY KTÓRYM OMAWIAMY PLANY NA DZISIAJ. CHCEMY POŁAZIĆ PO KL. ZOBACZYĆ DWA SKIEROWANE W NIEBO KUTASY PETRONASY, ZALICZYĆ KTÓREŚ MUZEUM I ZJEŚĆ KOLACJĘ NA ULICY ALOR.
ZACZYNAMY OD PETRONASÓW. DOJAZD METRO-POCIĄGIEM. BILETY KUPUJE SIĘ W PODZIEMIACH BUDYNKU. TAM TEŻ JEST WEJŚCIE. KOLEJKA NIE JEST DŁUGA. NA EKRANIE MONITORA WIDAĆ, NA KTÓRĄ GODZINĘ SĄ CIĄGLE WOLNE MIEJSCA. CHODZĄCA WZDŁUŻ KOLEJKOWICZÓW KOBITKA PYTA SKĄD JESTEŚ, ZAPISUJE TO NA KARTECZCE I WRĘCZA CI JĄ. PRZY KASIE DAJESZ OTRZYMANY PAPIEREK, MÓWISZ, O KTÓREJ CHCESZ WJECHAĆ NA GÓRĘ I PŁACISZ. TANIO NIE JEST – 80  RM. ALE, UWAGA !!! WEŹ ZE SOBĄ DOKUMENT DOJRZAŁOŚCI. W TEN SPOSÓB; JEŚLI JESTEŚ 60+ ZAOSZCZĘDZISZ 40 RM.
NABYLIŚMY BILETY NA 17:30 I POJECHALIŚMY ZOBACZYĆ MUZEUM SZTUKI ISLAMSKIEJ. LEŻY ONO KOŁO GŁÓWNEGO MECZETU I DAWNIEJ GŁÓWNEJ STACJI METRA, BARDZO ARABSKIEJ Z WYGLĄDU.

WEJŚCIE DO MUZEUM ISLAMU

WEJŚCIE DO MUZEUM ISLAMU

.

MUZEUM SZTUKI ARABSKIEJ TO PERŁA. NAPRAWDĘ WARTO JE OGLĄDNĄĆ, PRZEZNACZAJĄC NA TO CO NAJMNIEJ 180 min. DLA MNIE NAJCIEKAWSZE BYŁO PIERWSZE PIĘTRO Z MAKIETAMI WSZYSTKICH WAŻNYCH MECZETÓW ŚWIATA. KOLEJNE PIĘTRA POŚWIĘCONO KALIGRAFII, STROJOM, OZDOBOM, BRONI, WYPOSAŻENIU WNĘTRZ I ŻYCIU CODZIENNEMU. WSTĘP 14 RM. SĄ TEŻ ZNIŻKI DLA DZIECI.
NIESTETY CZAS NAS GONIŁ I DLATEGO MUSIELIŚMY SKRÓCIĆ ZWIEDZANIE TEJ NAPRAWDĘ KOPALNI SZTUKI MUZUŁMAŃSKIEJ. WŁĄCZAJĄC DOPALACZE POGNALIŚMY DO POCIĄGU-METRA I W OSTATNIEJ CHWILI DOPADLIŚMY NASZĄ GRUPĘ W PETRONASACH CZEKAJĄCĄ NA WINDĘ.
PRZED WINDĄ FOTOGRAF ROBI WSZYSTKIM ZDJĘCIA. POTEM, PO ZWIEDZANIU POZWOLĄ CI JE NABYĆ W FORMIE MAGNESU NA LODÓWKĘ ZA …. 60 RM / 2 szt. KOLEJEK NIE WIDZIAŁEM.
WINDĄ WJEŻDŻA SIĘ NAJPIERW NA POZIOM MOSTU ŁĄCZĄCEGO WIEŻE NA WYSOKOŚCI 41-42 PIĘTRA. BYŁ LEKKI WIECZÓR I MGIEŁKA, WIĘC WIDOK Z TEGO POZIOMU NIE OSZAŁAMIAŁ. PO OKOŁO 20 min ZAWIEZIONO NAS WINDĄ PRAWIE DO NIEBA CZYLI NA 86 PIĘTRO. WIDOK NIEZŁY. POMIMO MGŁY. SPOTKALIŚMY TU MŁODĄ PARĘ POLAKÓW BĘDĄCYCH W DRODZE NA MELBOURNE CUP. TUTAJ, NA 86, ZOBACZYSZ FAJNĄ MAKIETĘ WIEŻ I MOŻESZ SIĘ POBAWIĆ UŻYWAJĄC BILETU W POWIĄZANIU Z MONITORAMI I KAMERAMI.
MOIM ZDANIEM MOŻNA SOBIE ODPUŚCIĆ, SZCZEGÓLNIE JEŚLI BYŁO SIĘ WCZEŚNIEJ W JAKIMKOLWIEK PRAWDZIWYM DRAPACZU CHMUR.
PO WYJŚCIU Z PETRONASÓW WYGLĄDAŁO, ŻE ZARAZ LUNIE. A MY W PLANIE MIELIŚMY JESZCZE WYŻERKĘ NA JALAN AJOR.

 

ZACZĘŁO LAĆ JAK Z CEBRA ...

ZACZĘŁO LAĆ JAK Z CEBRA …

.

UDAŁO NAM SIĘ DOSTAĆ DO METRA ZANIM ZACZĘŁO NAPRAWDĘ LAĆ. JECHAĆ, CZY NIE JECHAĆ NA AJORA … – OTO JEST PYTANIE.  POJECHALIŚMY. WYCHODZĄC Z METRA NIE BYLIŚMY PEWNI CO ROBIĆ DALEJ.  ZWYCIĘŻYŁA CHĘĆ ZJEDZENIA CZEGOŚ DOBREGO. NA SZCZĘŚCIE DESZCZ USTAŁ. TROCHĘ
JESZCZE STRASZYŁ, ALE ZA SŁABO. POD DASZKAMI PRZEBIEGLIŚMY DROGĘ DO TEJ ULICY – JADŁODAJNI. RESTAURACJE NIEŚMIAŁO OTWIERAŁY PODWOJE. PODESZLIŚMY PROSTO DO KILKANAŚCIE DNI TEMU WYTYPOWANEMU STRAGANOWI, GDZIE JA MIAŁEM OCHOTĘ NA ŚNIEŻNOBIAŁĄ ŻABĘ W PANIERCE, SMAŻONĄ JAK FRYTKI – WE WRZĄCYM OLEJU @ 20 RM. WOMBAT DLA TOWARZYSTWA WZIĄŁ LANGUSTYNKĘ (15 RM). MOJE ŻABSKO BYŁO WYBITNE. TAK PREPAROWANEGO JESZCZE NIE JADŁEM. WOMBAT ZJADŁ SWOJĄ POTRAWĘ BEZ OCHÓW I ACHÓW. POSZLIŚMY SZUKAĆ DALEJ…

 

PRZYGOTOWYWANIE DAŃ W RESTAURACJI NA JALAN AJOR

PRZYGOTOWYWANIE DAŃ W RESTAURACJI NA JALAN AJOR

.

UWAGĘ WOMBATA PRZYKUŁO STOISKO Z RYBAMI I OWOCAMI MORZA. ZJEDLIŚMY PYSZNĄ CHICKEN FISZ I SAŁATKĘ Z JAKICHŚ TUTEJSZYCH ZIELSK. NAJEDZENI WSIEDLIŚMY DO METRA I POJECHALIŚMY NA ZASŁUŻONY ODPOCZYNEK …

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *