23.01.2015 – Z BAVANGGAZO LONGHOUSE DO KK

.

OBUDZIŁ MNIE URWISTY DESZCZ. LAŁO  TAK, ŻE NAWET TAJEMNICZE ZWIERZĄTKO, WYDAJĄCE Z SIEBIE CAŁĄ NOC DZIWNE ODGŁOSY GDZIEŚ NAD NAMI, ZAMILKŁO.
WSTAŁEM KOŁO 7:00 I KORZYSTAJĄC Z DOSTĘPU DO NETU ODEBRAŁEM POCZTĘ I ZACZĄŁEM PISAĆ BLOGA. NIESTETY, NIE WZIĘLIŚMY Z KK KOMPA I NIE MOGŁEM WRZUCIĆ NIC NA STRONĘ.
O 9:00 CZEKAŁO NA NAS UMÓWIONE ŚNIADANIE. DOSTALIŚMY TUTEJSZY STANDARD. MAKARON Z JAJKIEM – OK, BANANA W CIEŚCIE – OK + I SŁODKIE ZIEMNIAKI W CIEŚCIE – NIEDOBRE, BO ZA SŁODKIE. ALE  BEZOGONIASTYM I OGONIASTYM KOTOM SMAKOWAŁY. DO TEGO HERBATA I KAWA. CAŁOŚĆ DOBRA, ALE BEZ REWELACJI.
PRZESTAŁO PADAĆ I ZOSTALIŚMY ZAPROSZENI DO WZIĘCIA UDZIAŁU W OPRAWIANIU DWÓCH ŚWINEK PRZYGOTOWYWANYCH NA STYPĘ. DZIEŃ WCZEŚNIEJ ODSZEDŁ JEDEN Z MIESZKAŃCÓW WIOSKI, W KTÓREJ BYLIŚMY WCZORAJ. ŚWINKI ZOSTAŁY BARDZO SZYBKO I SPRAWNIE OPRAWIANE PRZEZ KILKU FACETÓW, KTÓRYM RELIGIA – W TYM WYPADKU PROTESTANCKA – NIE ZABRANIA ŁYKA ALKOHOLU W CZASIE WYKONYWANIA W/W CZYNNOŚCI. ZOSTALIŚMY POCZĘSTOWANI ICHNIĄ WÓDKĄ RYŻOWĄ O NIE-MOCY 15%. NIEZŁA. DOBRZE WCHODZI PRZY 32°C.

TRZEBA SIĘ ZBIERAĆ NA AUTOBUS. GOSPODARZE PROPONUJĄ PODWIEZIENIE. DZIĘKUJEMY I ODMAWIAMY. DO PRZEJŚCIA MAMY OKOŁO 2,8 km. ŁATWO TO SPRAWDZIĆ, BO NA ASFALCIE CO 100 m SĄ OZNACZENIA. IDZIE SIĘ DOBRZE, NAWET Z BAGAŻAMI KTÓRE MAMY. DOCHODZIMY NA 40 min PRZED CZASEM. SZLIŚMY 25 min.
PRZEWÓZ ZABIERA NAS O 14:25, CZYLI ZGODNIE Z ROZKŁADEM. WYJECHAŁ Z KUDAT O 14:00.

3 GODZINNA PODRÓŻ MIJA MIGIEM. KIEROWCA YONG JEST KOLEJNYM MISTRZEM KIEROWNICY JAKIEGO SPOTKAŁEM W TEJ CZĘŚCI ŚWIATA.

PO PONOWNYM ZAMELDOWANIU SIĘ W PLAZA HOTEL I KĄPIELI ODŚWIEŻAJĄCEJ WYCHODZIMY DO MIASTA. W ZNANYM SKLEPIE MOŻNA DOSTAĆ MINERALNĄ WODĘ GAZOWANĄ (TO PIERWSZY SKLEP W MALEZJI W KTÓRYM SIĘ  NATKNĘLIŚMY NA TEN  PRODUKT W WERSJI INNEJ NIŻ BARDZO DROGA WODA PERRIER). KUPISZ TEŻ TU WINO Z WYSOKIEJ I BARDZO WYSOKIEJ PÓŁKI (OD 40 DO 1800 RM) I CHIŃSKIE PIWO W DUŻYCH FLASZKACH @ 10,5 RM.  ZAOPATRZENI UDALIŚMY SIĘ NA NOCNY TARG RYBNY. NA KOLACJĘ !

 

NA STOISKU TARGOWISKA

NA STOISKU TARGOWISKA

.

DZISIAJ NIE PADA. WSZĘDZIE BARDZO DUŻO LUDZI. GŁÓWNIE LOKALSÓW. TYM RAZEM WYBIERAMY INNĄ DROGĘ NIŻ TA, KTÓRĄ SZLIŚMY KILKA DNI TEMU. PRZECHODZĄC ZWRACAMY UWAGĘ TYLKO NA TO JEDZENIE, KTÓREGO NIE JEDLIŚMY. RZUCAJĄ SIĘ NAM W OCZY NIGDY NIEWIDZIANE WODOROSTY (2 RM PORCJA). POZA TYM SERWOWANE TUTAJ SAŁATKI Z RYB PRZYGOTOWYWANE METODĄ CEVICHE. POZDROWIENIA DLA BOŻENKI M., MISTRZYNI NA TYM POLU). WSZYSCY PROPONUJĄ NAM KALMARY. MY JEDNAK BRONIMY  SIĘ BOHATERSKO PRZED TYMI ZAKUSAMI, BO NIESTETY OKAZAŁO SIĘ NIE RAZ, ŻE ICHNIE METODY OBRÓBKI TEGO MIŁEGO ZWIERZĘCIA KOŃCZĄ SIĘ DOPROWADZENIEM JEGO PYSZNEGO MIĘSA DO FAZY W KTÓREJ MOŻE ONO ŚMIAŁO KONKUROWAĆ Z KAUCZUKIEM.

.

AŻ SIĘ CHCE JEŚĆ !!!

AŻ SIĘ CHCE JEŚĆ !!!

.

DECYDUJEMY SIĘ WRESZCIE NA ŚREDNIEJ WIELKOŚCI GRILOWANEGO  RED SNAPERA, SAŁATKĘ CEVICHE, WODOROSTY I, NAMÓWIENI, NA DWA ŚREDNIE KALMARY Z RUSZTU @ 5 RM. SNAPER BYŁ DOBRY, ACZKOLWIEK LEKKO ZA SUCHY. POZOSTAŁE DANIA ZMUSIŁY NAS DO DOKŁADEK. NIEBO W GĘBIE WZMOCNIONE AUSTRALIJSKIM SHIRAZEM. KALMARY FAKTYCZNIE ŚWIETNE. DODATKOWO NA POBLISKIM STOISKU DOKUPILIŚMY ŚMIESZNE, WYGLĄDAJĄCE JAK OBLEPIONE ŚREDNIEJ WIELKOŚCI IKRĄ, WODOROSTY. BAJECZNE. CAŁY OBIAD, BEZ WINA OCZYWIŚCIE, KOSZTOWAŁ 33 RM. ŻYĆ NIE UMIERAĆ.

.

WRRRRRRRRRRRRR !!!!!!!!!

WRRRRRRRRRRRRR !!!!!!!!!

.

WIECZÓR MINĄŁ BŁYSKAWICZNIE NA PORZĄDKOWANIU ZDJĘĆ I BLOGA.
JUTRO KOLEJNY WYJAZD – TYM RAZEM DO RANAU.

.

>     ZOBACZ FOTY     <

.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *