24.08.2016 NAJDŁUŻSZY DZIEŃ – OD MONT-SAINT-MICHEL DO SAINT-MALO

.

ALIANCI MIELI CIĘŻKI, SŁYNNY “NAJDŁUŻSZY DZIEŃ6 CZERWCA 1944 ZDOBYWAJĄC PLAŻE NORMANDII. DZISIAJ MY, DZIĘKI NIM, MAMY NAJDŁUŻSZY I JAK DOTĄD NAJFAJNIEJSZY DZIEŃ NA TYCH PLAŻACH.
NASZ PLAN OBEJMUJE: ZROBIENIE ZDJĘĆ MONT SAINT-MICHEL W PROMIENIACH BUDZĄCEGO SIĘ SŁOŃCA; ZWIEDZANIE TEGOŻ (ŁĄCZNIE Z MIASTECZKIEM OCZYWIŚCIE ?); WYPAD DO CANCALE NA LUNCH ZŁOŻONY Z PRZEPYSZNYCH, SŁYNNYCH LOKALNYCH OSTRYG; POWRÓT DO KLASZTORU SAINT-MICHEL; PIESZA WYCIECZKA PRZEZ ODKRYTĄ PRZEZ ODPŁYW ZATOKĘ (3 godz.); POWRÓT AUTOBUSEM DO PRZYKLASZTORNEGO PARKINGU I NA KONIEC PODJECHANIE DO MIEJSCA, Z KTÓREGO MOŻNA ZROBIĆ ZDJĘCIA ZACHODZĄCEJ NA TLE SKAŁY KLARY.

WSTALIŚMY KOŁO 5 RANO BY DOJECHAĆ W POBLIŻE GÓRY PRZED WSCHODEM SŁOŃCA.
KORZYSTAJĄC Z ZAMIESZCZONYCH NA MAPACH GOOGLE PUNKTÓW DOBRYCH DO OBSERWOWANIA WZWODU KLARY DOTARLIŚMY SPRAWNIE DO CELU. NIESTETY, TAK JAK PODEJRZEWAŁEM WSKAZANE MIEJSCE (36 ROUTE DE ROCHE TORIN) NIE BYŁO TYM CZEGO SZUKAŁEM. LEŻĄCY NA WYSOKIEJ SKALE KLASZTOR NIE DA SIĘ STĄD SFOTOGRAFOWAĆ POD SŁOŃCE. BY UZYSKAĆ TEN EFEKT TRZEBA DOTRZEĆ GDZIEŚ TUTAJ. PONIEWAŻ JEDNAK BYŁO JUŻ DOŚĆ BLISKO POBUDKI KLARY, A OKOLICA BARDZO CIEKAWA, NIE PCHALIŚMY SIĘ NIGDZIE DALEJ.

OD MIEJSCA ZAPARKOWANIA AUTA, DO PUNKTU Z KTÓREGO MOŻNA ZOBACZYĆ KLASZTOR WIEŃCZĄCY WYSTAJĄCĄ Z MOKREGO PIASKU SKAŁĘ, JEST OKOŁO 600 m. DROGA BIEGNIE WŚRÓD PASTWISK WZDŁUŻ BRZEGU RZEKI SÉLUNE I KANAŁU LA MANCHE. O TAK WCZESNEJ PORZE I MORZE I ONE TONĄ W DOŚĆ GĘSTEJ PORANNEJ MGLE. ŁACIATE BYDŁO – CHARAKTERYSTYCZNE DLA TEGO REGIONU – BUDZI SIĘ DO ŻYCIA WSTAJĄC POWOLI Z TRAWIASTEGO MATERACA I PRZECIĄGAJĄC OSPALE KOŚCI.

WOKÓŁ PANUJE CISZA I SPOKÓJ. DOCHODZIMY DO POINTE DE ROCHE TORIN. TUTAJ PIASZCZYSTA ŚCIEŻKA SKRĘCA GWAŁTOWNIE W LEWO. TUŻ ZA ZAKRĘTEM STOI SAMOTNY BUDYNEK. PRZED NAMI ROZTACZA SIĘ BAJECZNY WIDOK NA ODKRYTĄ PRZEZ ODPŁYW OGROMNĄ PRZESTRZEŃ ZAMKNIĘTĄ GDZIEŚ DALEKO KURTYNĄ MGŁY.
RUSZAMY DALEJ WCHODZĄC NA PODMOKŁY PIACH I CZŁAPIEMY W KIERUNKU DOMNIEMANEGO OPACTWA. PODŁOŻE JEST KLEISTE. IDZIE SIĘ DOŚĆ CIĘŻKO, BO STALE TRZEBA CZYŚCIĆ PODESZWY Z PIASKOWEGO MUŁU.

ROBI SIĘ CORAZ JAŚNIEJ. KLARA NIE ZASPAŁA. JEJ BLASK – NA POCZĄTKU BARDZO SŁABO – POWOLUTKU WYDOBYWA Z MGŁY ODLEGŁY O KILKA KILOMETRÓW KLASZTOR.
ROBIENIE ZDJĘĆ ZAJMUJE TROCHĘ CZASU. WRACAJĄC ZACZYNAMY MYŚLEĆ CZY NIE ZREZYGNOWAĆ Z PLANOWANEJ NA 15:00 PIESZEJ WYCIECZKI PRZEZ ODKRYTY ODPŁYWEM TEREN. WĄTPLIWOŚCI NASZE WZBUDZA MULISTE PODŁOŻE, PO KTÓRYM BĘDZIEMY MUSIELI IŚĆ KILKA KILOMETRÓW. MOŻE TO BYĆ BARDZO MĘCZĄCE, NAWET PRZY  ZAŁOŻENIU, ŻE  DOSTANIEMY PRZYSTOSOWANE DO TAKICH WYCIECZEK OBUWIE. POSTANAWIAMY ODPUŚCIĆ, CHYBA ŻE BĘDZIEMY MIELI ZBĘDNE KILKA GODZIN.

PO SKOŃCZONEJ, 50 MINUTOWEJ SESJI RUSZYLIŚMY W KIERUNKU KLASZTORU, BY DOSTAĆ SIĘ DO NIEGO W PIERWSZEJ GRUPIE ZWIEDZAJĄCYCH. Z RÓŻNYCH OPISÓW WYNIKAŁO, ŻE KAŻDA MINUTA SIĘ LICZY. TYLKO CI PRZYBYWAJĄCY DO KAS PRZED ICH OTWARCIEM (9:00) NIE CZEKAJĄ W KOLEJCE.

PO DRODZE JEDNAK MUSIELIŚMY ZATRZYMAĆ NASZ POJAZD, BO PRZECIĘŁO NAM DROGĘ STADO BARANÓW … ALE, JAK SIĘ PO CHWILI OKAZAŁO W SUPER MIEJSCU. STĄD NAJLEPIEJ Z DROGI WIDAĆ MAJESTATYCZNIE WYNOSZĄCĄ SIĘ SKALNĄ BRYŁĘ Z OPACTWEM. W TEN SPOSÓB ZDOBYLIŚMY ŚWIETNE, UNIKALNE FOTY. PRZEKLINANE O BRZASKU MIEJSCE PRZYNIOSŁO NAM SZCZĘŚCIE…

KILKA MINUT PÓŹNIEJ JESTEŚMY NA OGROMNYM, PODZIELONYM NA LICZNE CZĘŚCI PARKINGU ODDALONYM O 2500 m OD WIELKIEJ GÓRY. POZOSTAWIENIE “ZŁOMU” KOSZTUJE 11€70. OPŁATĘ DOKONUJESZ PRZED ODJAZDEM. MOŻNA PŁACIĆ KARTĄ. POMIĘDZY PARKINGIEM A BRAMĄ WEJŚCIOWĄ KURSUJĄ RÓŻNE ŚRODKI LOKOMOCJI – DARMOWE AUTOBUSY I PŁATNE ZAPRZĘGI KONNE. PRZEJAZD BUSEM TRWA OKOŁO 10 min.

NA 20 min PRZED OTWARCIEM KAS KLASZTORU JESTEŚMY 100 m OD BRAMY GŁÓWNEJ. MINĄWSZY JĄ IDZIEMY SZYBKIM KROKIEM GŁÓWNĄ ULICĄ MIASTECZKA. PO 200 m DOCHODZIMY DO 350 SCHODÓW PROWADZĄCYCH DO OPACTWA. SĄ DOŚĆ STROME, ALE SPRAWNIE JE POKONUJEMY I STAJEMY PRZED CIĄGLE NIECZYNNYMI KASAMI. WKRÓTCE JE OTWARTO. BYLIŚMY JEDNYMI Z PIERWSZYCH WCHODZĄCYCH DO OGROMNEJ BUDOWLI SZCZĘŚLIWCÓW …

ZWIEDZANIE ZAJĘŁO NAM 120 min. MYŚLĘ, ŻE MOŻNA ZOBACZYĆ CAŁOŚĆ W 100 min. OGLĄDA SIĘ WŁAŚCIWIE TYLKO POSZCZEGÓLNE WEWNĘTRZNE ELEMENTY SKŁADOWE BUDOWLI. LICZNE SALE, PRZEJŚCIA, PATIA, KLATKI SCHODOWE, itp. NIE MA TU DUŻO MEBLI ANI WITRYN Z TYPOWYMI DLA MUZEUM CIEKAWOSTKAMI. SCHODZĄC W KIERUNKU WYJŚCIA Z MIASTECZKA – TWIERDZY PRZEZ CAŁY CZAS IDZIE SIĘ POMIĘDZY SKLEPAMI Z PAMIĄTKAMI I RÓŻNEGO RODZAJU MIEJSCAMI ZBIOROWEGO ŻYWIENIA. TO NAJBARDZIEJ UCIĄŻLIWA CZĘŚĆ ZWIEDZANIA MONT-SAINT-MICHEL.

PLANOWO ZAKOŃCZYWSZY OGLĄDANIE OPACTWA NA SKALE, POJECHALIŚMY DO CANCALE. W ODLEGŁYM O 46 km BRETOŃSKIM MIASTECZKU BYLIŚMY TUŻ PRZED 13:00. PARKOWANIE NIE BYŁO PROBLEMEM, ALE ZOSTAWILIŚMY SAMOCHÓD DOŚĆ DALEKO OD CENTRUM NA JEDNEJ Z BOCZNYCH ULIC (BOULEVARD THIERS). IDĄC NIĄ W DÓŁ WYSZLIŚMY PROSTO NA INTERESUJĄCE NAS MIEJSCE – LEŻĄCY TUŻ PRZY BRZEGOWEJ RAMPIE MAŁY OSTRYGOWY TARG. CO ZA FART !!! NIE TRZEBA BYŁO NIKOGO PYTAĆ ANI NICZEGO SZUKAĆ. ŚWIEŻUTKI LUNCH JUŻ CZEKAŁ NA NAS !!!

MIEJSCE WIDAĆ JUŻ Z DALEKA. WOKÓŁ MURKÓW ODDZIELAJĄCYCH RAMPĘ, NA KTÓRĄ WCIĄGA SIĘ UROBEK RYBAKÓW Z JEDNEJ STRONY OD MORZA, Z DRUGIEJ OD STRONY ULICY I TARGOWISKA, LEŻĄ OGROMNE ILOŚCI BIAŁYCH OSTRYGOWYCH SKORUP …

PRZED NABYCIEM OSTRYG TRZEBA BYŁO NAJPIERW ZAOPATRZYĆ SIĘ W JAKIEŚ BIAŁE WINO LUB INNE BĄBELKI … INTERESUJĄCY NAS NAPÓJ ODNALEŹLIŚMY TUŻ OBOK KILKU RESTAURACJI, W SKLEPIE Z PAMIĄTKAMI NA QUAI ADMIS EN CHEF THOMAS. WRACAMY NA SKORUPIAKOWY BAZAREK. OKOŁO OŚMIU STRAGANÓW SPRZEDAJE BEZ PRZERWY OGROMNE ILOŚCI OSTRYG I INNYCH MORSKICH DOBROCI. WYBÓR OSTRYG OSZAŁAMIA. SPRZEDAJE SIĘ JE W RÓŻNYCH WIELKOŚCIACH. NAJWIĘKSZE SĄ “0”, POTEM 1, 2, 3, 4 I 5. NIE DZIWOTA, ŻE LUDWIK XIV ZAOPATRYWAŁ TUTAJ SWÓJ DWÓR. PO STARANNYM OBEJRZENIU DECYDUJEMY SIĘ NA JEDNO ZE STOISK I CIERPLIWIE CZEKAMY, AŻ SPRZEDAWCZYNI UBRANA W STALOWE RĘKAWICZKI OTWORZY DLA NAS DWA TUZINY NAJWIĘKSZYCH – KLASY “ZERO”, MORSKICH AFRODYZJAKÓW. 5 min PÓŹNIEJ DOSTAJEMY DWA SPECJALNE TALERZE. KAŻDY MA 12 WGŁĘBIEŃ, Z KTÓRYCH WYSTAJĄ, I TO BARDZO, OGROMNE SKORUPY NASZEGO LUNCHU. W ŚRODKOWEJ, OKRĄGŁEJ DZIURCE LEŻY CYTRYNA. WŁAŚCICIELKA BUSINESSU PO ZAINKASOWANIU 14 € (OSTRYGOSY 6€;  0€50 CYTRYNA I 0€50 OTWARCIE) PROSI BYŚMY SIEDLI NA MURKU ODDZIELAJĄCEGO NAS OD MORZA I WRZUCALI PUSTE SKORUPY PROSTO DO WODY. TAK TEŻ ROBIMY. SKORUPIAKI POPIJANE BIAŁYM WINEM SMAKUJĄ WYŚMIENICIE. PYCHOTA ?????

CANCALE - OTWIERANIE OSTRYG

CANCALE – OTWIERANIE OSTRYG

 .

TROSZKĘ NAJEDZENI – WOMBAT 12, JA 24 ZWIERZĄTKAMI, IDZIEMY ZOBACZYĆ MIASTECZKO, tzn. PRZEJŚĆ SIĘ WZDŁUŻ PROMENADY. MYŚLIMY TEŻ CO ROBIĆ DALEJ. JEŻELI MAMY WRACAĆ DO OPACTWA BY PRZEJŚĆ W POPRZEK ZATOKĘ SAINT-MICHEL, TO TRZEBA ZARAZ RUSZAĆ. I TO SZYBKO. DECYDUJEMY SIĘ OLAĆ ŁAŻENIE PO BŁOCIE, TYM BARDZIEJ, ŻE ZACZYNA LAĆ. ZAMIAST TEGO POJEDZIEMY DO JESZCZE JEDNEGO PIĘKNEGO NADMORSKIEGO KURORTU – SAINT-MALO.

KOŃCZĄC ODCHUDZAJĄCY SPACER PO NADMORSKIEJ PROMENADZIE CANCALE, JESZCZE RAZ WPADAMY NA KRAMY Z OSTRYGAMI. POSTANAWIAMY NABYĆ DROGĄ KUPNA DUŻY KOSZ Z 50 SKORUPIAKAMI KLASY “0” TG: TRÈS GRAND (BARDZO DUŻE) @ 20€. NIE MOŻNA PRZEPUŚCIĆ TAKIEJ OKAZJI. BĘDZIEMY MIELI SWÓJ WKŁAD W KOLACJĘ !!!

DROGA Z CANCALE DO SAINT-MALO ZAJMUJE NAM NIECAŁĄ GODZINĘ.

ZAŁOŻONE PRZEZ GALÓW W I w p.n.e. W TYM MIEJSCU MIASTO BYŁO ZNANE JAKO ROMAN REGINCA LUB ALETUM. DO KOŃCA IV W n.e. ISTNIAŁ TUTAJ FORT CHRONIĄCY UJŚCIE RZEKI RANCE PRZED NAJAZDEM OD STRONY MORZA. DOWODZIŁ NIM GŁÓWNODOWODZĄCY RZYMSKIEJ ARMII POLOWEJ ODCINKA UMOCNIEŃ ZWANEGO LITUS SAXONICUM. ARMORYKA (DZISIEJSZA BRETANIA) W OKRESIE UPADKU ZACHODNIEGO CESARSTWA RZYMSKIEGO POD PRZYWÓDZTWEM BAGAUDÓW ZBUNTOWAŁA SIĘ ZRZUCAJĄC RZYMSKIE JARZMO. WTEDY TEŻ NAPŁYNĘŁO TU WIELU CELTYCKICH BRYTÓW UCIEKAJĄCYCH PRZED NIESTABILNOŚCIĄ W POPRZEK KANAŁU. ŚLADY DZISIEJSZEGO SAINT-MALO SIĘGAJĄ KLASZTORNEJ OSADY ZAŁOŻONEJ PRZEZ św. AARONA I św. BRENDANA (BRENDANA ŻEGLARZA) NA POCZĄTKU VI W. NAZWA POCHODZI OD IMIENIA ZWOLENNIKA BRENDANA ŻEGLARZA, SAINT MALO LUB MACLOU, IMIGRANTA Z DZISIEJSZEJ WALII.
W ŚREDNIOWIECZU DUŻY OŚRODEK HANDLOWY.  W 1491 ZOSTAJE PRZYŁĄCZONE DO KORONY FRANCUSKIEJ. MIASTO BARDZO DBAŁO O SWOJĄ AUTONOMIĘ W RELACJACH Z WŁADZAMI FRANCUSKIMI A NAWET Z WŁADZAMI BRETANII. POMIĘDZY 1590 – 1593 SAINT-MALO DEKLAROWAŁO SIĘ NIEZALEŻNĄ REPUBLIKĄ POD HASŁEM “NIE FRANCUSKIE, NIE BRETOŃSKIE, ALE MALOINOWSKIE”. PÓŹNIEJ JEST FRANCUSKĄ BAZĄ WYPRAW MORSKICH DO AMERYKI PÓŁNOCNEJ. PODUPADŁO W XVIII w.
SŁAWĘ SAINT-MALO PRZYNIEŚLI FRANCUSCY KORSARZE I PIRACI, KTÓRZY TUTAJ MIELI SWOJĄ BAZĘ (NAZYWANO JE NAWET “CITÉ CORSAIRE”). KORSARZE CI ZMUSZALI OKRĘTY ANGIELSKIE PRZEPŁYWAJĄCE KANAŁ DO PŁACENIA HARACZU. UZNAWANY ZA ODKRYWCĘ KANADY JACQUES CARTIER, KTÓRY PRZEPŁYNĄŁ RZEKĘ ŚWIĘTEGO WAWRZYŃCA I TERENY DZISIEJSZEGO QUEBEC I MONTREALU, ŻYŁ I WYPŁYNĄŁ Z SAINT-MALO. PODOBNIE JAK PIERWSI KOLONIŚCI FALKLANDÓW. STĄD FRANCUSKA NAZWA WYSP “ÎLES MALOUINES”. W 1758 r BRYTYJCZYCY PRÓBOWALI ZDOBYĆ MIASTO. NIEPOWODZENIE JEDNAK  ZMUSIŁO ICH DO ZAJĘCIA POBLISKIEGO SAINT-SERVAN, GDZIE ZNISZCZYLI 30 KORSARSKICH OKRĘTÓW.
NA PRZEŁOMIE SIERPNIA I WRZEŚNIA 1944 OTOCZONE MUREM STARE MIASTO ZOSTAŁO PRAWIE CAŁKOWICIE ZNISZCZONE PRZEZ BOMBARDOWANIA I OSTRZAŁ ALIANTÓW. ODBUDOWYWANO JE PRZEZ 12 LAT (1948-1960).

O 18:00 JESTEŚMY NA PROMENADZIE TEGO KIEDYŚ ZNACZNEGO PORTU. PIĘKNA, TYPOWA DLA NADMORSKICH MIEJSCOWOŚCI WYPOCZYNKOWYCH FRANCJI ZABUDOWA BIEGNĄCA RÓWNOLEGLE DO SZEROKIEJ PLAŻY ROBI WRAŻENIE. SZKODA TYLKO, ŻE PRZYJECHALIŚMY TAK PÓŹNO. NIE BĘDZIEMY MOGLI ZOBACZYĆ WIELU CIEKAWYCH MIEJSC. WYDAJE MI SIĘ, ŻE NA ZWIEDZENIE TEGO MIASTA POTRZEBA CO NAJMNIEJ 8 godz.

DO DOMU MAMY STĄD 162 km. WYRUSZAMY W POWROTNĄ DROGĘ PO 19:30 ZASTANAWIAJĄC SIĘ CZY BĘDZIEMY MIELI MOŻLIWOŚĆ I CHĘCI ZROBIENIA ZDJĘĆ OPACTWA SAINT-MICHEL SŁOŃCA W BLASKU ZACHODZĄCEGO SŁOŃCA. PO GODZINIE JESTEŚMY BLISKO KLASZTORU, ALE PONIEWAŻ DO ZAJŚCIA KLARY JEST CIĄGLE PONAD 60 min REZYGNUJEMY. BOIMY SIĘ TRZYMAĆ W TYM CIEPLE 50 SMACZNYCH – KIEDY ŻYWE – SKORUPIAKÓW …

.

► ZOBACZ FOTY ◀︎

Komentarze :

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *