14.01.2015 – W VIENTIANE

.

W VIENTIANE BYLIŚMY PRZED 7:00, PO 10 GODZINACH JAZDY, CZYLI SPÓŹNIENI O GODZINĘ. (więcej…)


14.01.2015 W LAOTAŃSKIEJ STOLICY

.

RANO PÓŁNOCNY DWORZEC AUTOBUSOWY W VIENTIANE BYŁ PEŁEN TUK-TUKÓW OFERUJĄCYCH DOJAZD DO CENTRUM. CENA 20 000 KIP OD OSOBY. ZNALEZIENIE MIEJSCA DO SPANIA NIE BYŁO PROBLEMEM.

(więcej…)


13.01.2015 – OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG

.

OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG ZACZĄŁ SIĘ PONOWNIE OD PYSZNEGO ŚNIADANIA… I JAK TU SCHUDNĄĆ??? (więcej…)


13.01.2015 – POŻEGNANIE Z LUANG PRABANG

.

OSTATNIEGO DNIA W LUANG PRABANG POZOSTAŁO NAM JESZCZE DO ZOBACZENIA MUZEUM I ŚWIĄTYNIA KRÓLEWSKA.

MUZEUM JEST PŁATNE 30 000 KIP / os. NAJPIERW WESZLIŚMY DO KRÓLEWSKIEJ ŚWIĄTYNI WAT XIENG THONG, Z KTÓREJ ZABRANO SZMARAGDOWEGO BUDDĘ. (więcej…)


12.01.2015 – LUANG PRABANG I WYCIECZKA MEKONGIEM

.

KURCZE, JAK JA NIE LUBIĘ WSTAWAĆ O 5:00 RANO. MAKABRA. LEDWO CZŁOWIEK ZASNĄŁ, JUŻ NASZE TELEFONY WYDAJĄ Z SIEBIE DZIWNE DŹWIĘKI, A TO ŚWIERSZCZY, A TO PTASZKÓW POLUJĄCYCH NA NIE, CZY TEŻ ŚWINEK ŚMIGAJĄCYCH PO POLU PEŁNYM TRUFLI … (więcej…)


12.01.2015 – LUANG PRABANG I JASKINIE PAK-U

.

ZDECYDOWALIŚMY, ŻE DZIŚ RANO IDZIEMY NA CEREMONIĘ DAWANIA MNICHOM JEDZENIA. LUANG PRABANG SŁYNIE Z TEGO PORANNEGO RYTUAŁU. MNISI OTRZYMUJĄ JEDZENIE OD LUDZI. ŻYWIĄ SIĘ TYLKO TYM, CO DOSTANĄ. (więcej…)


11.01.2015 – SPACERKIEM PO LUANG PRABANG

.

WYSPANI POSZLIŚMY DO MIASTA NA PÓŹNE ŚNIADANIE. PO POPRZEDNICH DOŚWIADCZENIACH ZACHCIAŁO SIĘ NAM ZNOWU SANDWICZA. PO DRODZE WPADLIŚMY NA CHWILĘ DO MOCNO ZACHWALANEGO ( SŁUSZNIE) “UTOPIA” BARU. PIĘKNIE POŁOŻONE Z WIDOKIEM ZA MILION BAKSÓW ROBI WRAŻENIE. DRINKI MOGŁYBY BYĆ TAŃSZE, ALE CO TAM. LEŻYSZ SOBIE NA NABRZEŻNEJ SKARPIE POCIĄGAJĄC DRINKOSIKA I CZYTASZ KSIĄŻKĘ. ORGASTYCZNE. 🙂

SZYBKO DOSZLIŚMY DO GŁÓWNEJ TURYSTYCZNIE ULICY MIASTA. STAŁO TUTAJ TAK WIELE KRAMÓW OFERUJĄCYCH MAŁE BAGIETKI Z WSADEM, ŻE ŻAL BYŁOBY NIE SPRÓBOWAĆ. WYBÓR OGROMNY. WSADY SĄ TAK DZIWNE, ŻE AŻ KURIOZALNE. PRZYNAJMNIEJ DLA MNIE. BO CZY TO NORMALNE BY Z RANA POKRZEPIAĆ SIĘ DMUCHANĄ BUŁKĄ NADZIANĄ GĘSTYM SŁODZONYM MLEKIEM Z PUSZKI? WYOBRAŹCIE SOBIE JAK TO WYGLĄDA? Mmm… MOŻE TO JEST ATRAKCYJNE DLA MŁODYCH KOBIET, DLA MNIE NIE. (więcej…)


11.01.2015 – LUANG PRABANG – DZIEŃ PIERWSZY

.

RANKIEM BYŁO NADAL CHŁODNO.
WYBRALIŚMY SIĘ NA ZWIEDZANIE NAJPIĘKNIEJSZEGO MIASTA W LAOSIELUANG PRABANG. LUANG PRABANG BYŁO JEDNYM Z TRZECH KRÓLESTW LAOSU. JEGO GRANICE SKONSOLIDOWAŁY SIĘ W 1563 ROKU I Z TĄ DATĄ UZNAJE SIĘ POWSTANIE MIASTA. DOBRE POŁOŻENIE NA HANDLOWYM SZLAKU ZAPEWNIAŁO ROZWÓJ. ALE LUANG PRABANG ZAWSZE POSTRZEGANY BYŁ JAKO CENTRUM RELIGIJNE, OŚRODEK WŁADZY. TU REZYDOWAŁ KRÓL. (więcej…)


10.01.2015 – PHONSAVAN – LUANG PRABANG

.

RANO PADAŁO W DALSZYM CIĄGU. ODCZEKALIŚMY PARĘ CHWIL, A PONIEWAŻ NIE PRZESTAWAŁO, MĘŻNIE WYSZLIŚMY Z DOMU. (więcej…)


10.01.2015 – Z PHONSAVAN DO LUANG PRABANG

.

CAŁĄ NOC LAŁO. O 7:30 RANO CIĄGLE  Z PRZERWAMI SIĄPIŁO. (więcej…)


09.01.2015 – PHONSAVAN – PHU KENG JARS QUARY – KHOUN

.

O 8:20 BYLIŚMY W UMÓWIONEJ AGENCJI, CZYLI TUŻ ZA DWOMA ROGAMI OD NASZEJ STAJNI. NIEBO CAŁE ZACHMURZONE, ALE NA SZCZĘŚCIE NIE PADAŁO. SZYBKO POBIEGLIŚMY DO ZAUWAŻONEJ PRZEZ WOMBATA POPRZEDNIEGO DNIA PIEKARNI NA WÓZKU I KUPILIŚMY BAGIETKĘ – JEDNĄ Z NIEWIELU DOBRYCH RZECZY POZOSTAŁEJ TU PO KOLONISTACH FRANCUSKICH. W LEŻĄCEJ PO PRZECIWNEJ STRONIE DROGI GARKUCHNI, O KTÓREJ WSPOMINAŁEM WCZORAJ, NABYLIŚMY DROGĄ KUPNA DWIE WYSMAŻONE DOBRZE KIEŁBASKI I TOFU O WYGLĄDZIE STAREJ, ZIELENIEJĄCEJ ŚWIŃSKIEJ MIELONKI ORAZ TROCHĘ ZIELSKA. MIELONKA – TOFU, KTÓRA DZIEŃ WCZEŚNIEJ NIE PODOBAŁA SIĘ WCALE A WCALE WOMBATOWI ZOSTAŁA NAGLE OKRZYKNIĘTA WSPANIAŁOŚCIĄ, A PO PRZYPRAWIENIU OSTRYM CHILI I DODANIU POZOSTAŁYCH INGREDIENTÓW DO BAGIETKI ZMIENIONEJ PRZEZ NAS W 2 PYSZNE SANDWICZE, ZJEDZONA NATYCHMIAST. ZDĄŻYLIŚMY JESZCZE WYPIĆ PO HERBACIE, GDY PODJECHAŁ WYNAJĘTY BUSIK. PUNKTUALNIE.

(więcej…)


09.01.2015 – PHONSAVAN

.

DALEJ BYŁO PIEKIELNIE ZIMNO. PIETRUSZKA, KTÓREGO W KL UPRZEJMIE ZAPYTAŁAM “CZY WZIĄĆ CI SWETEREK” ODPOWIEDZIAŁ -“COŚ TY, PO CO”- TERAZ UBIERAŁ 2 PODKOSZULKI I KURTKĘ, MARZĄC O LEŻĄCYM W TORBIE, W MALEZYJSKIM CIEPLE, SWETERKU. JA MIMO PUCHOWEJ KURTECZKI, SWETERKA I 3 PODKOSZULKÓW TRZĘSŁAM SIĘ Z ZIMNA. (więcej…)


08.01.2015 – Z VANG VIENG DO PHONSAVAN

.

BAGIETKA I INNE FRANCUSKIE PIECZYWO STANOWI SPUŚCIZNĘ PO FRANCUSKICH KOLONIZATORACH, SŁUŻĄCĄ OBECNIE LAOTAŃCZYKOM DO ZARABIANIA PIENIĘDZY, I TO W EUROPEJSKI SPOSÓB. KU RADOŚCI TURYSTÓW OPANOWALI SZTUKĘ ROBIENIA KANAPEK, PRZYJMUJĄC ICH ANGIELSKĄ NAZWĘ SANDWICZ. MENU KANAPKOWE JEST BARDZO BOGATE. MOŻNA MIEĆ np. KANAPKĘ Z  KURCZAKIEM, BEKONEM, TOFU CZY INNYM SEREM, DO TEGO SAŁATĘ, POMIDORA, CEBULĘ NO I OCZYWIŚCIE MAJONEZ LUB KECZUP. CENA 10.000 -15.000 KIP. ZAOPATRZENI W TAKIE KANAPKI, A WŁAŚCIWIE KANAPY, BO SĄ DUŻE, ROZPOCZĘLIŚMY PODRÓŻ DO PHONSAVAN. (więcej…)


08.01.2015 – VANG VIENG – PHONSAVAN

.

NASZ TRANSPORT BYŁ O 8:30. NA PRZYSTANEK UDALIŚMY SIĘ WCZEŚNIEJ BY ZAJĄĆ SOBIE LEPSZE MIEJSCA I KUPIĆ ŚNIADANKOSY. JUŻ DZIEŃ WCZEŚNIEJ ZNALEŹLIŚMY KRAMIK, GDZIE SANDWICZE PREZENTOWAŁY SIĘ DOBRZE. TAM TEŻ PRZYGOTOWANO NAM BARDZO DOBRE SANDWICZE. DLA MNIE Z TOFU I WARZYWAMI. WOMBAT CHCIAŁ I DOSTAŁ Z TUŃCZYKOSEM. TRANSPORT MIAŁ LEKKIE OPÓŹNIENIE, ALE WRESZCIE RUSZYLIŚMY. (więcej…)


07.01.2015 – W VANG VIENG

.

RANO PRZESZLIŚMY SIĘ PO MIEJSCOWOŚCI WSTĘPUJĄC NAJPIERW DO BLISKIEGO, LEŻĄCEGO NA TRASIE Z NASZYCH BANANOWYCH DOMKÓW BARU SAYNAMSON 2. DAJĄ TU NAJLEPSZĄ, JAKĄ DOTYCHCZAS PIŁEM W AZJI KAWĘ MROŻONĄ. BAJECZNA @ 7000 KIPÓW. CHWILKĘ PÓŹNIEJ ZACZĘLIŚMY SZUKAĆ CZEGOŚ DO ZJEDZENIA I TRAFILIŚMY DO LOKALNEJ RESTAURACYJKI, W KTÓREJ NAJEDLIŚMY SIĘ DO SYTA PYSZNYM TUTEJSZYM ŻARCIEM @ 40000 KIPÓW. NAJEDZENI WYMIENILIŚMY W BANKU KASIORKĘ I POSZLIŚMY NA ZWIEDZANIE. CHCIELIŚMY ZOBACZYĆ CIEKAWĄ PONOĆ BŁĘKITNĄ LAGUNĘ I JASKINIE.

PO OKOŁO 20 min. MARSZU NA MAŁEJ PRZYKRYTEJ ZIELSKIEM POLANCE U PODNÓŻA NIEWIELKIEJ, WIDOCZNEJ Z NASZEGO BUNGALOWEGO OKNA GÓRY, ZOBACZYLIŚMY GOSTKA ZA LADĄ STOŁU, CZYLI ZA “KASĄ”. BYŁA TO PIERWSZA ATRAKCJA TURYSTYCZNA TEJ MIEJSCOWOŚCI. WSPINANIE SIĘ PO DOŚĆ STROMYM, POKRYTYM ODŁAMKAMI SKAŁ I CZASAMI DRABINAMI ZBOCZU. ZAPŁACILIŚMY PO 10 000 KIPÓW OD ŁBA I ZACZĘLIŚMY WSPINACZKĘ. PO DRODZE NAPOTKALIŚMY JAKĄŚ JEDNĄ SCHODZĄCĄ MŁODĄ PARĘ. WSPINANIE wg. GOŚCIA Z KASY TRWA 30 min. NIE WIEM ILE NAM ZAJĘŁO DOKŁADNIE. PRZYPUSZCZAM, ŻE TAM I Z POWROTEM OKOŁO 90 min. NA SZCZYCIE, NA KTÓRY WARTO WEJŚĆ BY ZOBACZYĆ OKOLICĘ BYLIŚMY MOŻE 10 min. ZARAZ ZA NAMI SZŁA JESZCZE JAKAŚ MŁODA PARA, CHYBA KANADYJCZYKÓW. WCALE NIE BYLI SZYBSI. POZA NIMI NIE SPOTKALIŚMY NIKOGO WIĘCEJ. CO NAS ZRESZTĄ NIE DZIWI. (więcej…)