24 GRUDNIA. WSTAŁEM O 7:00. W MIARĘ WYPOCZĘTY PO 5 godz. SNU.

DO GODZINY „W” JAK WYJAZD, ZOSTAŁO 300 min.

KONIECZNIE CHCIAŁEM — JESZCZE PRZED OPUSZCZENIEM KRAJU — OPUBLIKOWAĆ DLA WSZYSTKICH ŚLEDZĄCYCH NASZEGO BLOGA, FOCIE Z PIERWSZEGO DNIA POBYTU W BILBAO. ZDJĘCIA MIAŁEM GOTOWE. POZOSTAŁO TYLKO ODPOWIEDNIO JE UŁOŻYĆ, WYWALIĆ DUPLIKATY, PRZYPISAĆ MIEJSCE NA MAPIE I ZMNIEJSZYĆ ICH WAGĘ. TAK, BY WUJEK GOOGLE NIE MIAŁ PODSTAW DO STRASZENIA MNIE, ŻE MOJE MIEJSCE NA DANE SIĘ KOŃCZY I BĘDĘ MUSIAŁ DOKUPIĆ NOWE.

TE CZYNNOŚCI SĄ PROSTE. ALE TYLKO WTEDY, GDY WSZYSTKO IDZIE ZGODNIE Z PLANEM. A TO NIESTETY, AKURAT PRZY TYCH OPERACJACH PRAWIE NIE ISTNIEJE. NIEKTÓRE PROGRAMY LUBIĄ SIĘ ZAMYKAĆ NAGLE I NIESPODZIEWANIE. NA SZCZĘŚCIE PAMIĘTAJĄC DOKONANE PRZED PADNIĘCIEM ZMIANY…

BYŁY TEŻ OCZYWIŚCIE DO ZROBIENIA INNE, MOŻE NAWET WAŻNIEJSZE RZECZY.

DO 11:40 UPORALIŚMY SIĘ Z CAŁYM PRZEDWYJAZDOWYM CHAOSEM I ZOSTALIŚMY PRZEWIEZIENI PRZEZ PRZYJACIÓŁKĘ RODZINY NA DWORZEC PKP W CELU POKONANIA PIERWSZEGO — JEDNEGO Z NAJKRÓTSZYCH — ETAPÓW NASZEJ WIELKIEJ WYPRAWY.

NA DWORZE, DELIKATNIE MÓWIĄC, BYŁO RZEŚKO. JAKIEŚ 0°C, PRZENICOWYWANE PODMUCHAMI WIATRU, WZMACNIAJĄCEGO ODCZUCIE MROZU. 

OCZYWIŚCIE MAMY ZIMĘ I TEMPERATURY PONIŻEJ 0°C NIE SĄ ANOMALIĄ. 

TYLKO, ŻE MY JESTEŚMY UBRANI RACZEJ LETNIO.

PO PIERWSZE DLATEGO, ŻE LECIMY NA PÓŁKULĘ POŁUDNIOWĄ, GDZIE TEMPERATURY O TEJ PORZE ROKU SĄ WYŻSZE OD TYCH, JAKIE BĘDZIEMY MIELI W POLSCE W MIESIĄCACH WAKACYJNYCH;

PO DRUGIE – WRACAMY WCZESNĄ WIOSNĄ, CZYLI GDY — MIEJMY NADZIEJĘ — CIEPŁOTA POWIETRZA W NASZEJ OJCZYŹNIE, OSIĄGNIE WYSOKOŚĆ AKCEPTOWALNĄ DLA PRZECIĘTNEGO ZMARZLUCHA.

NA SZCZĘŚCIE IC SOBIESKI Z BUDAPESZTU DO WARSZAWY MIAŁ TYLKO 10 min OPÓŹNIENIA. TE KILKA MINUT DODATKOWEGO OCZEKIWANIA NIE ZDAŻYŁO ZAMIENIĆ NAS W KOSTKI LODU, DOBRE DO SERWOWANYCH CZASEM W WARSOWSKICH WAGONACH PKP KOKTAJLI CZY WHISKACZY…

AŻ DZIW BIERZE, JAK WIELE OSÓB PODRÓŻUJE W WIGILIĘ. POCIĄG BYŁ PRZEZ CAŁY CZAS PEŁNY. ZANIM DOJECHALIŚMY DO STOLICY, OPÓŹNIENIE LEKKO WZROSŁO.

TERAZ MUSIELIŚMY JESZCZE TYLKO DOJECHAĆ DO KOCHLIWEJ, PRZYGOTOWUJĄCEJ „WIGILIĘ PODRÓŻNIKÓW” DLA NAS I SWOJEGO SYNA, ŻYJĄCEGO NA CO DZIEŃ ZA GRANICĄ.

IDEALNY DOJAZD DO PRZYSTANKU ODLEGŁEGO O 150 m OD JEJ MIEJSCA ZAMIESZKANIA, ZAPEWNIA AUTOBUS LINII 504, ODJEŻDŻAJĄCY SPOD DRZWI DWORCA WARSZAWA CENTRALNA, CO 15–20 min.

DOTARCIE Z PERONU DWORCOWEGO DO PRZYSTANKU AUTOBUSOWEGO LINII 504 ZAJĘŁO NAM 8 min. DOTARLIŚMY NA MIEJSCE 5 min PRZED PLANOWANYM ODJAZDEM AUTOBUSU.

BYLIŚMY LEKKO ZDZIWIENI, GDY PRZEZ NASTĘPNE 10 min NIE POJAWIŁ SIĘ ŻADEN POJAZD OBSŁUGUJĄCY TĘ LINIĘ.

„PIEKIELNE ZIMNO” WBIŁO NAS DO WNĘTRZA BUDYNKU DWORCA. CZEKALIŚMY TAM W TROCHĘ LEPSZEJ TEMPERATURZE, ODGRODZENI SZKLANĄ TAFLĄ OD PRZYSTANKU.

KIEDY ROZKŁAD JAZDY ZOSTAŁ ZIGNOROWANY PRZEZ KOLEJNY AUTOBUS, NASZ NIEPOKÓJ WZRÓSŁ…

POSZEDŁEM NA REKONESANS. OD KIEROWCÓW INNYCH LINII DOWIEDZIAŁEM SIĘ TYLKO, ŻE NIC NIE SŁYSZELI O JAKICHKOLWIEK ZMIANACH W ROZKŁADACH JAZDY. NIESTETY, ZADASZENIE I NIEBO POKRYTE CHMURAMI NIE POZWALAŁY IM NA SPRAWDZENIE, W SWOICH APLIKACJACH CO SIĘ DZIEJE Z 504-kami.

20 m ZA PRZYSTANKIEM 504 JEST POSTÓJ UBERO-PODOBNYCH. WIDAĆ NA NIM BYŁO SPORY RUCH. POSZEDŁEM ZACIĄGNĄĆ JĘZYKA. W PIERWSZYM AUCIE ZŁODZIEJ W ROLI TAKSIARZA ZAŻYCZYŁ SOBIE ZA 10 km PRZEJAZD, BLIŻEJ NIEOKREŚLONĄ SUMĘ, WYRAŻONĄ SŁOWAMI „… NA PEWNO STÓWA. ALE MOŻE BYĆ WIĘCEJ…”

WRÓCIŁEM DO CHRONIĄCEGO SIĘ ZA SZYBĄ DWORCA WOMBACIKA I ZACZĄŁEM SZUKAĆ W TAXI-APLIKACJACH JAKIEGOŚ POJAZDU, W MIARĘ ROZSĄDNEGO POD WZGLĘDEM CZASU OCZEKIWANIA I CENY…


Wybrałem „Free-Now”. Pan Władek miał nas początkowo odebrać za 3 min, które prawie natychmiast zmieniły się w 6, a po kolejnych 5 w 9. Śledziłem gościa cały czas, pisząc do niego, gdzie czekam, i prosząc o podanie koloru wozu. Ruch przed budynkiem był spory. Zimnica jak diabli. Stojąc za taflą szkła, 5 m od pogrążonego w ciemności krawężnika, chciałem wiedzieć, jakiego koloru jest Škoda Fabia, mająca nas odebrać. Czas leciał, kierowca był coraz bliżej, a ja dalej nie znałem koloru jego auta … Nagle na ekranie wyskoczyła wiadomość: „Jestem na miejscu”. Tyle tylko, że dalej gościa nie widziałem. Ani fizycznie, ani na mapie aplikacji. Moje 2 500 000 km za kierownicą taksówki mówią mi, że p. Władek to typowa „Złotówa”. nie podawał koloru auta by mieć możliwość wzięcia kogokolwiek, gdyby się okazało, że pasażer, po którego pojechał – zniknął, bo np. znudziło go 30 min oczekiwanie …

NA CAŁE SZCZĘŚCIE KOLEJNY KIEROWCA — TYM RAZEM Z UBERA — DOJECHAŁ DO NAS NAPRAWDĘ W 5 min. W SUMIE OCZEKIWANIE NA PODWÓZKĘ ZAJĘŁO 90 min.


Pamiętacie Francuzów i Angoli, gdy ich kraje zalały hordy wschodnioeuropejskich profesjonalistów? Na początku mieli obawy, że polski hydraulik, czy też inny specjalista zniszczy ich rynek pracy. Szybko zmienili zdanie. Nowi okazali się lepsi od rodzimych zawodowców, robiących, co chcą i jak chcą. Teraz ja dziękuję za kierowców taksówek z innych nacji, pracujących w Polsce. Szczególnie Ukraińcom i Białorusinom. Panu Władkowi i jemu podobnym już podziękuję…

DO CELU DOTARLIŚMY O 17:00.

TROSZKĘ ODTAJALIŚMY PRZED ROZPOCZĘCIEM UROCZYSTEJ KOLACJI PRZYGOTOWANEJ PRZEZ PANIĄ DOMU. UROCZYSTEJ Z KILKU POWODÓW. NIE TYLKO BYŁA TO „WIGILIA PODRÓŻNIKÓW”. BYŁA TO TEŻ OSTATNIA NASZA KOLACJA W POLSCE A.D. 2025.

PS. DZIĘKI WIELKIE ZA WIGILIJNE PYCHOTY, KRYSIU !!!

► ZOBACZ FOTY ◀︎

Leave a comment