DZISIAJ KOLEJNA WCZESNA POBUDKA. WSTALIŚMY O 7:00. KOCHLIWA ODWOZI NAS NA LOTNISKO.

NA DWORZE JEST -10°C.

DOSTAJEMY DODATKOWE KURTKI NA DOJŚCIE DO SAMOCHODU. AUTO STOI TOTALNIE ZAMROŻONE. NAJWYRAŹNIEJ NAD RANEM SIĄPIŁO, A POTEM NADSZEDŁ MRÓZ. BIEDNA RENÓWKA WYGLĄDAŁA JAK GLAZUROWANA KREWETKA.

WYLOT Z WARSZAWY MAMY ok. 10:00.

ODPRAWA IDZIE BŁYSKAWICZNIE.


Ale tylko do momentu, kiedy to odprawiający żąda okazania malezyjskiej karty wjazdu. Zatyka nas. KL to nasze ulubione miejsce w Azji. Wędrując po tej części świata, wiele razy używaliśmy jego centralnego położenia. Tutaj wynajmowaliśmy hotele z wielokrotnymi, tygodniowymi przerwami pomiędzy wojażami do okolicznych krajów; sypialiśmy; robiliśmy pranie i zostawialiśmy na przechowanie zbędne rzeczy.

NIGDY NIE MUSIELIŚMY WYSTĘPOWAĆ O ODPŁATNĄ KARTĘ WJAZDU.


Przygotowujący przez pół roku tę podróż Wombacik, też nie napotkał żadnej informacji dotyczącej ww. kwestii.
A teraz nagle gościu przy odprawie twierdzi, że bez tego, wstępnie zaaprobowanego już przez malezyjskie Emigration dokumentu, nie wejdziemy na pokład samolotu.
Mówiąc to, podaje nam adres strony internetowej, na której ma być wszystko, czego potrzebujemy.

Takie sytuacje przewidzieliśmy i najbardziej się ich obawiamy. W tego typu wypadkach budzi się u „Nastolatków z Recyklingu” – czyli ludzi w wieku ± 25 brakujących do 100-tki lat – syndrom „SKS-u”.

Diabli wiedzą, dlaczego nagle, osobniki po 70-tce, całkowicie idiocieją i zamiast przemyśleć wszystko raz jeszcze z zimną krwią, poddają się właściwie bez oporu, wykonując często debilne polecenia innych.

Tak było i teraz. Wypełniliśmy ww. dokumenty płacąc histeryczną cenę (2 × 50$00 !!!) za coś, o co w KL nikt nie zapytał.

Taką cenę zapłaciliśmy za brak czujności klasowej, którą powinniśmy się wykazać, robiąc odprawę na lotniskach w Polsce.

DLACZEGO TAK UWAŻAM? BO JUŻ KILKA RAZY MIELIŚMY PODOBNE JAZDY NA POLSKICH LOTNISKACH …

NAJGORĘCEJ BYŁO W KRAKOWIE. TAM KILKA NIEDOUCZONYCH LUDZI Z DZIAŁU ODPRAW UWAŻAŁO, ŻE NASZE (3 os.) WIZY DO INDII SĄ DOPIERO W TRAKCIE AKCEPTACJI. PRZEZ 3 godz. PRZETRZYMYWALI NAS W TOTALNEJ NIEPEWNOŚCI, BO ŻADNE Z NICH NIE ROZUMIAŁO DOBRZE TEGO, CO BYŁO NAPISANE PO ANGIELSKU. DOPIERO GDY ZDESPEROWANI ZAŻĄDALIŚMY NATYCHMIASTOWEGO WEZWANIA SZEFA PORTU LOTNICZEGO I ZAGROZILIŚMY LOTNISKU BALICE WYSOKIMI KARAMI ZA NIEDOPUSZCZENIE DO WYJAZDU 3 os., ZA 12-to MIESIĘCZNE PRACE PRZYGOTOWAWCZE I PONIESIONE STRATY MORALNE, MENADŻERKA MAJĄCA PRZEZ CAŁY CZAS JAKIEŚ WĄTPLIWOŚCI ZMIĘKŁA. MUSIELIŚMY TYLKO PODPISAĆ OŚWIADCZENIA, ŻE SAMI POKRYJEMY WSZELKIE KOSZTY ZWIĄZANE Z NASZYM EWENTUALNYM NIE DOTARCIEM DO CELU Z POWODU BRAKU WIZ …


Sorki, trochę za bardzo się rozwinąłem. To dlatego, że chciałbym uchronić wszystkich SKS-owców przed popełnianiem podobnych błędów.

POZA ww. INCYDENTEM PROCEDURA NADANIA BAGAŻU REJSOWEGO I ODBIÓR KART POKŁADOWYCH PRZEBIEGŁA SUPER SPRAWNIE. CHOCIAŻ …


Wombat przeżył chwilę grozy podczas kontroli bezpieczeństwa. Dziewczyna odprawiana tuż przed nami, miała wg. celników – kobiety i mężczyzny – stanowczo za dużo kosmetyków. Zasoby Wombata i moje przeszłyby bez problemu, gdyby jej warszawska kumpela nie podrzuciła przyjaciółce kukułczego jajca – ponadwymiarowego pudełka z kremem… W ostatnim momencie Wombacik, widząc, co się dzieje, przerzucił je do moich rzeczy. Ten bezbłędny ruch uratował przypuszczalnie amerykański kosmetyk przed wylądowaniem w koszu …

LECIMY LINIAMI ETIHAD.

KARMIĄ NA TEJ TRASIE BARDZO DOBRZE. MOJE WEGETARIAŃSKIE DANIE – JAKAŚ PASTA Z DODATKIEM SERA JEST GODNA POLECENIA. POPITA CZERWONYM WINEM ZAPCHAŁA MI ŻOŁĄDEK NA DŁUŻSZĄ CZĘŚĆ DNIA. KURCZAK WOMBACIKA, POPIJANY WINEM MUSUJĄCYM, TEŻ JEJ PRZYPASOWAŁ.

DO ABU ZABI DOLECIELIŚMY WIECZOREM.

CZEKAŁA NAS TERAZ KRÓTKA PRZERWA W LOCIE. AKURAT TYLE, ILE POTRZEBA, BY PRZYNAJMNIEJ WZROKOWO OGARNĄĆ TO PREZENTUJĄCE SIĘ MEGA NOWOCZEŚNIE LOTNISKO.

PIERWSZY ETAP PODRÓŻY MAMY ZA SOBĄ …

► ZOBACZ FOTY ◀︎

Leave a comment